Wpływowa krewna poleciła go znajomemu reżyserowi
Osobą, która w latach 70. "rządziła" dubbingiem w Polsce, była reżyserka Zofia Dybowska-Aleksandrowicz. To pod jej okiem Filip Łobodziński użyczył swego głosu m.in. Tommy'emu w filmie "Pippi", Happy'emu w "Winnetou i Apanaczi" czy Gyuszi Baloghowi w "Wujaszku czarodzieju".
Nic dziwnego, że gdy Janusz Nasfeter poprosił ją o skompletowanie obsady do filmu "Abel twój brat", od razu pomyślała o Filipie. Chłopak musiał jednak przejść przez zdjęcia próbne. Reżyser był nim zachwycony.
"Zostałem Nasfeterowi wciśnięty na siłę przez Zofię Dybowską-Aleksandrowicz. Znała mnie ze Studia Opracowań Filmów, gdzie podkładałem głos" - opowiadał po latach w rozmowie z "Vivą!", dodając, że dopiero po rozpoczęciu zdjęć do "Abla..." dowiedział się, że jest spokrewniony z Dybowską-Aleksandrowicz.
"Okazało się, że ona i moja mama miały wspólnego dziadka" - wyznał.
Miał nikomu nie mówić, że jest z nią spokrewniony
Zofia Dybowska-Aleksandrowicz poprosiła Filipa, żeby nie przyznawał się do pokrewieństwa z nią.
"Powiedziała mi: Jestem twoją ciotką, tylko nie mów o tym nikomu, bo posądzą mnie o kumoterstwo. A ty się dostałeś do filmu dlatego, że zaimponowałeś Nasfeterowi" - wspominał na łamach "Vivy!".
Już kilka dni po rozpoczęciu zdjęć do filmu "Abel twój brat" okazało się, że Filip czuje się przed kamerą jak ryba w wodzie. W dodatku zawsze był świetnie przygotowany do pracy. Nic dziwnego, że Janusz Nasfeter polecił go później innym reżyserom.
Kilka miesięcy po premierze swojego debiutanckiego filmu przeżył - jak dziś mówi - przygodę życia na planie "Podróży za jeden uśmiech" Stanisława Jędryki, niedługo potem zagrał w komedii "Poszukiwany poszukiwana" Stanisława Barei i znów u Jędryki w "Stawiam na Tolka Banana".
Został dziennikarzem, bo aktorstwo przestało go pasjonować
W latach 70. Filip Łobodziński był - obok Henryka Gołębiowskiego - najpopularniejszym chłopakiem w Polsce. Wydawało się, że jest wprost stworzony do aktorstwa, ale miał inny pomysł na życie.
Po maturze dostał się na iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim, założył z kolegą z uczelni, Jarosławem Gugałą, Zespół Reprezentacyjny, z którym nagrał kilka płyt. Po studiach zaczął tłumaczyć na język polski hiszpańskie powieści i literaturę faktu.
Pracował też jako dziennikarz muzyczny w magazynie "Non Stop", a w 1992 r. dołączył do redakcji przygotowującej telewizyjne "Wiadomości". Przez pewien czas prowadził program "Kawa czy herbata" oraz pisał m.in. dla "Przekroju" i "Machiny".
Dziś, pytany, dlaczego nie zdecydował się zostać zawodowym aktorem, Filip Łobodziński mówi, że granie w serialach i filmach w pewnym momencie przestało sprawiać mu frajdę, a poza tym nie było zapotrzebowania na kogoś takiego jak on.
"Już jako dojrzały człowiek zapisałem się do agencji aktorskiej. Dostałem trzy propozycje - za każdym razem miałem zagrać dziennikarza. Uznałem więc, że to nie ma sensu. Pomyślałem: Jestem w czym innym dobry, nie muszę pokazywać się na ekranie" - wspominał w "Vivie!".
Źródła:
1. Wywiady z F. Łobodzińskim: "Super Express" (październik 2015), "Viva!" (maj 2024); 2. Książka F. Łobodzińskiego "Filip Łobodziński?", wyd. 2024
Zobacz też:








