Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Robert El Gendy przeżył chwile grozy! "Niech ta historia będzie przestrogą dla innych"

To był prawdziwy, czarny piątek w życiu Roberta El Gendy (41 l.), dziennikarza sportowego i prezentera "Pytania na śniadanie".

Jak czytamy w "Rewii", El Gendy odebrał telefon od mamy Hanny, która mieszka w Olsztynie. Nie dzwoniła, żeby jak zwykle zapytać o wnuki, tylko niewyraźnie, urwanymi zdaniami mówiła, że nie może się ruszać, że jechała autobusem i osunęła się na ziemię...

Reklama

Przerażony prezenter zrozumiał, że to może być udar, a on jest w Warszawie i nawet nie wie, gdzie dokładnie w Olsztynie znajduje się jego mama!

Zachował jednak zimną krew: nie przerwał rozmowy, a z drugiego telefonu zadzwonił do dyspozytora MPK w Olsztynie. Okazało się jednak, że mamy nie ma już w autobusie. Zauważyła ją ekspedientka ze sklepu. Przejęła od niej telefon i zadzwoniła po karetkę, a pan Robert ruszył pędem do Olsztyna.

Wszystkie te działania uratowały jego mamie życie. Kiedy dziennikarz przyjechał do szpitala, dowiedział się, że minuty dzieliły ją od najgorszych skutków udaru i że mogła stracić życie.

Teraz pani Hanna dochodzi do siebie w domu... - Mama właściwie wychowała mnie samotnie, jest dla mnie bardzo ważna, a ja dla niej. Niech ta historia będzie przestrogą dla innych: odbierajcie zawsze telefony od swoich rodziców - mówi "Rewii" wciąż przejęty Robert El Gendy. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama