Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Andrzej Jaroszewicz: Burzliwe życie "czerwonego księcia"!

Syn premiera Piotra Jaroszewicza w PRL-u wiódł życie, o jakim inni mogli tylko pomarzyć...

Niedawno obchodził 70. urodziny. Zbliżający się okrągły jubileusz skłonił Andrzeja Jaroszewicza do opowiedzenia o swoim życiu w biografii „Czerwony książę”, która ukazała się kilka miesięcy temu. 

Reklama

Jej współautorką jest śpiewaczka, aktorka, podróżniczka, pilot rajdowy, a prywatnie żona pana Andrzeja, Alicja Grzybowska (32 l.). Piąta żona…

Szybko nudził się kolejnymi kobietami

Wpływowy, szarmancki Andrzej Jaroszewicz w młodości robił wrażenie na kobietach. Będąc synem ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza, wiódł życie, o jakim zwykli Polacy mogli tylko pomarzyć. 

Miał drogie auta, jeździł po świecie. Studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim, ale bardziej od aktów prawnych pociągały go wyścigi. Jako rajdowiec brał udział w samochodowych wyścigach (zwycięzca m.in. Rajdu Warszawskiego w roku 1975 i Rajdu Polski w 1976).

O wystawnym życiu „czerwonego księcia” – bo tak go nazywano – krążyły legendy. Nie brakowało w nim także młodych, pięknych i często znanych kobiet…

Pierwszą żoną pana Andrzeja była Barbara. Poznali się na jednej z prywatek. On miał 19 lat, ona była jeszcze w liceum. W 1967 roku wzięli ślub. Kilka lat później rozstali się w zgodzie.

Druga żona Ilona była studentką warszawskiej SGPiS (dzisiejszego SGH), on po rozstaniu z Basią kończył studia w Łodzi. 

"Dziś nie pamiętam, od czego konkretnie zaczął się nasz związek. Myślę, że po prostu brakowało mi Basi, a Ilona była na miejscu, gotowa ją zastąpić" - wyznaje mężczyzna.

Wzięli huczny ślub, na którym zagrali Skaldowie, ale już w podróży poślubnej wszystko zaczęło się psuć. Kilka miesięcy później rozstali się. 

"Czasem nawet mówię, że to małżeństwo trwało trzy dni, a później zaczął się jego rozpad" - przyznaje rajdowiec.

Trzecią żoną pana Andrzeja została córka zamożnego właściciela sieci pralni na Śląsku, Irena. Podobnie jak rajdowiec żyła w luksusie. Niepokorna, urodziwa i z dobrym posagiem – kandydaci do jej ręki ustawiali się w długiej kolejce.

Kiedy pan Andrzej ujrzał Irenę, która wraz z pierwszym mężem, plastykiem Andrzejem Kendą, była właśnie w restauracji, bez chwili wahania podszedł do nich i oświadczył Kendzie, że zakochał się w jego żonie i na pewno mu ją odbierze. 

Plastyk uznał to za kiepski żart, ale rajdowiec nie rzucał słów na wiatr. Choć Irena opierała mu się blisko rok, nie poddał się.

Przyjeżdżał do Katowic, przysyłał bukiety nawet z Warszawy. W końcu ją poślubił. Pani Irena długo przymykała oko na romanse męża, jeden z nich zdarzył się, gdy przebywała w Szwecji.

To właśnie wtedy Andrzej Jaroszewicz poznał Marylę Rodowicz. Gdy pani Irena usłyszała, że piosenkarka „odbiła” jej męża, nie wpadła w szał. 

Świadoma jego wcześniejszych romansów myślała właśnie o rozwodzie. I mimo że Andrzej wkrótce porzucił Marylę, ona nie zamierzała mu wybaczać.

Miała już na oku przystojnego aktora Karola Strasburgera. Dla niego rozwiodła się z Andrzejem Jaroszewiczem, zaś pan Karol z aktorką Barbarą Burską. 

Wzięli ślub i przez lata uchodzili za bardzo udane małżeństwo. Pani Irena zmarła 3 lata temu.

Maryla Rodowicz zupełnie zawróciła w głowie Andrzejowi Jaroszewiczowi, ale tylko na kilka tygodni.

Rajdowiec jeździł za koncertującą po całej Polsce gwiazdą, przysyłał kosze kwiatów… 

Na drodze do celu stał mu Daniel Olbrychski, który był wówczas partnerem pani Maryli, ale dla Andrzeja Jaroszewicza nie był przeszkodą. Przeciwnie, rajdowiec zupełnie nie przejmował się narzeczonym swojej nowej ukochanej, co było powodem różnych scen zazdrości. 

Pewnego razu, gdy pan Daniel dowiedział się, że pani Maryla jest z Jaroszewiczem na kolacji u przyjaciółki, natychmiast po nią przyjechał.

"Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób" – wspominała w jednym z wywiadów Maryla.

W końcu Daniel sam się poddał. Pojechał do Poznania, gdzie odbywał się koncert. Przed hotelem Merkury wypatrywał ukochanej. Domyślał się, że nie wróci sama. I miał rację. 

"Upokorzenie, ból, rozpacz, determinacja, wstyd. Może gdybym odwrócił się plecami, udając, że mi na niczym nie zależy? W Poznaniu zrozumiałem, że walka się skończyła. Wróciłem do domu, ale już bez niej" – opisywał chwile rozstania aktor.

Przy młodej żonie w końcu się ustatkował

Jednak Andrzej Jaroszewicz, gdy tylko stracił rywala, sam również przestał interesować się piosenkarką. Dwa tygodnie później rozstali się. 

"Cierpiałam. Byłam zaangażowana w dużo większym stopniu niż Andrzej" – przekonywała Marylka.

Czwartą żoną była Grażyna. – to był burzliwy związek – przyznaje rajdowiec. Więcej nie chce jednak o niej opowiadać.

Za to pięć lat temu pan Andrzej poślubił 38 lat młodszą od siebie Alicję Grzybowską. Wszystko wskazuje na to, że przy żonie, która dzieli z nim rajdową pasję, wreszcie się ustatkował.

Dowiedz się więcej na temat: rodowicz | Jaroszewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje