Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Natalia Lesz opowiedziała o koszmarze w szkole baletowej! "Odeszłam, by ratować życie"

Natalia Lesz (36 l.) jest jedną z osób, która opowiedziała o terrorze, który panuje w szkołach baletowych. Piosenkarka do dzisiaj ma problemy z akceptacją swojego ciała.

Reportaż "Baletowa szkoła przemocy" ukazał się w "Dużym Formacie" i przybliża czytelnikom atmosferę panującą w szkołach baletowych. 10-letnie dziewczynki i chłopcy przez swoich nauczycieli od najmłodszych lat poddawani są tresurze, są bici linijkami, kijami po palcach u dłoni, wkładane są im dzienniczki w pośladki, wyzywani są od grubasów i beztalenci, do tego wypominana się im na środku klasy każdą fałdkę.

Reklama

Szansę na przetrwanie mają tylko najlepsi i najbardziej zdeterminowani. Nauczyciele są bezlitośni!

Najgorzej mają dziewczynki, które zaczynają dojrzewać i u których zmienia się sylwetka. "Profesorki" tępią je najbardziej za piersi i biodra. Każda uczennica w szkoły baletowej musi być chuda i płaska.

W reportażu - obok rodziców i byłych uczniów - głos zabiera piosenkarka Natalia Lesz, która całe dzieciństwo spędziła w szkole baletowej. Nie wytrzymała jednak do końca i - jak mówi - "odeszła, by ratować życie".

"W każdy wtorek i czwartek odbywało się publiczne ważenie, staliśmy gęsiego, pani profesor zapisywała wynik. Sprawdzali nam też notatniki, w których zapisywałyśmy jadłospis. Pamiętam, jak powiesili karteczkę na bufecie: 'Klasa IV a nie ma wstępu do bufetu'. Wygląd zawsze miał wpływ na ocenę z egzaminu z tańca klasycznego. Gdy poszłam do dyrektor artystycznej i powiedziałam, że straciłam okres, wyśmiała mnie. Ta kobieta wciąż pracuje w tej szkole" - mówi Natalia Lesz.

Nie kryje, że do dzisiaj, choć jest już dorosłą osobą, matką i żoną, ma problemy z akceptacją swojego ciała.

"[Nauczyciele] nazywali siebie 'profesorami', a nie byli przygotowani do podstawowej odpowiedzialności za młodego, wrażliwego człowieka. Myśleli tylko o wynikach. Pod koniec ważyłam 38 kilogramów przy 165 cm wzrostu. Odeszłam w siódmej klasie, żeby ratować życie. Po tym wydarzeniu szkoła zrezygnowała z publicznego ważenia, a ja wciąż pracuję nad tym, by w pełni akceptować swoje ciało. Po raz pierwszy czuję się na tyle silna i gotowa, by o tym opowiedzieć" - kończy.

***

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Natalia Lesz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje