Reklama

Reklama

Reklama

Wielki sukces Polki na Wyspach. Monika Walsh została Miss Mężatek!

Jeszcze w 2004 roku nazywała się Monika Szota, mieszkała w Sosnowcu i była studentką pedagogiki w Mysłowicach. Dziś ma na koncie udział w brytyjskim "Top Model" i tytuł Miss Mężatek. Podkreśla jednak, że jej serce "nadal jest polskie". Ale od początku...

Na Wyspy trafiła przez przypadek. - Bardzo chciałam zrobić kurs językowy. Myślałam o Anglii, ale tam już nie było miejsc. Wtedy nauczycielka zaproponowała mi Irlandię. Zapytałam pół żartem, pół serio, czy tam mówią po angielsku? Gdy usłyszałam, że tak, pojechałam - opowiada Monika Walsh.

Reklama

Była wtedy na czwartym roku studiów. W hostelu poznała koleżankę z Polski. - Nigdzie nie nauczysz się języka tak dobrze, jak w pracy - przekonywała ją i zaproponowała Monice, by ta przyjechała do niej, do Irlandii, i spróbowała znaleźć zajęcie. Tak zrobiła.

Jeden z ekskluzywnych butików w biznesowej części Dublina szukał wtedy sprzedawczyni. Śliczna Polka od razu przypadła do gustu szefostwu. Operatywna, pasjonatka mody, szybko awansowała, zostając kierownikiem sklepu. Było to jeszcze przed wielką falą emigracji Polaków na Wyspy.

Irlandczycy pytali, gdzie jest Polska i w jakim języku się w niej rozmawia. Monika szybko się zaaklimatyzowała w nowym kraju. W butiku przepracowała trzy lata.

- Najbardziej brakowało mi w Irlandii polskiego chleba. Ten lokalny był dla mnie niejadalny - wspomina. Jednak przyszłego męża, Kierana Walsha, poznała właśnie dzięki irlandzkiej kuchni. Jej sklep mieścił się w niewielkim centrum handlowym.

Pracował piętro wyżej, jadali w tej samej restauracji. - Wspólna znajoma wzięła mnie pewnego dnia na bok i powiedziała, wskazując na niego: wiesz, on chciałby się z tobą spotkać.

Przestraszyłam się trochę, bo mój szef przestrzegał, żeby uważać na "tych z góry". Ale koleżanka nie dawała za wygraną, spróbuj, co ci szkodzi, namawiała - opowiada Monika Walsh.

Umówiła się więc na randkę. Zaiskrzyło. Dwa lata później wzięła katolicki ślub, a rok po nim urodził się synek Dylan. Po urodzeniu dziecka Monika zmieniła pracę i zatrudniła się w przedszkolu. Przygotowywała 4-latki do pójścia do szkoły (rozpoczynają edukację w wieku lat pięciu). Uczyła też angielskiego w szkole polonijnej.

Kiedy Dylan stał się samodzielniejszy, postanowiła zrealizować swoje marzenie z dzieciństwa. Zawsze lubiła "przebieranki" i jak każda mała dziewczynka, chciała wygrać w konkursie piękności. W wyborach Miss nie mogła już startować. Uczestniczkami mogą być tylko kobiety niezamężne - do 24. roku życia. Ale od czego są inne imprezy?

Tych na wyspach nie brakuje. W 2014 roku zdobyła swój pierwszy tytuł w Style Queen. Potem była brytyjska edycja "Top Model", gdzie dotarła do finału. I właśnie wtedy dowiedziała się, że istnieje taki konkurs jak Mrs Ireland. Przeznaczony dla mężatek.

Został stworzony przez kobietę, która byłą ofiarą przemocy domowej. Mogły brać w nim udział matki, nie było też ograniczeń wiekowych.

W trakcie eliminacji zaczęła zgłębiać temat. Wieczorami przeglądała fora internetowe Polonii. Wiele kobiet pisało anonimowo, że są bite, dręczone psychicznie. Pytały, co mają robić? Okazało się, że w Anglii i Irlandii prawo, co prawda, pomaga ofiarom przemocy, ale cudzoziemki, często nie znające języka, nie wiedzą, od czego zacząć. Ona tę wiedzę zdobyła, a jury doceniło jej zaangażowanie.

Monika Walsh konkurs wygrała, została najpiękniejszą mężatką w Irlandii. Gratulacje przyjęła, pokazała się w mediach i od razu wzięła się do roboty.

- Jestem łącznikiem między poszkodowanym, a instytucjami państwowymi. Mówię ludziom, co dalej robić - wyjaśnia. Ma na swoim koncie dwie, głośne na Wyspach, akcje reklamowe. Pierwsza to "Let her smile not cry" (Pozwól jej się śmiać nie płakać). Wymyśliła ją sama.

W ramach tej akcji zebrała fundusze od sponsorów i pomogła konkretnym osobom, które zgłosiły się do niej po pomoc. Druga akcja to "Queens without Scars" (Królowe bez blizn). Tę kampanię zainicjowała Mrs Meksyku, a wzięły w niej udział piękne mężatki z kilku krajów.

Na plakatach zostały ucharakteryzowane na ofiary przemocy domowej. Teraz Monika Walsh myśli o polskim akcencie w akcjach, w których bierze udział.

Nawiązała współpracę z Rafałem Simonidesem, trenerem kadry Polski w boksie tajskim. Organizuje kursy samoobrony dla pań. Jednak jej największym marzeniem jest wybudowanie ośrodka dla kobiet, gdzie znajdą przystań, zanim na nowo ułożą sobie życie.

Założyła już fundację, wciąga do projektu kolejne osoby. W Irlandii jest rozpoznawalna, przyjaźni się z wieloma celebrytami. Planuje zbierać fundusze w kościołach.

- To dobre miejsce, by prosić o pomoc - podkreśla Mrs Ireland. Mąż wspiera ją w działalności, wozi na spotkania. Podziwia żonę za zorganizowanie, bo Monika stara się, by ich dom nie ucierpiał na tym, że intensywnie działa społecznie. Na wyjazdy zawsze zabiera ze sobą syna. Dylan traktuje te podróże jako rodzinne wakacje. Uwielbia spacery z mamą i czytanie bajek.

- Ktoś powiedział, że najdroższy naszyjnik to rączki dziecka tulącego się do swojej mamy. To stokroć cenniejsze niż korona Królowej Piękności - mówi Monika Walsh.

Dobry Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Monika Walsh

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy