Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Smutna starość Ryszarda Kotysa. Zgubił się na klatce schodowej

Mistrz drugiego planu i specjalista od czarnych charakterów. Ryszard Kotys (85 l.) najbardziej znany jest widzom z roli Mariana Paździocha w serialu "Świat według Kiepskich". Aktor nie ukrywa, że jest dosyć pogubionym człowiekiem. Niespecjalnie cieszy go również życie.

Czemu tak często obsadzany jest pan w rolach czarnych charakterów?

Reklama

Ryszard Kotys: - Bo lubię grać postaci, które nie mają ze mną nic wspólnego, ale stanowią pewien ideał, do którego dążę...

Negatywny bohater jest pana ideałem?

- Chciałbym być twardszym i bardziej bezwzględnym facetem. Korzystnie wpłynęłoby to na moją psychikę. Typ bezwzględnego gangstera wprawiłby mnie w dobre samopoczucie.

Żartuje pan, prawda?

- Nie żartuję. Nie jestem macho, a chciałbym nim być.

Jest chyba w panu odrobina smutku...

- Chyba jestem smutnym człowiekiem. Może to wynika ze starości.

Ależ starsi ludzie potrafią cieszyć się życiem jak dzieci!

- W gruncie rzeczy jestem poważnym facetem. Nie jestem typem rozrywkowym, choć lubię towarzystwo. Wiele osób uważa, że jestem złośliwie dowcipny i często nikogo nie oszczędzam. Wynika to z mojej powagi. A może i smutku.

Ma Pan jakieś pozawodowe pasje?

- Teraz nie mam. Dbam jedynie o to, by chodzić, a nie jeździć samochodem. Od czasu do czasu wsiadam też na rower. Jako młody człowiek interesowałem się sportem, grałem nawet w klubie w koszykówkę, co jest nieco śmieszne, ponieważ mam jedynie 173 centymetrów wzrostu.

Lubi pan wykonywać jakieś prace w domu?

- Nie jestem majsterkowiczem. Lubię natomiast od czasu do czasu coś ugotować. To mnie wciąga i odpręża. Kiedyś zacząłem piec mięso, które rodzinie posmakowało. Tak się zaczęło. Od tamtego momentu, gdy żona bywała zajęta, ja zajmowałem się gotowaniem obiadów. Nie były to zupy, raczej drugie dania. Lubiłem na przykład zrobić dziecku pizzę.

Czy to prawda, że nie ma pan orientacji w terenie?

- To prawda, gubię się dosłownie wszędzie. Na przykład wchodzę do jakiegoś mieszkania, a wychodząc nie mogę trafić we właściwe drzwi. Bardzo często gubię się też w obcym mieście. Idąc do kogoś, nie kieruję się na klatkę schodową, tylko na przykład do piwnicy. Wtedy jestem potwornie przerażony.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje