Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Stanisława Celińska: Lubię swoją pogodę ducha. Kocham ludzi

Trudno dzisiaj znaleźć wszechstronniejszą artystkę. Stanisława Celińska (70 l.) wzrusza w rolach dramatycznych i bawi w komediowych. Do tego nagrywa piękne piosenki. "Rewii" zdradza, czego w sobie nie lubi i za co kocha życie.

Podobno odrzuciła pani kiedyś rolę u Andrzeja Wajdy?

Reklama

- Wielki mistrz zaproponował mi rolę w "Weselu" i "Pannach z wilka", ale ja miałam wówczas dwoje małych dzieci. Praca w filmie, w porównaniu z macierzyństwem, wydawała mi się mało poważna. Może nie doceniłam też wagi tej propozycji. Później już podobnego błędu nie popełniłam.

Przed laty przyznała się pani do nałogu. Co dziś o tym pani myśli?

- Dzisiaj to nie jest dla mnie problem. Ale kiedyś przyczyniły się do tego nadwrażliwość, napięcie, niedojrzałość. To, że nie mogłam sobie poradzić z problemami i zaczęłam uciekać od życia, zamiast wziąć je za łeb.

Co pani w sobie lubi, a czego nie znosi?

- Nie lubię swojego niezdecydowania. Chciałabym szybciej podejmować decyzje i w ogóle być szybsza. Jestem typowym flegmatycznym bykiem. Ale jak już ruszę do boju, to trzymaj się kto może. Nie znoszę też swojego bałaganiarstwa. Natomiast lubię moją pogodę ducha, która się z czasem we mnie pojawiła. Dobrze mi z tym, że kocham ludzi, że potrafię wybaczać, rozumieć i zapominać to, co złe.

Jakim jest pani typem człowieka?

- Lubię być sama, dlatego niekiedy od ludzi się oddalam. Jednak jak już jestem z nimi, staram się, żeby przy mnie czuli się bardzo dobrze, by byli radośni. Swoje recitale robię nie po to, by się popisywać, że umiem śpiewać. Ważne jest także to, co mam do powiedzenia. Chcę, żeby bliźni kochali swój dom, siebie, żeby osiągnęli wewnętrzną harmonię.

Znalazła pani już taki spokój?

- Nie wiem, co jeszcze mnie czeka, ale niezależnie od jakiegoś szaleństwa, zawsze wracam do tego, co mam w środku. A mianowicie do harmonii, którą sobie wypracowałam. Nie chcę jednak, by moje życie tak do końca stało się stabilne, spokojne. Nie chcę się zamykać.

Ale nie chce już pani wracać do tamtej siebie?

- Byłam bardzo pazerna, korzystałam z życia w nadmiarze. Teraz wystarczy, że zjem kromkę chleba i pomalutku przeżuwam każdy kęs. Kiedy człowiek napycha się do oporu, nie czuje przyjemności jedzenia. Podobnie jest z życiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje