Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Anna Kalczyńska: Boję się momentu, gdy dzieci wyfruną z gniazda

Państwa małżeństwo jest niezwykle udane. Istnieje na to recepta?

Reklama

- Dużo robimy wspólnie, lubimy wyzwania, często podróżujemy, otaczamy się serdecznymi ludźmi. Poza tym jesteśmy ciągle "w kontakcie". Nasz związek nie ma "cichych dni". W mniej fajnych momentach pomaga nam poczucie humoru. Pielęgnujecie też dobre relacje ze swoimi rodzicami. Są dla nas ważni. Zadbaliśmy o to, żeby mama Macieja zamieszkała bliżej nas i przeprowadziła się ze Szczecina do Warszawy. Teraz od teściowej dzieli nas jedynie las (śmiech). Prawie co niedzielę gościmy u niej w domu, zapraszamy też dziadków na obiad do nas. Wspólnie wyjeżdżamy na krótkie wycieczki za miasto. Jesteśmy z Maciejem na takim etapie życia, że bardzo nam zależy, by jak najwięcej czasu spędzać z naszymi kochanymi rodzicami. Chcemy też, aby dzieci miały z nimi jak najczęstszy kontakt.

A pani jako nastolatka nigdy się nie buntowała?

- Dla mnie i brata rodzice byli autorytetami i najlepszymi przyjaciółmi. Nie mieliśmy powodów, by się buntować.

Jakie wartości przekazuje pani dzieciom?

- Chciałabym, by interesowały się ludźmi i światem, uczyły się języków, bo każdy to nowe życie, odmienna kultura, inne spojrzenie. Staram się, żeby były empatyczne, nie skupiały się tylko na własnych potrzebach, potrafiły się dzielić, myślały o bliźnich. Z drugiej strony wiem, że żyjemy w czasach, w których te wartości nie są przydatne. Brutalna rzeczywistość może ich zmusić, by walczyły o swoje. Staram się więc zrównoważyć to wszystko.

Obawia się pani momentu, gdy dzieci zaczną dorastać?

- Chyba wszyscy rodzice lękają się tej chwili. Muszę jednak przyznać, że ja się boję nie tyle ich dojrzewania, co momentu, gdy wyfruną z gniazda, a my z mężem zostaniemy sami. Będzie to na pewno moment weryfikacji, czy wciąż jesteśmy dla siebie interesujący (śmiech). Na szczęście teraz mam tyle na głowie, że w ogóle o tym nie myślę.

Jak godzi pani pracę zawodową z macierzyństwem?

- Powiesiliśmy w kuchni tablicę-kalendarz, gdzie zapisujemy wszystkie istotne dla naszej rodziny wydarzenia. Ale przede wszystkim mam wspaniałego męża, który o wszystkim pamięta, odciąża mnie i np. zabiera dzieci do lekarza, gdy ja jestem w pracy. Przyznaję, że pomagają nam też dziadkowie i niania - bez nich byśmy sobie nie poradzili. Czasem mam wyrzuty sumienia, że może za mało czasu spędzam z nimi, myślę jednak, że powinny widzieć mamę szczęśliwą, a praca daje mi ogromną satysfakcję.

Rozmawiała: Kinga Frelichowska

***


Zobacz więcej materiałów:

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Anna Kalczyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »