Jan Piechociński to nie tylko Feliks z "Klanu"
Jan Piechociński, otwiera się w nowym oknie w 1998 roku dołączył do obsady serialu "Klan", otwiera się w nowym oknie. Gra tam Feliksa Nowaka - męża Moniki Ross-Nawrot, w którą wciela się Izabela Trojanowska. Poza tym w ostatnich latach pojawiał się też w "Na Wspólnej" jako Henryk Cieślik. Jego przygoda z aktorstwem zaczęła się jednak znacznie wcześniej.
Artysta ukończył słynną łódzką Filmówkę w 1976 roku. Na ekranie debiutował jeszcze przed uzyskaniem dyplomu i to od razu u znanych reżyserów - Jana Rybkowskiego i Waleriana Borowczyka. Prawdziwa sława i popularność przyszła jednak niecałe dziesięć lat później.
Rola życia Piechocińskiego zepsuła mu karierę
Był 1985 rok, kiedy reżyser Roman Załuski zaproponował Piechocińskiemu tytułową rolę w swoim filmie "Och, Karol". Scenariusz Ilony Łepkowskiej opowiadał o kobieciarzu Karolu Górskim i jego miłosnych perypetiach.
Produkcja szybko stała się wielkim hitem - o czym zresztą świadczy też fakt, że w 2011 roku doczekała się remake'u "Och, Karol 2" z Piotrem Adamczykiem w roli głównej. O ile jednak Adamczykowi taki angaż nie zaszkodził w karierze, to dla Piechocińskiego okazał się wielkim błędem.
Choć film Załuskiego odniósł ogromny sukces, to Jan grywał po nim już głównie epizody w filmach i serialach. I choć często były to ambitne produkcje (jak współpraca z Krzysztofem Kieślowskim), to trudno mu było dzięki nim związać koniec z końcem. W pewnym momencie musiał nawet wyjechać do Szwecji, gdzie zatrudnił się jako malarz.
Na ekrany wrócił dopiero w 1994 roku, kiedy zagrał u Załuskiego, wcielając się ponownie w Karola w "Komedii małżeńskiej". Jednak stabilizacja w jego życiu nastąpiła dopiero cztery lata później - dzięki roli w "Klanie".
Tak teraz żyje Jan Piechociński. Gorzko mówi o emeryturze
Piechociński wcale nie ukrywał w wywiadach, że to właśnie rola w "Klanie" pozwoliła mu na spokojne życie i poprawę sytuacji materialnej.
"Na szczęście dostałem rolę w 'Klanie' i zadomowiłem się tu. Dzięki serialowi żyję" - wyznał wprost w rozmowie z "Angorą".
W 2020 roku doczekał się emerytury, choć nawet tutaj miał problem z bezproblemowym załatwieniem wszystkich "papierków". A kiedy wreszcie ją dostał, okazało się, że trudno byłoby mu utrzymać się tylko z niej. Sześć lat temu wyznał, że jej wysokość to 1500 zł, a to "zbyt mało, żeby żyć". Oczywiście dzisiaj, po waloryzacjach, zapewne jest wyższa - prawdopodobnie wynosi około 2300 zł.

Zobacz też:
Wiadomo, ile Marek Kondrat zarobił na "Lalce". Głośny powrót się opłacił, otwiera się w nowym oknie








