Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anna Rusowicz miała trudne i samotne dzieciństwo! Dla syna chce lepszego życia!

Anna Rusowicz (35 l.) po 10 latach prób, gdy pogodziła się z tym, że nie zostanie mamą, dowiedziała się, że jest w ciąży. Ten moment był jednak okupiony długą i bolesną drogą.

Przez lata się spalała. Walczyła ze światem i z samą sobą.

Reklama

"Byłam trochę jak Joanna d’Arc, przez długi czas gotowa ginąć za ideę" - wyznała niedawno piosenkarka. 

Dziś uśmiecha się wyrozumiale do tamtej siebie. Teraz jest już na innej drodze, uspokoiła się. Wie, że jedyne o co warto walczyć, to bliscy. W zeszłym roku urodziła syna. Kiedyś bała się, czy będzie wiedziała, jak być dobrą matką. Dziś może się śmiać z dawnych lęków. Teraz wie, że wystarczy pozwolić prowadzić się dziecku.

"Ono uczy wszystkiego" - mówiła niedawno.

Sama od pewnego momentu wychowywała się bez matki. Słynna Ada Rusowicz zginęła w wypadku samochodowym, gdy Ania miała 7 lat. Po jej śmierci małą zabrała do siebie młodsza siostra Ady, zaopiekowała się nią razem z mamą i mężem. Ania zabrała tylko kilka zabawek, myślała, że to tylko na chwilę, że zaraz wróci do taty, gitarzysty Niebiesko-Czarnych Wojciecha Kordy i 13-letniego brata Bartka.

"Mój pobyt u wujostwa się przedłużał, aż do mnie dotarło, że tata nie chce mnie zabrać" - wspominała Rusowicz.

Rozpacz odrzucenia najbardziej osładzała jej babcia, sama przecież zmagająca się z żałobą po córce. Nigdy jednak nie dała jej po sobie poznać, że przeżywa tragedię. Ania tylko raz widziała, jak babci zaszkliły się oczy - kiedy zapytała ją o wojnę, w której straciła męża i z trójką dzieci musiała uciekać z rodzinnego dworku na Litwie.

"Była najcudowniejszą babcią na świecie. Dzieliłyśmy razem pokój, co początkowo mnie irytowało, ale gdy pięć lat potem zmarła i zostałam w tym pokoju sama, nie mogłam znieść pustki" - mówiła Rusowicz. 

Na co dzień musiała mierzyć się z samotnością. Gdy w szkole dzieci przekrzykiwały się, czyja mama jest ładniejsza, ona stała z boku. Gdy nauczycielka poprosiła uczniów, by namalowali laurki na Dzień Matki, zamazała całą kartkę na czarno. Dopiero niedawno dzięki ukończonym studiom psychologicznym i własnej psychoterapii zrozumiała, że mama zdążyła wyposażyć ją w podstawy do zbudowania szczęśliwego życia.

"Potrzebne w dorosłym życiu umiejętności dziecko nabywa do siódmego roku życia, potem jedynie doskonali je i rozwija" - twierdzi. - "A ja byłam z moją mamą właśnie siedem lat".

Reszty nauczyła się u cioci i wujka - to do nich przecież mówiła "mamo" i "tato". To w ich domu nauczyła się, jak wygląda szczęśliwy związek. Od biologicznego ojca dostała niewiele. Gdy jeszcze mieszkali razem, był ojcem nieobecnym, skupionym na sobie i karierze.

"Za nim tak bardzo nie tęskniłam. Wydaje mi się dzisiaj, że tata po prostu nie chciał mieć dzieci. Może się do tego nie nadawał. Niektórzy mężczyźni nie dojrzewają do ojcostwa" - mówiła w "Twoim Stylu". 

Stara się zrozumieć ojca, bo nigdy nie zdołała mu wybaczyć. Od tamtego czasu widzieli się może raz. Rusowicz świadomie zerwała z ojcem kontakty, jako dorosła osoba formalnie zrzekła się jego nazwiska na rzecz nazwiska matki.

Dziś, gdy Wojciech Korda walczy o życie po czwartym udarze i przebywa w ośrodku rehabilitacyjnym, jego marzeniem jest pogodzić się z córką i poznać wnuka, o którego narodzinach dowiedział się z prasy. Ania na razie milczy, woli skupić się na własnej rodzinie. Za Huberta Gasiula, perkusistę m.in. Wilków, wyszła jako 23-latka. Zdobył ją podstępem.

"Udał, że nie może otworzyć drzwi do mieszkania, poprosił, żebym weszła przez małe okienko nad drzwiami, byłam znacznie drobniejsza. A potem otworzył drzwi kluczem, stanął na przeciwko i mnie pocałował" - śmiała się.

Znajomi muzyka, znając jego inklinację do częstego zmieniania dziewczyn ponoć nie wróżyli im szczęścia. Pobrali się w 2007 r. w Dzierzgoniu. W tym samym kościele, w którym brali ślub jej rodzice. Do ołtarza prowadził ją wujek.

"Postanowiliśmy być razem na przekór światu. Podczas ślubu nie składano nam życzeń, ale przeprosiny. Usłyszeliśmy: Przepraszamy, byliśmy pewni, że nic tego nie wyjdzie" - zdradziła w "Urodzie Życia". 

A wyszło świetnie. Po 10 latach pochodu od lekarza do lekarza, na świat przyszedł w 2017 r. upragniony Tytus. Para zdążyła się już pogodzić, że będą cieszyć się tylko sobą nawzajem, psami i kotami, aż nagle, w Wigilię 2016 r. odkryła, że jest w ciąży. Niedawno wprowadzili się do nowego domu, niedawno też wspólnie z Hubertem wydali nową płytę jako niXes.

Ostatnie partie wokalne nagrywała w 9. miesiącu ciąży, teraz planuje koncerty. Ale nie tak intensywne, jak kiedyś - ten czas należy do dziecka.

***
Zobacz więcej materiałów wideo:

Dowiedz się więcej na temat: Ania Rusowicz

Reklama

Reklama

Reklama