Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Monika Rosca zagrała Nel w filmie "W pustyni i w puszczy", dziś jest wykładowcą akademickim

Monika Rosca (53 l.) zdobyła popularność rolą w filmie "W pustyni i w puszczy". Jak potoczyły się jej losy?

Gdy w 1969 r. ogłoszono casting do ról dziecięcych w filmie "W pustyni i w puszczy", ośmioletnia Monika Rosca z Łodzi była jedną z pięciu tysięcy dziewczyn chętnych do zagrania Nel.

Reklama

Kwalifikacje trwały pół roku i przypominały niekończące się wakacje...

- Jeździłyśmy z mamą do Warszawy, mieszkałyśmy w hotelu, tak że dla mnie była to superprzygoda, nawet przed filmem - mówi aktorka. Ale prawdziwa przygoda zaczęła się, gdy reżyser z operatorem przyjechali do niej do domu i oznajmili: "Wygrałaś. Jesteś Nel!".

Zdjęcia do filmu trwały ponad trzy lata - w Egipcie, Sudanie, a także w Bułgarii, gdzie kręcono sceny ze słoniem Kingiem.

"Grała" go słonica Tara, wynajęta do filmu z cyrku. I właśnie tam, a nie w podrównikowej dżungli, Monika przeżyła najbardziej dramatyczne chwile.

Podczas kręcenia jednej ze scen Tarę nagle poniosło. Zrobiło się bardzo niebezpiecznie, tym bardziej że słonica na grzbiecie niosła 8-letnią Roscę. Cała ekipa zamarła ze zgrozy, na szczęście treser zdołał w porę ujarzmić rozbrykanego kolosa. 

"W pustyni i w puszczy" czasem do mnie wraca

W przeciwieństwie do Tomasza Mędrzaka, odtwórcy roli Stasia, Monika nie zamierzała być aktorką. Chciała zostać pianistką.

Gdy grała w filmie, była już uczennicą szkoły muzycznej. Zaległości w nauce starała się nadrabiać w każdej wolnej chwili - ćwiczyła na fortepianie nawet w Kairze, w szkole mając indywidualny tok nauczania.

Gdy skończyły się zdjęcia do filmu, całkowicie poświęciła się muzyce, zapominając o telewizji.

Dziś jest cenioną wirtuozką fortepianu, wykłada na uczelniach muzycznych w Warszawie i Łodzi. Zdobywała nagrody we Włoszech, Grecji i Francji, koncertując przez kilka lat w Japonii. Nagrała pięć płyt.

Ale "W pustyni i w puszczy" czasem do niej wraca. Gdy była w Bułgarii, odwiedziła Tarę.

- Poznała mnie i chciała mnie znowu huśtać, ale byłam już za duża - śmieje się Monika.

Kiedyś, po koncercie z zespołem kameralnym, gdy zeszła już w kulisy, usłyszała wołanie przez mikrofon: "Monika, Monika!".

- Zdziwiona wychodzę na scenę, a jakiś mężczyzna zaczyna śpiewać "You are so beautiful". Podchodzę, a to Tomasz Mędrzak. Oniemiałam. Widownia też zamarła, ludzie nie wiedzieli, co się dzieje - opowiada artystka.

Tak wyglądało spotkanie po wielu latach dorosłych już bohaterów "W pustyni i w puszczy".

Dowiedz się więcej na temat: Monika Rosca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje