Mówili mu, że nie dostanie się do technikum. Dziś ma tytuł magistra, gra w serialach i na wielkiej scenie
"Z takimi ocenami to nawet do technikum się nie dostaniesz" - słyszał aktor "Uroczyska", Kacper Młynarkiewicz.
Dziś ma tytuł magistra sztuki, gra w serialach, filmach i na teatralnych scenach w całej Polsce, a niedawno wystąpił w premierze monumentalnego "Quo Vadis", wcielając się w Ursusa.
Jeszcze kilka lat temu pracował jako trener personalny w Lęborku i miał stabilną, dobrze płatną pracę. Mógł zostać tam na zawsze. Zamiast tego zostawił wszystko i wyjechał do Warszawy. Bez znajomości, bez pracy, bez pieniędzy. Z jednym marzeniem - by zostać aktorem.
"Gdy pierwszy raz usłyszałam, że jest aktorem, byłam pod ogromnym wrażeniem. Nigdy wcześniej nie znałam żadnego aktora, wydawało mi się to czymś zupełnie niecodziennym. Ale jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie to, że zostawił wszystko i przyjechał do Warszawy tylko po to, żeby zawalczyć o swoje marzenie - opowiada jego żona, znana dietetyk Paulina Ihnatowicz, prowadząca m.in. popularny kanał na YouTubie.
Wtedy nie był jeszcze "aktorem" w pełnym znaczeniu tego słowa. Grał w paradokumentach, pojawiał się w serialach, miał za sobą rok szkoły aktorskiej, ale przede wszystkim miał determinację.
I właśnie to ją przy nim zatrzymało.
"Nie miał nic poza celem do spełnienia. Oboje mieliśmy duże plany i siebie. To wystarczyło.
Choć o scenie marzył od zawsze, naprawdę odważył się o nią zawalczyć dopiero około 27. roku życia. Wcześniej obawiał się tego przez słowa, które słyszał niemal przez całe szkolne życie: "Gdybyś tak się uczył, jak skaczesz", "Studia? To nie dla ciebie", "Zdolny, ale leniwy".
A wszystko przez to, że Kacper Młynarkiewicz zmagał się z dysleksją.
"Wiele razy słyszałem, że z takimi ocenami to nawet do technikum się nie dostanę, a co dopiero na studia. Tyle razy powtarzano mi, że jestem leniwy, aż sam w to uwierzyłem" - przyznaje.
Z podobnymi problemami zmagało się wiele znanych osób, m.in. Tom Cruise.
Dobrze radził sobie w sporcie
Mocną stroną Kacpra był sport. Akrobatyka dawała mu poczucie sprawczości i sukcesu, ale wówczas liczyły się przede wszystkim oceny z innych przedmiotów.
"To, że dobrze radziłem sobie w sporcie, nie miało znaczenia. Nauka była najważniejsza, a moje trudności traktowano jak wymówkę" - mówi.
Dziś stara się tłumaczyć innym, że dysleksja to nie lenistwo:
" (...) Często słyszałem, że to tylko wymówka dla leniwych uczniów. Gdybym wtedy wiedział to, co wiem dziś…".
Przełom przyszedł wtedy, gdy żona postanowiła, że nie pozwoli mu odpuścić. To ona namawiała go na kolejne szkoły aktorskie. To ona pchała go dalej, kiedy on sam zaczynał wątpić.
"Kiedy nie dostał się za pierwszym razem do szkoły państwowej, uznał, że to koniec. Że jest za stary. Że da sobie radę bez tego. Ale wiedziałam, że jeśli nie spróbuje jeszcze raz, będzie tego żałował całe życie" - wyznała.
Dokumenty na egzaminy do Akademii Sztuk Teatralnych wysłała właściwie za niego - w ostatnim możliwym dniu. Sam nie wierzył, że ma szansę. Miał wtedy 29 lat.
Do egzaminów przygotowywał się zaledwie półtora miesiąca. Poszedł na nie z aparatem ortodontycznym, mimo że w tej profesji dykcja i głos mają ogromne znaczenie. Konkurencja? Nawet kilkadziesiąt osób na jedno miejsce, ale dostał się. Został najstarszym studentem AST w Krakowie.
"Mówiłam mu, że na pewno się uda, choć sama w głębi trochę się bałam. Ale kiedy przyszła ta wiadomość, wiedzieliśmy, że właśnie zaczyna się zupełnie nowy rozdział" - powiedziała.
Przez kolejne lata żył między Warszawą a Krakowem. Studiował dziennie, dojeżdżał, walczył o każdą rolę i każdą szansę. W międzyczasie na świecie miało pojawić się ich dziecko. Było im trudno.
"W połowie jego nauki zaszłam w ciążę. Wiele razy błagałam go, żeby odpuścił jakieś zajęcia i po prostu wrócił do domu choć na chwilę. Ale wiedziałam też, że jeśli teraz zrezygnuje, będzie to w nim siedziało już zawsze" - wyznała.
Nie zrezygnował. Po pięciu latach ukończył uczelnię. Jest magistrem sztuki.
"Jako dyslektyk jestem szczęśliwy, że dokonałem czegoś, co kiedyś wydawało mi się niemożliwe. Trzymam kciuki za wszystkich, którzy słyszą, że czegoś nie mogą. Nie pozwólcie sobie tego wmówić" - powiedział.
Dziś gra w popularnych serialach, m.in. hicie Czwórki "Uroczysko", w filmach i spektaklach teatralnych. Jeździ po Polsce ze sztuką "Jak Zabłocki na mydle", a jednym z ważniejszych momentów ostatnich miesięcy była premiera "Quo Vadis" w Gdyni, gdzie wciela się w Ursusa.
Jego historia pokazuje, że warto zawalczyć o marzenia, choć talent często potrzebuje czasu, odwagi i kogoś, kto w odpowiednim momencie powie: spróbuj jeszcze raz. Bo czasem właśnie ten jeden krok decyduje o wszystkim, a zwycięzca to marzyciel, który nigdy się nie poddaje…








