Reklama

Reklama

Reklama

Robert Gawliński: Żona gotuje mi rosołki

Kiedyś Robert Gawliński (56 l.) prowadził rockandrollowe życie, dziś marzy o wnuczce i uprawia ogródek. Ale najbardziej ceni fakt, że od 32 lat jest wciąż z Moniką, z którą ma synów Beniamina i Emanuela.

Jak to jest być na co dzień szefem swoich synów? 

Robert Gawliński: - Staram się oddzielać rolę ojca od roli lidera Wilków. Jeżeli chodzi o sprawy zespołu, to rugam synów niesamowicie, jestem bardzo stanowczy. Wymagam od nich nawet więcej niż od pozostałych muzyków. Ale chłopaki o tym doskonale wiedzą i czują tę granicę. Natomiast jako ojciec często bywam dla nich pobłażliwy. Trochę ich jeszcze rozpieszczam. Niby są już dorośli, ale jakoś im ta dorosłość nie wychodzi.   

Co ma pan na myśli? 

- Taki przykład. Idzie zima, a oni noszą spodnie z dziurami na tyłku i kolanach. Pytam, czy im nie zimno. Odpowiadają, że nie mają forsy, żeby kupić nowe...  

Reklama

Synowie nie zarabiają, grając w zespole?  

- Młody człowiek, jak zarobi jakieś pieniądze, to je zaraz wyda, bo ma milion potrzeb. Ale ich rozumiem. Sam na początku Wilków też wszystko przepuszczałem na przyjemności, ciuchy, knajpy, drogie drinki...

Nie planują się ustatkować, założyć rodzinę?

- Nie wiem. Ale nawet jak obserwuję znajomych synów, to widzę, że młodzi ludzie mają teraz inne cele, żyją z dnia na dzień. I wcale się nie dziwię, bo zarabiają mało, mimo że są wykształceni. 

Czytaj dalej na następnej stronie...

A czy widzi pan siebie w roli dziadka?

- Bardzo chciałbym mieć wnuczęta... Zawsze marzyłem o córce, ale jakoś tak się zdarzyło, że wystrzeliło nam dwóch chłopaków. A później już nie zabraliśmy się do działań nad córeczką...

Na jesieni ub. r. obchodziliście z Moniką 32. rocznicę ślubu. Była jakaś specjalna uroczystość? 

- Bez szaleństw, bo to nie jest okrągła rocznica. Wypiliśmy szampana, zjedliśmy sałatkę z krabów, którą uwielbiamy. Przy zaręczynach ją jedliśmy i stało się to naszą tradycją, że przy kolejnych rocznicach pojawia się na stole. Wpadli do nas synowie z dziewczynami i mieliśmy taką kameralną imprezkę.  

Czym pana urzekła Monika?

- Ma w sobie dużo pozytywnej energii, jest zawsze radosna. Poza tym lubimy spędzać ze sobą czas, pić wino, gadać do rana. Jak ja się gorzej czuję, to ona od razu mi gotuje rosołek albo jakąś ryżankę, bo wie, że je lubię. Staramy się rozmawiać, pomagamy sobie wzajemnie. Uczucie trzeba codziennie pielęgnować.

I to wystarczy?

- Miłość i przyjaźń to są dwie najistotniejsze rzeczy w długotrwałym związku. Jesteśmy we dwójkę udaną "istotą boską", tym, co prawdopodobnie stwórca miał  na myśli. Umiemy się wspaniale uzupełniać.                              

Rozmawiała: Lena Jaret

Na żywo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »