Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zbigniew Wodecki trzy lata zwlekał z ważnym zabiegiem

Choroba wieńcowa postępuje. Trzeba operować - naciskał Zbigniewa Wodeckiego (67 l.) znany warszawski kardiochirurg. Kilka dni temu wokalista w ciężkim stanie trafił do jednego z warszawskich szpitali, prosto na oddział intensywnej terapii. Jak czuje się dziś?

Za namową lekarza artysta na przełomie kwietnia i maja zrobił przerwę w koncertach i w prywatnej klinice przeszedł operację wszczepienia by-passów. Zabieg udał się doskonale i piosenkarz wrócił do domu. Czuł się na tyle dobrze, że nawet zaplanował koncerty na drugą połowę maja. Udar przyszedł niespodziewanie...

Reklama

Mieszkająca w Warszawie córka artysty Katarzyna Wodecka-Stubbs jako pierwsza pojawiła się przy szpitalnym łóżku taty. Szybko dojechała do niej reszta rodziny z Krakowa: żona artysty Krystyna z drugą córką Joanną (46) i synem Pawłem (42).

O zdrowie artysty drżą także jego przyjaciele ze sceny: aktorka Olga Bończyk (49), kompozytor Włodzimierz Korcz (73), piosenkarka Alicja Majewska (68) i zespół Mitch&Mitch, z którym nagrał ostatnio płytę.

- Ja mocno wierzę, że Zbyszek z tego wyjdzie, że jeszcze stanę obok niego na scenie. Nie może być inaczej, tak bardzo mi go brakuje - powiedziała Rewii Olga Bończyk. 

Zbigniew Wodecki od 41 lat był cały czas w trasie. Z koncertów utrzymywał trzy domy: w Krakowie, siedlisko w Winiarach i apartament w stolicy. Każde z dzieci obdarował mieszkaniem na dobry start w życiu i nie szczędził grosza na pięcioro wnucząt: Julię, Maję, Dawida, Leo i Lily. Był zawsze pod telefonem, gotów rozwiązać każdy, rodzinny problem i załatać każdą dziurę budżetową. Pomagał nawet żebrakom, którzy po każdym koncercie czekali na niego przed krakowskim domem.

Pożyczał też kolegom z branży, jeśli nie mieli za co żyć. Trzy lata temu jego organizm zaczął dawać sygnały przemęczenia. Artysta trafił do szpitala, gdzie przeszedł badania. - Miałem robione badanie krwi, prawdopodobnie będę miał też koronarografię (badanie tętnic wieńcowych). Po nich lekarz zdecyduje, czy mam mieć poważniejszy czy mniej poważny zabieg, bo jakiś jest konieczny. Mam migotanie przedsionków i rozedmę płuc. To takie choroby trębaczy - wyznał wtedy.

Ale czuł się dobrze i dalej grał na trąbce! Rok temu, na sopockiej scenie dał popis niezwykłej kondycji. Dopiero po trzech latach od niepokojącej diagnozy posłuchał lekarzy i zdecydował się na by-passy. Jeden z najlepszych specjalistów w Polsce ostrzegł go, że po takich zabiegach trzeba bardzo uważać, bo zdarzają się zawały. Mimo to artysta chciał jak najszybciej wrócić do pracy, bo bez niej nie potrafił żyć...

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje