Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bartosz Obuchowicz kocha być tatą! Swojego stracił, gdy był dzieckiem

Bartosz Obuchowicz (35 l.) mimo wczesnej śmierci ojca, pamięta wszystkie ich wspólne zabawy. Dziś aktor stara się być ojcem na 100 procent dla swoich trzech małych córeczek.

"Mój ojciec, inżynier budowlany, mimo obowiązków związanych z pracą, zawsze znajdywał czas, żeby zająć się nami, czyli synem i dwiema córkami" - opowiada "Dobremu Tygodniowi" aktor Bartosz Obuchowicz.

Reklama

Do dziś lubi wspominać wspólne zabawy, jak układali kalambury i puzzle.

"Ponieważ tata interesował się sportem, chętnie z nim biegałem, grałem w piłkę nożną, chodziliśmy też na łyżwy. Wesoły, inteligentny, wszystko mu się udawało. Poza jednym, zbyt szybko nas zostawił" - wyznaje ze smutkiem aktor.

Zmarł, gdy Bartek miał 8 lat. Dzieci starały się nie sprawiać kłopotów mamie, nauczycielce matematyki, która musiała stawić czoła nowym wyzwaniom. Podziwiały jej zaradność i niezłomność. Dbała o byt i edukację potomstwa. Ponieważ syn był niezwykle żywiołowym chłopcem, za namową córek zapisała go do zespołu pieśni i tańca Tintilo.

Tak się zaczęła jego przygoda ze sceną. Jako dziecko dostawał różne propozycje pracy: w reklamie, teatrze, filmie. Z czasem pojawiły się pierwsze sukcesy. Za rolę w filmie "Cwał" Krzysztofa Zanussiego otrzymał nagrodę w Gdyni za najlepszą kreację dziecięcą. Mama była dumna. Dziś mieszka razem z synem w jednym domu.  Od dwóch lat jest już na emeryturze.

"Przepracowała czterdzieści lat. Wciąż spotykam jej uczniów, którzy przekazują dla niej pozdrowienia, przesyłają nawet kwiaty" - podkreśla aktor.

"Moją największą dumą są trzy córki" - mówi z uśmiechem Bartosz.

Najstarsza, Marianna, ma 11 lat, Marcelina osiem, a najmłodsza, Michalina, trzy miesiące. Dumny tata był przy tym, gdy przychodziły na świat.

"Podziwiam kobiety za ich trud, siłę i odwagę. Nie sądzę, by którykolwiek z mężczyzn poradził sobie w takiej sytuacji" - podkreśla. 

Twierdzi też, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, bo chciałby powitać w domu syna. Czy dzieci są uciążliwe? Nie. Bartkowi nie straszne jest nocne wstawanie, kolki, wyrzynanie zębów. Maluchy lubił od zawsze. Jako pięciolatek opiekował się dwuletnim sąsiadem. Potem obserwował szwagrów, jak zajmowali się swoim potomstwem.

"Przydało się. Kiedy na świat przyszła moja pierwsza córka, nie byłem bezradnym rodzicem. Umiałem fachowo zmieniać pieluchy" - śmieje się. 

Przyznaje, że najbardziej drżeli z żoną o najstarszą Mariannę. Kiedy płakała, od razu myśleli, że dzieje się coś złego. Przy trzecim dziecku już tak nie jest. Są lepiej zorganizowani, a poza tym mogą liczyć na starsze córki, które znakomicie zajmują się młodszą. Cieszą się ich sukcesami. Marianna jest uzdolniona. Uczy się gry na saksofonie, chodzi na lekcje angielskiego. W wolnych chwilach jeździ na rolkach, gra w koszykówkę. 

Można ją też spotkać w studiu nagraniowym, gdzie dubbinguje filmy. Robi to dobrze i dostaje coraz więcej propozycji. Marcelina ćwiczy akrobatykę, jeździ świetnie na deskorolce. Ceni córki za wrażliwość i za to, że znają trzy magiczne słowa: proszę, przepraszam, dziękuję. Niewątpliwie duża w tym zasługa babci, czyli mamy aktora, która od początku służy im radą i pomocą. Bierze udział w wychowaniu wnuczek.

"Szacunek i uznanie należy się również mojej żonie, Kasi" - podkreśla aktor. 

Małżonka jest psychologiem szkolnym i terapeutką. Oprócz tego uczy angielskiego w przedszkolach. Delikatna, czuła, cierpliwa. Zawsze znajdzie czas, by porozmawiać z maluchami. Wysłucha, doradzi, a kiedy trzeba pocieszy. Co Bartek chciałby przekazać córkom? Przede wszystkim jak ważna jest miłość, pielęgnowanie tradycji i podtrzymywanie więzi rodzinnych. Obuchowicze są razem od trzynastu lat.

Poznali się podczas wyścigów samochodowych. Kochają motoryzację. Okazało się, że oprócz wspólnych zainteresowań, mają podobny temperament i poczucie humoru.

"Od razu wiedziałem, że to kobieta, z którą chciałbym stworzyć dom" - wspomina aktor.

Gdy powiedzieli rodzicom, że zostaną rodzicami, z miejsca dostali od nich wsparcie.

"Miałem wtedy 24 lata. Dziś młodzi ludzie zwlekają z decyzją o założeniu rodziny, a czas gra na ich niekorzyść. Też się bawiłem, ale przychodzi czas na ustatkowanie. Dzieci nie przeszkadzają mi w niczym, choć wyścigi zeszły na drugi plan. Nie mam już tyle wolnego czasu. Poza tym to drogi sport. Teraz, choć bywam zmęczony, lubię przez chwilę porozmawiać z dziećmi, pocałować na dobranoc, a najmłodszej pociesze, zaśpiewać kołysankę do snu" - mówi wzruszony artysta. 

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

Dowiedz się więcej na temat: Bartosz Obuchowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje