Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Narkotyki zniszczyły Koterskiego?

Michał Koterski, syn znanych rodziców - po stracie pracy, narzeczonej, bezskutecznie poszukuje sensu życia. Używki przysłoniły mu rzeczywistość, zniszczyły jego karierę. Jedyna nadzieja w ojcu, który jako jedyny może zaangażować go do filmu i... uratować.

"To dobry chłopak, ale kompletnie nie radzi sobie ze stresem" - mówi dziennikarka Polsatu w rozmowie z magazynem "Życie na gorąco".

"To właśnie z tego powodu Nina Terentiew zdjęła jego show z anteny. Wcale nie chodziło o wyniki oglądalności, a o jego dobro. Tracił kontrolę nad zachowaniem. Trzeba było coś zrobić, bo to mogło się skończyć źle" - dodaje.

Misiek nigdy nie miał poważnych zmartwień, jego życie skupiało się na przyjemnościach. Nie skończył szkoły, zasłynął z ról w filmach ojca, gdzie grał samego siebie. Kiedy jego narzeczona Beata Sadurska postawiła mu ultimatum: albo narkotyki i imprezy, albo poważne życie, załamał się.

Reklama

"W ich domu ciągle dochodziło do kłótni, a ona nie chciała, by ich świadkiem był jej syn. Dopiero gdy się wyprowadziła, Michał opamiętał się. Teraz stara się ją odzyskać. Beata go kocha. Ale wróci, tylko gdy on skończy z używkami i knajpami" - mówi koleżanka Koterskiego w rozmowie z magazynem.

Michał w październiku 2007 roku został skazany za oszustwo na 7 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. W ocenie sądu, Koterski w listopadzie 2006 starał się sprzedać zadłużone mieszkanie, którego nie był właścicielem.

Więcej w magazynie "Życie na gorąco".

Życie na gorąco
Dowiedz się więcej na temat: Michał Misiek Koterski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »