Pierwsze rozstanie w "Sanatorium miłości". Teresa wciąż ma nadzieję
Na początku "Sanatorium miłości" uczestnicy zawsze rozmawiają na szybkich randkach. Teresa z Tarnobrzega i Wiesław z Wrocławia od razu się sobie spodobali. Kuracjuszka nazwała go nawet swoją bratnią duszą, a i on był pod wrażeniem. Niestety szybko okazało się, że stan mężczyzny jest niepokojący, dlatego nie mógł zostać w programie. Teresa na wieść o tym od razu odwiedziła go w pokoju.
"Ledwo, żeśmy się poznali, a już musimy się rozstać, a ty mi tak w oko wpadłeś. Taki miły jesteś. To może mnie odwiedzisz, jak się trochę podleczysz? Dasz mi numer telefonu?" - zaproponowała wprost.
Wiesław oczywiście chętnie podzielił się numerem i poprosił ją, by nie zakochiwała się w kimś innym. Ona go jednak zapewniła, że "już go sobie upatrzyła". Wiadomo, że uczestnik przesłał jej później wiadomość, zatem dla tej pary wciąż jest nadzieja.
Teresa z Tarnobrzega przyszłego męża poprosiła o wycieczkę po sanatorium
W wywiadzie dla serwisu TVP Teresa z Tarnobrzega opowiedziała o swojej pierwszej i jedynej miłości. Swojego męża poznała na wakacjach, kiedy pojechała do rodziny do Wałbrzycha. Mieszkał niedaleko, a ona poprosiła kuzynkę, by ich poznała. Chciała, by pokazał jej miasto - chciała zwiedzić zamek w Książu i zobaczyć słynne sanatorium w Szczawno-Zdroju.
"Od pierwszych chwil byłam nim zauroczona. Od razu, gdy go zobaczyłam, to się zakochałam. Był pięknym i przystojnym chłopakiem. I wyższym ode mnie. To był jedyny chłopak, który mi się taki trafił. Wszyscy byli niżsi ode mnie" - wspomina kuracjuszka, która ma 178 centymetrów wzrostu.
Wzięli ślub, kiedy ona miała 20 lat, a on - 21. Zamieszkali w Wałbrzychu. Nie mieli łatwo - mieszkali z dwójką pociech w wynajętym, małym mieszkaniu. Jej rodzice namówili ją na przeprowadzkę do Tarnobrzega. Tam wszystko początkowo układało się świetnie - do czasu.
Teresa z "Sanatorium miłości" nagle została sama
Teresa i jej mąż wybudowali się na działce jej rodziców w Wielowsi. Swoje cztery ściany stawiali sami, tylko własnymi siłami.
"Mój mąż był naprawdę solidnym fachowcem. Mogłam być pewna, że jak za coś się zabrał, to przetrwa wieki. Był elektromechanikem, ale wszystko potrafił zrobić - nawet metalową konstrukcję dachu. [...] Jeśli Henryk czegoś nie potrafił, kupował książki, czytał albo radził się kogoś i zabierał się do roboty" - opowiada uczestniczka 8. sezonu "Sanatorium".
Ona zaczęła pracę w sekretariacie szkoły, on - w mleczarni. Wszystko układało się dobrze. Ale rok po ich przeprowadzce wszystko się zmieniło. Henryk stracił pracę, a później nagle odszedł z tego świata.
Teresa musiała poradzić sobie sama - zamieszkała z rodzicami, jednocześnie pracując i wykańczając dom. Zajęło jej to dwa lata. Później los się do niej uśmiechnął - została właścicielką restauracji. Nigdy później nie znalazła jednak drugiej miłości - czas pokaże, czy uda się jej to z Wiesławem lub innym uczestnikiem programu.
Zobacz też:
Lila w końcu nie wytrzymała. W "Sanatorium" pojawi się nowy uczestnik
Odejście uczestnika "Sanatorium" to jeszcze nic. Drugi odcinek wywołał burzę
Dopiero co ruszyło "Sanatorium" a już jest pierwsza para. Bratnie dusze








