Kultowy występ Mandaryny, otwiera się w nowym oknie na Festiwalu w Sopocie w 2005 roku wciąż nie jest łatwy do przebicia pod względem jakości. Tam po prostu nic się nie zgadzało, z czego sama artystka od razu zdała sobie sprawę.
Występ w Sopocie nadszarpnął wizerunek Mandaryny
Jak wspominała z perspektywy wielu lat w ESKA.pl, nie działał jej odsłuch, nie słyszała chórków, a muzycy mieli rozstrojone instrumenty. Mimo to nie poddała się i dokończyła występ.
Jury okazało się bezlitosne. Piotr Metz, otwiera się w nowym oknie, który w nim zasiadał, zrugał Mandarynę bardzo surowo:
"Mnie wydaje się nieprawdopodobne, że ktoś, kto startuje w konkursie, w którym nagrodą jest Bursztynowy Słowik i poddaje się pod ocenę pani Ireny Santor, otwiera się w nowym oknie, pani Ewy Bem, otwiera się w nowym oknie, nie umie śpiewać, prawda?".
Chociaż w wyniku głosowania widzów Marta Wiśniewska zajęła drugie miejsce, po Dodzie, otwiera się w nowym oknie, sopocka kompromitacja na długo zaprzepaściła jej szanse na wokalną karierę.
Marta Wiśniewska wspomina występ w Sopocie
W najnowszym wywiadzie, udzielonym Małgorzacie Rozenek-Majdan, otwiera się w nowym oknie, Mandaryna zmierzyła się z pytaniem, czy gdyby teraz, jako dojrzała artystka, spotkała tamtą naiwną dziewczynę sprzed 21 lat, odradziłaby jej wyjście na scenę.
Nie zastanawiała się długo. Jak wyznała, prawdopodobnie nie upierałaby się, jak przed laty, by robić dobrą minę do złej gry i po prostu ujawnić, że nie zaistniały odpowiednie warunki do występu:
"Zanim weszła na tę scenę powiedziałabym: "Słuchaj, stara, powiedz im, albo pokaż po prostu i zejdź". Że jeśli ktoś chciał i zrobić prztyczka w nos, to bądź po prostu ostrożniejsza. Albo po prostu im powiedz, że jak się będziesz słyszeć, wejdziesz na tę scenę jeszcze raz. To jedno bym zrobiła. Nie zmieniłabym w tej dziewczynie niczego".
Marta Wiśniewska od dawna podejrzewa, że ktoś celowo chciał ją skompromitować. Jednak, jak ujawniła w podcaście "Z bliska", pogodziła się z tym, co zaszło i gdyby mogła spotkać samą siebie sprzed dwóch dekad, mogłaby doradzić, by nie zadręczała się aż tak bardzo:
"Na pewno mogę powiedzieć, że po tych dwudziestu paru latach bym jej odpuściła i mogła ją przytulić, ale nic bym w niej nie zmieniała, bo i tak przez lata w jakiś sposób się zmieniała. Ale ta spontaniczność, ta radocha, ta energia to jest coś, czego jej trochę zazdroszczę. Że była taka, że wydawało jej się, że jeżeli świat do niej należy, to do niej należał i nie mogło się nie udać. Ta sytuacja wybiła mnie z tego... nie wiem czego".
Mandaryna ma już dosyć takich pytań
Jednak, gdy Rozenek-Majdan wróciła do hipotezy, że problemy techniczne w Sopocie mogły nie być dziełem przypadku, Mandaryna wyznała, że ma już serdecznie dość roztrząsania starej sprawy:
"Ja ten temat zamknęłam. Nie mogę tej winy szukać w innych ani w sobie. Wzięłam to na klatę, odpękałam to i zamknęłam. I są to dla mnie zamknięte karty. A czego bym nie zrobiła, ludzie ciągle, tak jak ty teraz, do tego wracają. Pytanie, kiedy ja przestanę na to odpowiadać. To jest moja rana, która jest moja i się zakleiła, mimo że ją ktoś ciągle rozdrapuje".

Zobacz też:








