Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anna Lewandowska i jej nieznane oblicze. Wygadał się brat

Wpatrzona w tatę Anna Lewandowska (wówczas Stachurska) chciała zajmować się tym, co on. "Chciała pójść na studia operatorskie" - opowiada brat trenerki, Piotr Stachurski. Zmieniła swoje plany na życie, gdy tata boleśnie zawiódł. Ojca zastąpił jej wujek. To on poprowadził ją do ołtarza.

W jesienne i zimowe poranki za oknem wciąż panował mrok, ale 10-letnia Ania Stachurska szybko zrywała się z łóżka. Wstawała o 5 rano, aby przed szkołą pobyć choć przez chwilę na planie filmowym. Jej ojciec, Bogdan, operator współpracował z najlepszymi reżyserami. Uwielbiała podpatrywać, jak stoi skupiony za kamerą. 

Reklama

- Kierowca zabierał tatę i mnie - wspomina. 

Mama, Maria, była kostiumografką. Państwa Stachurskich nie dziwiło, że Anię, ukochaną córeczkę tatusia, zafascynował świat filmu. - Dzięki temu zainteresowała się fotografią. Chciała pójść na studia operatorskie - opowiada jej brat, Piotr. 

Wszystko się zmieniło, gdy ona miała 12 lat, on - 10. Rodzice kłócili się, potem ojciec wyprowadził się z domu. Dzieci tęskniły, rodzina cierpiała biedę. - Nie starczało pieniędzy nawet na podręczniki do szkoły. Chodziłam w dziurawych butach, pomagał nam Caritas - wspomina Anna. 

Stanęła murem za mamą, która chwytając się wszystkich możliwych prac, starała się utrzymać dom. Dziewczynka zrezygnowała z marzeń, by w przyszłości wykonywać zawód ojca. Jeszcze przez moment reżyser Jacek Bławut, jej chrzestny, przygotowywał ją do artystycznych zmagań, ale w końcu stwierdziła, że to nie dla niej. 

- To był taki mój bunt. Powiedziałam, że już nie chcę tego robić - mówi wprost. Porzuciła plany studiowania w szkole filmowej. 

Rodzinie siostry pomagał Piotr Krzywański. Prawy, odpowiedzialny. Widząc zagubienie siostrzenicy, poradził jej, by tak jak jego córka, zaczęła uprawiać sport. Jest utytułowanym karateką, poprosił więc kolegę, by trenował energiczną nastolatkę. Osobiście zaprowadził ją na pierwsze zajęcia. 

- Była zadziorna. Walczyła z chłopakami. Dwa razy złamali jej nos - wspomina wujek. Cieszył się z sukcesów Ani. - Pogubiłam się w rozpaczy. Poczucie bezpieczeństwa dało mi karate - wyznaje dziś sportsmenka. 

Walki na macie odegrały dużą rolę w jej drodze do niezależności. Nauczyła się planować, organizować sobie czas. Zdobyła 38 medali i ukończyła AWF. - Dało mi to waleczność i szacunek do ludzi - mówi. 

Anna podkreśla, że wujek zastąpił jej ojca. Kochał ją, interesował się jej życiem i zawsze wspierał. To właśnie Piotr Krzywański poprowadził ją do ołtarza w dniu ślubu z Robertem Lewandowskim.   

***
Zobacz więcej materiałów:


Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: anna lewandowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje