Stanisław Brudny występował do samego końca
Stanisław Brudny zmarł 13 stycznia 2025 roku. Choć miał wówczas 94 lata - występował do samego końca. Premiery niektórych tytułów ze swoim udziałem nie doczekał. Filmy "Dalej, jazda" i "Akademia Pana Kleksa" weszły na ekrany tuż przed jego odejściem, za to "Pani od polskiego" trafił do dystrybucji kilka miesięcy później.
O ironio, niedługo przed odejściem sam zastąpił zmarłego Zygmunta Malanowicza, w spektaklu "Odyseja" Krzysztofa Warlikowskiego. Jeszcze tydzień przed śmiercią występował na scenie Teatru Studio.
"Jeszcze tydzień temu był na scenie. Zdawał sobie sprawę z tego, że coś jest z nim nie dobrze, ale nie był tego pewien, że tak bardzo jest z nim nie dobrze. Powiedział, że nie ma siły. [...] Liczył pewnie na to, że odpocznie i będzie grał dalej. Niestety kilka dni później już go wśród nas nie ma" - przyznał jego kolega z teatru, Zbigniew Wróbel, w rozmowie z Polskim Radiem.
Stanisław Brudny wrócił do swojej rodzinnej miejscowości
Aktor urodził się w Pilźnie, niewielkiej miejscowości w województwie podkarpackim. Choć później przeprowadził się do Warszawy, ze swoim rodzinnym regionem był związany całe życie. Przyjeżdżał tam, by - jak sam mówił - wyciszyć się po intensywnych chwilach w stolicy. Odwiedzał też ukochane uzdrowisko w pobliskim Latoszynie, które pamiętał jeszcze z dzieciństwa.
"Często spotykaliśmy się w jego domu rodzinnym w Pilźnie. Wsiadał w samochód w Warszawie, pokonywał kilkaset kilometrów i robił zakupy [...], żeby obdarować wieczorem na próbie kolegów z Warszawy" - wspominał Wróbel w cytowanym wywiadzie.
Podróże w te tereny zawsze miały dla niego wyjątkowy wymiar sentymentalny. Na koniec Brudny wrócił do Pilzna - został pochowany na miejscowym cmentarzu, w rodzinnym grobie, tuż obok żony.
Stanisław Brudny był "najmilszym i najwspanialszym aktorem"
Wszyscy, którzy pracowali ze Stanisławem Brudnym, powtarzają jedno - nikt nie dorównywał mu w serdeczności i życzliwości do ludzi.
"To bardzo ciepły, dobry i mądry człowiek" - mówił o nim reżyser Waldemar Modestowicz dla Polskiego Radia.
"Zmarł najmilszy i najwspanialszy aktor, jakiego poznałem i z którym miałem przyjemność pracować. Żegnaj, Stasieńku" - napisał o nim w sieci Cezary Pazura.
"Stasiu, Stasieńku. Jesteś samym dobrem, które zostanie ze mną i z tymi, którzy mieli szczęście cię w życiu spotkać i poznać twoje piękno i mądrość" - żegnał się z nim Modest Ruciński.
Podobnie mówiła o nim też Joanna Szczepkowska, która dziwiła się, jakim sposobem w świecie tak pełnym goryczy i przykrości uchował się ktoś całkiem "nietknięty" tymi negatywnymi wpływami.
Zobacz też:
Legendarny aktor od dawna planował swój pogrzeb. Te słowa chwytają za serce
Wzruszony Cezary Pazura przekazał zasmucające wieści. "Żegnaj Stasieńku"
Mateusz Damięcki wyznał to przy grobie ojca. Nie ma już wątpliwości








