Wojciech Siemion - legendarny aktor, którego pisarka Maria Dąbrowska nazywała "ósmym cudem folkloru" - miał 19 lat, gdy dostał się na studia w Lublinie i poznał starszą o 3 lata Jadwigę, swą przyszłą żonę.
"Połączyła nas fascynacja teatrem, oboje należeliśmy do uczelnianego Zespołu Żywego Słowa, spotykaliśmy się więc nie tylko na wykładach, ale też po nich. Pewnego dnia spojrzeliśmy sobie w oczy i już wiedzieliśmy, że to jest to" - wspominał aktor w rozmowie z "Echem Dnia".
Wojciech Siemion chwilę po ślubie zostawił żonę i wyjechał do Warszawy studiować aktorstwo
Zakochani w sobie studenci zdecydowali, że poczekają ze ślubem do chwili, gdy będą już mieli w kieszeniach dyplomy. Nie wytrzymali.
Wzięli ślub 3 stycznia 1950 roku. Kilka tygodni później Wojciech zrezygnował ze studiów w Lublinie i - namówiony przez żonę - pojechał do Warszawy, by starać się o przyjęcie do szkoły teatralnej.
Kiedy w 1951 roku Jadwiga skończyła prawo, jej mąż wciąż uczył się aktorstwa. Sobie tylko znanym sposobem zaliczył cały program studiów w półtora roku.
Natychmiast po dyplomie Siemion rozpoczął triumfalny przemarsz przez stołeczne sceny i z miejsca stał się ulubieńcem teatromanów.
"Tym się odróżnia od kolegów grających wieśniaków, że nie gra wieśniaka, lecz nim jest. Jest tak autentyczny, że widzowie traktują go niemal jak naturszczyka" - pisali recenzenci, zachwycając się jego "kopiastą strzechą włosów barwy słomy" i "charakterystycznym głosem o twardym, po chłopsku stanowczym akcentowaniu, choć zarazem o szczerym, ujmującym brzmieniu".
Jadwiga Siemion robiła aplikację adwokacką i zajmowała się synem. Tomasz Krzysztof przyszedł na świat kilkanaście miesięcy po ślubie rodziców.
Wojciech Siemion marzył, by zamieszkać z ukochaną i synem na wsi
O Wojciecha szybko upomniało się też kino, bo przecież drugiego takiego, jak on, nie było. Zagrał w słynnych filmach Munka "Eroica" i "Zezowate szczęście", wystąpił w "Salcie" Konwickiego.
W latach 60. był najbardziej lubianym polskim aktorem. Bilety na jego "Wieżę malowaną" - monodram, który w 1959 roku stworzył razem z Ernestem Bryllem w STS-ie - wyprzedawały się na pniu, podobnie jak wejściówki na spektakle w Teatrze Komedia, którym kierował przez kilka lat.
Państwo Siemionowie marzyli, by zamieszkać na wsi. Mówili, że w mieście brakuje im powietrza.
W 1969 roku aktor kupił zrujnowany dwór w Petrykozach, wyremontował go z pomocą żony, syna i przyjaciół, a gdy przywrócił mu dawny blask, zamienił go w Wiejską Galerię Sztuki - skansen tętniący życiem, zawsze pełen gości i poezji.
Wojciech Siemion po śmierci "Piwki" stracił ochotę do życia i zapadł się w sobie
Do położonej zaledwie 50 kilometrów od stolicy posiadłości aktora ciągnęły tłumy.
"Magiczne miejsce, do którego przybywało się, żeby się odświeżyć, nabrać siły i wiary, że świat nie zwariował. Bo tu wszystko miało sens" - stwierdziła po śmierci gospodarza Petrykoz jedna z jego studentek z PWST w rozmowie z autorem książki "Wieża malowana. Wspomnienia o Wojciechu Siemionie".
Aktorska młodzież go uwielbiała. Pod szyją zamiast krawata wiązał tasiemkę i wyglądał jak oryginał, ale kiedy zaczynał mówić, po prostu chciało się go słuchać.
"Nosił się tak, jakby za chwilę czekał go występ. Był w ciągłej dyspozycji, ciągle szukał pretekstu do występu. Żył szybko, szastał swoim talentem, łapał wiele srok naraz" - tak na kartach cytowanej już książki opisał aktora poeta Czesław Mirosław Szczepaniak.
W 2004 r. Wojciech Siemion - już wtedy 76-letni, ale wciąż pełen energii emeryt - owdowiał. Śmierć ukochanej Jadwigi sprawiła, że stracił ochotę do życia.
Dworek w Petrykozach opustoszał, wokół aktora nastała cisza. Przyjaciele nie mogli patrzeć, jak się poddaje, zapada w sobie, jak powoli "uchodzi z niego powietrze".
Jedna ze znajomych zjawiła się pewnego dnia w Petrykozach w towarzystwie koleżanki, Barbary Kasper.
Wojciech Siemion drugą żonę kochał całym sercem, ale to pierwsza była miłością jego życia
"Na miłość nigdy nie jest za późno" - ogłosił Wojciech Siemion latem 2008 r., gdy podczas uroczystości z okazji 80. urodzin i jubileuszu 60-lecia pracy artystycznej przedstawił swoim gościom Basię jako żonę, którą poślubił dosłownie parę dni wcześniej.
Niestety, "nowe życie" aktora nie trwało długo. Pod koniec kwietnia 2010 r., jadąc z żoną do Radomia, Wojciech Siemion stracił panowanie nad kierownicą. Auto, które prowadził, nagle zjechało na przeciwny pas i z impetem uderzyło w nadjeżdżającą z naprzeciwka ciężarówkę. Trzy dni później - 24 kwietnia - "ósmy cud folkloru" odszedł.
Barbara, która cudem uniknęła śmierci, nie wróciła do Petrykoz. Dom i skansen zostawiła pod opieką jedynego syna zmarłego męża.
Wojciech Siemion nie spoczął koło Jadwigi, mimo że do końca nazywał ją największą miłością swojego życia. Druga żona pochowała go na warszawskich Powązkach.
Źródła:
- Książka J. Plessa "Wieża malowana. Wspomnienia o Wojciechu Siemione", wyd. 2011
- Wywiady z W. Siemionem: blog Z. Kresowatego (styczeń 2001), "Echo Dnia" (wrzesień 2000)
- Wspomnienie o W. Siemionie, "Gazeta Wyborcza. Stołeczna" (maj 2010)
- Biogram J. Siemion na stronie Pisma Adwokatury Polskiej Palestra.pl (styczeń 2005)









