Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Vivien Leigh: Choroba psychiczna zniszczyła jej życie i karierę!

Zmanierowana i rozkapryszona gwiazda – tak przez lata opisywano w Hollywood Vivien Leigh (†53 l.). Zapominanie tekstu, fochy na planie (niejednokrotnie krzyczała bez powodu lub uderzyła kogoś w twarz), nadużywanie alkoholu – wszystko to sprawiło, że nie chciano z nią pracować. Przez lata jedyną osobą, która wiedziała, że legendarna odtwórczyni roli Scarlett O’Hary jest chora psychicznie, był jej mąż, również aktor Laurence Olivier. Ale nawet on, mimo wielkiej miłości, którą ją darzył, nie potrafił jej pomóc. Długo przebaczał zdrady, gdy w okresach maniakalnych szukała przypadkowego seksu, a także ataki histerii, gdy wpadała w fazę depresji. Dziś psychoza depresyjno-maniakalna, zwana chorobą afektywną dwubiegunową, jest już dobrze rozpoznana przez lekarzy, lecz 70 lat temu Vivien musiała radzić sobie z nią sama.

Pierwszy raz Laurence zauważył, że jego ukochana ma problemy, gdy jeszcze przed ich emigracją do Hollywood, w londyńskim teatrze, nagle nakrzyczała na niego zupełnie bez powodu, po czym ucichła i tępo zapatrzyła się w przestrzeń. Kilka minut później wyszła na scenę i bezbłędnie odegrała spektakl, a gdy nazajutrz Laurence zapytał, o co chodziło, nie potrafiła przypomnieć sobie tego incydentu.

Czytaj dalej na następnej stronie

Wkrótce on dostał szansę zagrania Heathcliffa w kręconych w Hollywood "Wichrowych wzgórzach". 28-letnia Vivien wyruszyła za nim, bo usłyszała, że w Ameryce trwają poszukiwania głównej aktorki do adaptacji książki Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem". Uparła się, że zagra Scarlett O’Harę. I dopięła swego.

Reklama

Zdjęcia do filmu rozpoczęła w euforii, ale wkrótce przeszła załamanie, gdyż okazało się, że Laurence musi wracać do Londynu. Rozstanie wpłynęło na nią bardzo źle, popadła w depresję, ale wówczas sądzono, że to skutek przemęczenia na planie filmowym.

Premiera "Przeminęło z wiatrem" miała miejsce w grudniu 1939 roku, a wiosną 1940 roku Vivien otrzymała za rolę w tym filmie swojego pierwszego Oscara. Dopiero wówczas Laurence rozwiódł się z żoną i jeszcze w tym samym roku podczas cichej ceremonii, poślubił Vivien.

Czytaj dalej na następnej stronie

Gdy w 1943 roku aktorka zaczęła występować dla brytyjskich żołnierzy w Afryce Północnej, zaczęła mieć problemy z kaszlem i częstymi gorączkami. Rok później lekarze zdiagnozowali gruźlicę, która zniszczyła już dużą część lewego płuca. Po kilku tygodniach w szpitalu poczuła się lepiej i przyjęła rolę w filmie "Cezar i Kleopatra". Tuż po rozpoczęciu zdjęć okazało się, że spodziewa się dziecka. Pewnego dnia na planie poślizgnęła się i upadła. Poroniła.

Po tym wydarzeniu coraz częściej pogrążała się w depresji. Milczała lub płakała całymi dniami, krzyczała bez powodu, wymykała się z domu do kochanków. Podczas pobytu w Nowym Jorku Laurence zabrał ją do psychiatry, ale tam czekali już na nią fotoreporterzy...

Czytaj dalej na następnej stronie

W 1952 roku Vivien zdobyła drugiego Oscara za rolę w "Tramwaju zwanym pożądaniem". Zagrała główną bohaterkę, niezrównoważoną psychicznie Blanche DuBois. Później twierdziła, że ta postać ją samą wpędziła w szaleństwo. Przestała odróżniać fikcję od rzeczywistości.

Kolejnej produkcji "Elephant walk" nie dokończyła z powodu coraz częstszych ataków choroby. Zdjęcia kręcone były w Australii, gdzie Vivien natychmiast wdała się w romans ze swoim filmowym partnerem, Peterem Finchem. Do wszystkich mówiła per Larry (tak zdrobniale nazywała męża), nawet do Fincha.

Nie pamiętała tekstu, za to recytowała fragmenty roli Blanche DuBois, miała niepohamowane ataki płaczu i agresji. Produkcja stanęła. Wezwano na pomoc Laurence’a. Przyleciał natychmiast i od razu spostrzegł, że żona go zdradza.

Czytaj dalej na następnej stronie

Pod koniec lat 50. państwo Olivier przybyli do Warszawy w ramach swojego tournée z szekspirowskimi przedstawieniami. Podobno w drodze do Warszawy, w czasie upalnej podróży pociągiem, aktorka miała jeden z najniebezpieczniejszych ataków swojej choroby, gdy rzuciła się z pięściami na męża, po czym biegała z wrzaskiem między przedziałami, aż, zapłakana, opadła z sił pod wpływem silnych środków uspokajających.

Niedługo potem Laurence odszedł od Vivien. W 1960 roku uzyskał rozwód i wziął ślub ze swoją kochanką, Joan Plowright.

Życie bez Laurence’a okazało się dla Vivien nie do zniesienia. Zmarła na zapalenie płuc 8 lipca 1967 roku, mając zaledwie 53 lata.

Życie na gorąco

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Vivien Leigh

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje