Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zuzanna Łapicka-Olbrychska wydaje zapiski ojca. Są bardzo osobiste

Zuzanna Łapicka-Olbrychska (64 l.) urodziła się w sławnej rodzinie, przez co wcale nie było jej łatwo. Wszyscy porównywali ją z tatą. Gdy w końcu zaczęła żyć po swojemu i na własny rachunek, przyszła ciężka choroba. Teraz wydaje zapiski ojca. Podobno są bardzo osobiste i szczere. Szykuje się wstrząs?

Matka powtarzała jej, że najlepiej wygląda, gdy waży 54 kilogramy, bo jej zdaniem była zbyt okrągła. Gdy dwa lata temu Zuzanna Łapicka zachorowała na raka, osiągnęła właśnie tę wagę. Chemia. Radioterapia. - W końcu mogę bezkarnie jeść - żartuje ze swojej sytuacji. 

Reklama

Zrezygnowała z pracy, życia w biegu. Odcięła się od wszystkiego, co toksyczne, odeszły tematy z przeszłości, którymi się zadręczała. - Liczy się tylko dziś - podkreśla w wywiadzie dla miesięcznika "Pani". 

Zawsze żyła w cieniu innych i dla innych. Nawet choroba nie wyzwoliła w niej potrzeby opowiadania o sobie. - Moja córka Weronika doradziła mi, żebym na zbyt szczegółowe pytania odpowiadała: "Arystokracja nie mówi, który organ" - uśmiecha się. 

Dzieciństwo spędziła na warszawskim Mokotowie. Jej rodzice, Zofia i Andrzej Łapiccy, mieli trzypokojowe mieszkanie. Zuzia większość czasu spędzała z mamą, która prowadziła dom. Nie pracowała. Taki był wymóg ojca, aktora, który uważał, że kobiety pracujące stają się mniej seksowne. 

Zarabiał na rodzinę, by mieć silną pozycję, decydował o wszystkim. Pozwalał sobie na skoki w bok. Uwodzenie pań było dla niego formą sprawdzenia się. Wybaczała. Uważała, że to cena, jaką musi płacić za życie z największym amantem powojennego kina. 

- Mama tolerowała niewierność mojego ojca, wychodziła z założenia, że skoro wyszła za mąż za najprzystojniejszego aktora w Polsce, to koszty muszą być - opowiada Zuzanna Łapicka. 

Z dzieciństwa, oprócz przekonania, że od mężczyzny nie należy oczekiwać zbyt wiele, wyniosła kompleksy na punkcie własnej urody. Zwłaszcza, że nie przypominała ojca. Stale słyszała: "Jak to, ty jesteś córką Łapickiego? Przecież on jest taki przystojny". Bogusław Kobiela zapytał ją w programie telewizyjnym, do kogo jest podobna. Odpowiedziała: "Niestety, do mamy". Sala wybuchła śmiechem. Nie wiedziała dlaczego, przecież powtórzyła tylko słowa matki. 

Tego, że niełatwo być córką znanego ojca, doświadczyła wiele razy na własnej skórze. Gdy w telewizji puszczano film, w którym Andrzej Łapicki grał sceny erotyczne, po prostu nie szła do szkoły. Nie chciała wysłuchiwać komentarzy od innych dzieci. Wiedząc o tym, mama wypisywała jej usprawiedliwienie: "Zuzia jest przeziębiona". 

- Większość rzeczy w swoim życiu robiłam po to, żeby się przypodobać ojcu, zaimponować mu albo wręcz przeciwnie: zrobić na złość - wyznaje Zuzanna Łapicka. 

Chciała udowodnić tacie, że stać ją na partnera, który mu dorówna. Ukończyła romanistykę i wyszła za mąż za starszego o 9 lat Daniela Olbrychskiego. Byli ze sobą przez 2 lata, tata uznał, że to dobry kandydat. 

Olbrychski był rozwodnikiem, miał syna. Po burzliwym romansie z Marylą Rodowicz w końcu przybił do bezpiecznej przystani. Zuzanna stworzyła mu prawdziwy dom. Zamieszkali w blokach przy ulicy Inflanckiej, urodziła córkę Weronikę. Za pierwsze większe pieniądze, jakie mąż dostał za rolę w "Blaszanym bębenku", kupili mieszkanie w kamienicy z widokiem na ogrody sejmowe. 

Gdy wybuchł stan wojenny, wyjechali na kilka lat do Francji. Olbrychski kręcił film za filmem, ona opiekowała się córką i pasierbem - mieszkał z nimi syn Daniela, Rafał. Czuła się samotna, przeczuwała, że podzieli los mamy. Nie dlatego, że ukochany miał potrzebę zdrad, ale ponieważ był słaby, nie potrafił odmawiać. Ojciec przeżywał sytuację w jej związku. 

- Sam pewnie nie zdawał sobie wcześniej sprawy, jakim był trudnym mężem. I nagle zobaczył to w moim małżeństwie. Takie lustro - zastanawia się Łapicka. 

Kiedy Danielem zainteresowała się Barbara Sukowa, z którą grał w filmie "Róża Luksemburg", Zuzanna powiedziała: "dość". Mimo że protestował, wystąpiła o rozwód. Nikt nie rozumiał jej decyzji, matka była przerażona, kobiety w jej rodzinie tak nie postępowały. Uważały, że mężczyźnie wszystko wolno. 

W 1988 roku sąd orzekł rozwód. Dwa lata później Danielowi urodził się syn, Viktor, ale z jego matką, Barbarą, nie został. Wrócił do byłej żony, a ona go przyjęła. - Trochę dlatego, że zabiegał, a ja też go wciąż kochałam. Przeżyliśmy, już bez ślubu, 10 burzliwych lat. I tym razem rozstaliśmy się definitywnie - opowiada. 

Lubiła być niezależna, na własnym utrzymaniu. Problemy zaczęły się, gdy w 2005 roku odeszła matka. Ojciec został sam, nie potrafił sobie z tym poradzić. Wymagał uwagi, stałej obecności kogoś w domu. Nie zrezygnowała z pracy. Być może dlatego związał się z młodszą o 60 lat Kamilą. 

W młodości przestrzegał ją: "Żebyś tylko nie została jakimś dyrektorem albo innym babochłopem". Dlatego przez 20 lat pracowała jako szefowa rozrywki w TVP. Jej odejście zbiegło się z chorobą. Początkowo była przerażona nadmiarem czasu, dziś wydaje się jej, że ma go za mało. 

W końcu zabrała się za opracowanie dzienników ojca. Pisał je do 2005 roku, do chwili śmierci żony. Prosił, by je kiedyś wydała. Zależało mu. - Wszystko, co po mnie zostanie, to dwie, trzy role i zapiski - podkreślał. 

Bała się to zrobić, bo są osobiste, szczere, nie wiedziała, czy kogoś nie urażą. Sama uchodzi za osobę niezwykle taktowną i dobrą, przyjaciele ją kochają. 

Pamiętniki wychodzą w marcu. 

- Nie wiem, jak zostaną przyjęte, ale jak mówiła Agnieszka Osiecka: "Nie ma co odkładać na później, bo może nie być później" - tłumaczy Zuzanna Łapicka.

***
Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Zuzanna Łapicka-Olbrychska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje