Jerzy Cnota wcale nie miał zamiaru zostać aktorem. Wychowywał się na Śląsku, jego ojciec pracował jako urzędnik w chorzowskiej hucie Batory, w ich domu się nie przelewało, więc - by móc studiować - musiał na to zarobić.
"Przez półtora roku harowałem w hucie, zanim wyjechałem do Krakowa" - wspominał w wywiadzie dla "Naszego Miasta".
"Zdawałem na prawo i rusycystykę, dostałem się na oba kierunki. Postawił na ten drugi,(...) a,równolegle zacząłem studiować polonistykę" - opowiadał.
Jerzy Cnota: Zanim zagrał pierwszą rolę filmową, był nauczycielem w szkole
Pewnego dnia jeden z kolegów z uczelnianego teatru "38" poprosił Jerzego Cnotę o zastępstwo.
"Spodobało mi się bycie aktorem, więc gdy zaproszono mnie na występy w klubie Pod Jaszczurami, zgodziłem się. Raz za kulisami zjawił się Piotr Skrzynecki i zaangażował mnie do Piwnicy pod Baranami" - wspominał w cytowanym już wywiadzie.
"Zostałem w Piwnicy na cztery lata. Występowałem z Ewą Demarczyk, kolegowałem się z Wieśkiem Dymnym. To ja go poznałem z Anią..." - dodał.
Właśnie w kultowym krakowskim lokalu wypatrzył go Kazimierz Kutz. Reżyser kompletował akurat obsadę do filmu "Sól ziemi czarnej", Jerzy Cnota wpadł mu w oko, ale zanim zdążył zaproponować mu rolę, ten zniknął mu z oczu. Odnalazł go w szkole w Wieliczce, gdzie Cnota pracował jako nauczyciel.
"Kutz zrobił ze mnie aktora. Po 'Soli ziemi czarnej', a potem 'Perle w koronie' Kraków był dla mnie zbyt mały. Staszek Ciosek, znajomy z ZSP, załatwił mi pracę w Warszawie, więc pojechałem" - opowiadał po latach w rozmowie z "Super Expressem".
Jerzy kierował Hybrydami zaledwie półtora roku. Zrezygnował z posady, żeby zagrać Gąsiora w "Janosiku". Po trwających kilkanaście miesięcy zdjęciach do serialu wrócił do stolicy.
"Wynająłem poddasze na Saskiej Kępie i ani się obejrzałem, mój dom stał się domem (...), w którym impreza trwała przez 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu" - opowiadał.
Cnota zagrał kilka świetnych ról, ale nie dorobił się "kokosów"
Żeby zarobić na czynsz i opłaty, Cnota jeździł po całej Polsce z kolegami z grupy kabaretowej. Wymyślił, żeby na plakatach reklamujących ich występy umieścić twarze Jana Pietrzaka, Piotra Fronczewskiego i Janusza Gajosa, a pod spodem drobniutkim maczkiem dopisać, że będzie ich wszystkich udawać.
"Na prowincji takie numery przechodziły, publika płaciła za bilety na gwiazdy, dostawała mnie. I grało" - wyznał dziennikarzowi "Naszego Miasta".
Pod koniec lat 80. Jerzy Cnota podupadł na zdrowiu, potrzebował coraz więcej odpoczynku, ale też potrzebował pracy, a tej nagle zaczęło brakować.
"Po 1989 roku w Polsce nic już nie było takie jak dawniej. Przyszło nowe, które zniszczyło kulturę. Musiałem znaleźć sobie jakąś robotę, bo z grania epizodów trudno mi było się utrzymać" - opowiadał "Naszemu Miastu".
Tak, jak prawie 20 lat wcześniej Jerzy uciekł z Krakowa, tak teraz uciekł z Warszawy. Na chwilę zakotwiczył w Łodzi, gdzie pracował na budowie, w końcu zdecydował się wrócić do Chorzowa.
"Żałuję, że dałem się wciągnąć w to całe aktorstwo" - żalił się w ostatnim wywiadzie.
"Niby zagrałem kilka dobrych ról, ale nie zrobiłem na tym kokosów. Gdybym został prawnikiem (...), z pewnością miałbym lepszą starość" - stwierdził w rozmowie z "Super Expressem".
Jerzy Cnota miał dwie "narzeczone". Żadna z nich nie nadawała się na żonę
Jerzy Cnota żałował też, że nie udało mu się założyć rodziny.
Miał okazję, bo jedna z pań, które bywały na imprezach w jego mieszkaniu na Saskiej Kępie, oznajmiła mu pewnego dnia, że spodziewa się jego dziecka. Już miał się z nią ożenić, gdy koledzy uświadomili mu, że to niekoniecznie on jest sprawcą jej ciąży.
"(...) Szła w zaparte, więc kupiłem jej mieszkanie, pomagałem, jak tylko mogłem" - opowiadał po latach dziennikarce "Super Expressu"
Po pewnym czasie okazało się, że było to potomek znanego reżysera.
O drugiej 'narzeczonej' Jerzy Cnota mówił, że była bardzo zdolną aktorką, ale niestety miała słabość do procentów, a poza tym chciała się wybić na związku z nim, więc nie zdecydował się na założenie z nią rodziny.
Ostatnią dekadę życia aktor spędził w Chorzowie. Czasem jeździł do Wrocławia na zdjęcia do "Świata według Kiepskich", żeby dorobić do głodowej emerytury.
Odszedł w samotności po długiej i ciężkiej chorobie 10 listopada 2016 roku. Miał 74 lata.
Źródła:
1. Wywiady z J. Cnotą: "Nasze Miasto" (październik 2006), "Super Express" (styczeń 2016)
2. Książka J. Atlasa "Atlas towarzyski" (wyd. 1991)








