Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Robert Korzeniowski: w jego domu wybuchł pożar! Żona trafiła do szpitala

Nikt nie spodziewał się, że dojdzie do takiego dramatu! W mieszkaniu Roberta Korzeniowskiego (48 l.) wybuchł pożar, a ranna została jego żona Magdalena. Kobieta trafiła do szpitala. Jaki jest jej stan zdrowia?

Robert Korzeniowski, mimo że już skończył swoją karierę, nadal jest wielkim entuzjastą sportu. To dlatego niedawno wybrał się na weekend do Zakopanego, gdzie mógł kibicować naszym skoczkom. Zapewne świetnie się bawił, jednak wszystko do momentu, aż dotarła do niego dramatyczna wiadomość.

Reklama

Pod jego nieobecność w mieszkaniu, w którym mieszka wraz z rodziną, wybuchł pożar! Jak możemy wyczytać w "Fakcie", w niedzielę około godziny 15 w lampkach zawieszonych na choince doszło do zwarcia, po czym pojawił się dym. 

Magdalena, żona sportowca, zasnęła i nie miała pojęcia, że ona i syn Franek (6 l.) są w niebezpieczeństwie. Dopiero chłopiec zobaczył, co się dzieje i wybiegł na balkon, by zawołać o pomoc. Gdy otworzył drzwi balkonowe, do pomieszczenia dostało się powietrze i ogień rozprzestrzenił się po całym pokoju.

"Pani Korzeniowska się obudziła i wyniosła synka z domu. Sama natomiast poprosiła sąsiada o miskę z wodą. Samodzielnie próbowała ugasić mieszkanie" - mówi tabloidowi jeden z mieszkańców kamienicy. 

Z kolei sąsiadka państwa Korzeniowskich opowiada, że w całej klatce było pełno dymu. Na szczęście jeden z mieszkańców obiegł całą kamienicę i pukał do każdych drzwi, by ostrzec wszystkich, że wybuchł pożar. Wezwano straż pożarną, a po przybyciu ratownicy przed mieszkaniem Korzeniowskich zastali Magdalenę, która, według tabloidu, "walcząc z ogniem, poparzyła sobie twarz i ręce".

"Widziałem, jak w asyście dwóch ratowników pani Korzeniowska o własnych siłach wyszła z bloku. Karetka zabrała ją do szpitala" - relacjonuje sąsiad chodziarza.

Podobno kobieta poparzyła sobie górne drogi oddechowe, ale jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Lekarze są dobrej myśli. "Przez kilka dni utrzymywali chorą w śpiączce, żeby dać szansę wygojenia się poparzonym oskrzelom" - czytamy w gazecie.  

Głos zabrał sam Robert Korzeniowski.

 ***

Zobacz więcej materiałów

pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Robert Korzeniowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »