Reklama

Reklama

Reklama

Zabił 30 kobiet. Seryjny morderca i nekrofil był... ulubieńcem Ameryki

Ted Bundy (zm. 1989 r.) należy do najsłynniejszych seryjnych morderców na świecie. Przyznał się do zamordowania i zgwałcenia 30 młodych kobiet, choć lista ta prawdopodobnie jest dłuższa. Udramatyzowaną opowieść o jego życiu mogliście oglądać w filmie Joe Berlinerga „Zły, okrutny, podły”.

Rolę niesławnego Teda Bundy'ego w hollywoodzkim hicie odegrał niezwykle przystojny i czarujący Zac Efron. I nie bez przyczyny - mimo swojej mrocznej duszy Bundy był bowiem wcieleniem kobiecych marzeń. Przystojny, dobrze zbudowany i obdarzony niesłychaną charyzmą nie miał problemów z wabieniem swych ofiar.

Ted jako perwersyjny ojczym

Theodore Robert Cowell urodził się w 1946 r. w Vermont. Ponieważ jego ojciec był nieznany, wychowaniem zajęli się dziadkowie. W efekcie przez pierwsze lata swego życia Bundy wierzył, że jego matka była jego siostrą.

Reklama

Już w wieku 3 lat obłożył śpiącą ciotkę nożami kuchennymi i z uśmiechem na ustach czekał na jej przebudzenie. Adoptowany przez męża swojej matki nigdy nie poczuł się częścią nowej rodziny, mimo że urodziło mu się jeszcze czworo przyrodniego rodzeństwa. Już jako nastolatek miał chodzić po mieście i grzebać w śmieciach w poszukiwaniu zdjęć nagich kobiet.

Na Uniwersytecie w Waszyngtonie, gdzie studiował filologię chińską, spotkał swoją pierwszą wielką miłość. Rozpad tego związku miał być kluczowym punktem w rozwoju jego morderczych zapałów. Rok później Bundy zaczął chodzić z Elizabeth Kloepfer, która pozostała jego partnerką aż do czasu aresztowania. Pod przykrywką "dobrego ojczyma" skrycie bił i molestował swoją 7-letnią pasierbicę, a także obnażał się przed nią.

Zabijał i gwałcił - w tej kolejności

Wiosną i latem 1974 r. w stanach Washington i Oregon zaczęły znikać młode kobiety. To pierwsze udokumentowane ofiary Bundy’ego, choć zdaniem policji mógł zabijać już znacznie wcześniej. Wiadomo, że jako 27-latek posiadał już zaskakujący talent do zacierania wszelkich śladów zbrodni.

W styczniu Bundy miał włamać się do mieszkania 18-letniej studentki, ogłuszyć ją metalową rurą od łóżka, a potem zgwałcić tym samym narzędziem. Dziewczyna przeżyła, ale doznała poważnych obrażeń wewnętrznych. Miesiąc później czarujący Ted pobił i porwał następną studentkę. Od tamtej pory co miesiąc zgłaszano kolejne zaginięcia, a wśród lokalnej społeczności zapanowała panika. Policja wobec braku śladów była bezradna.

Bundy wabił piękne młode kobiety na parkingach, zapraszając je do swojego Volkswagena Beetle. W czerwcu 1974 r. zaatakował kolejną studentkę łomem, a po przewiezieniu jej na odludzie, udusił i całą noc gwałcił. Zeznał później policji, że jeszcze trzy razy odwiedzał jej ciało. Co ciekawe, w tym samym czasie Bundy pracował dla Komisji Zapobiegania Przestępczości w Seattle i własnoręcznie pisał broszury, jak uniknąć gwałtu. 

Nieposkromiony apetyt dewianta

Gdy w sierpniu 1974 r. Bundy przyjęty został na wydział prawa w Utah, tajemnicze zniknięcia podążyły jego tropem. Mordercza pasja nabrała jednak rozpędu - w październiku zwabił i uśmiercił aż trzy 17-latki. Brutalnie zgwałcone ciała ofiar znaleziono w pobliskich górach.

Ted Bundy był nie tylko przystojny i charyzmatyczny, ale też piekielnie sprytny. Potrafił jednocześnie umawiać się z wieloma kobietami, nie budząc u partnerek żadnych podejrzeń. Zapobiegawczo przenosił też swoją morderczą aktywność z miejsca na miejsce. Jedną z ofiar zwiódł, podając się za policjanta.

W 1975 r. młode kobiety nadal ginęły w zastraszającym tempie, ale coraz częściej odkrywano ich zwłoki. Nagie ciało 23-letniej pielęgniarki Bundy wyrzucił przy drodze prowadzącej do resortu narciarskiego. W maju tego samego roku jego podłość sięgnęła dna - po zwabieniu 12-letniej dziewczynki utopił ją w hotelowej wannie, a jej poćwiartowane członki wrzucił do rzeki.

W liście do Elizabeth Kloepfer pisanym z więzienia Bundy wyznał, że niektóre kobiety emanują strachem. "Czy oczekując, że zostaną skrzywdzone, zachęcają, aby je wykorzystać?" - pytał. 

Areszt, ucieczka, krzesło

W 1975 r. Bundy został zatrzymany przez policję, która w jego aucie odnalazła kajdanki, łom, maskę z pończochy i sznur. W oczekiwaniu na zarzuty dotyczące morderstwa uciekł z budynku sądu. Pojmany i uwięziony, zdołał uciec po raz drugi i udał się na Florydę.

Tydzień po przyjeździe włamał się do akademika i brutalnie zaatakował trzy jego mieszkanki, jedną uśmiercając. Mimo wzmożonych poszukiwań przez FBI i zacieśniających się policyjnych patroli zdołał jeszcze zgwałcić i zabić 12-letnią dziewczynkę.

"Jestem najbardziej nieczułym sukinsynem, jakiego kiedykolwiek spotkacie" - powiedział policjantom podczas przesłuchania bezpośrednio po aresztowaniu.

Proces sądowy Bundy’ego był pierwszym transmitowanym przez telewizję w USA. W trzech niezależnych rozprawach dotyczących ofiar z różnych stanów oskarżony został trzykrotnie skazany na karę śmierci. W oczekiwaniu na egzekucję 9 lat spędził w więzieniu. W tym czasie ożenił się i doczekał narodzin córki. Udzielił też licznych wywiadów, które uczyniły z niego ciemnego celebrytę lat 80.

24 stycznia 1989 r. Ted Bundy zasiadł w końcu na krześle elektrycznym. Wokół więzienia urządzono celebrację, w ramach której setki ludzi tańczyły, śpiewały i odpalały fajerwerki. Paradoksalnie, egzekucję ciężko przeżyły dziesiątki młodych kobiet, które przez lata korespondowały ze słynnym mordercą i gwałcicielem.

Zobacz też:
Krystyna Sienkiewicz całe życie próbowała o tym zapomnieć! Straszne, co spotkało aktorkę

Elżbieta Dmoch trafi do Skolimowa? Ma niewielką emeryturę, a pobyt nie jest tani

Smaszcz znowu jest odważna: "Ja się pana Krzysztofa nie boję. On prawdy się boi"

***

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Ted Bundy | Zac Efron

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy