Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Scarlett Johansson: Oto prawdziwy powód rozwodu!

W Hollywood już od dłuższego czasu krążyły plotki na temat kłopotów w małżeństwie Scarlett Jonasson...

Niespełna trzy lata temu Scarlett Johansson (32 l.) i Romain Dauriac (35 l.) deklarowali, że świata poza sobą nie widzą. Przypieczętowaniem ich miłości był ślub oraz narodziny córki Rose Dorothy. Dzisiaj ten związek to już przeszłość, bo według niedawnych doniesień amerykańskich mediów aktorka właśnie rozstała się ze swoim drugim mężem.

Pierwszym był popularny aktor Ryan Reynolds (40 l.). To małżeństwo zakończyło się również po trzech latach wspólnego życia, w 2011 roku. Aktorka ślub z Dauriakiem wzięła w październiku 2014 roku. Wcześniej przez dwa lata byli parą.

Reklama

Miesiąc przed ślubem na świat przyszła ich córka. Wydawało się, że to małżeństwo jest wręcz idealne. Jednak teraz dochodzą do nas informacje, że między nimi psuć zaczęło się już w połowie ubiegłego roku.

Ostatecznie w styczniu aktorka zdecydowała się na rozwód. Choć Johansson zwykle bardzo pilnie strzeże swojej prywatności, to od pewnego czasu mówiło się, że para się nie dogaduje i już ponad pół roku temu zdecydowali się na separację.

Podobno jednym z głównych powodów ich rozstania była kompletna niezgodność charakterów, która z każdym kolejnym miesiącem ich wspólnego życia coraz bardziej się ujawniała i psuła ich relacje. Dlatego nawet to, że razem wychowują córkę, nie było w stanie ocalić ich związku.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Życie na gorąco

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »