Reklama

Reklama

Reklama

Monika Richardson tłumaczy Tomasza Lisa?! Wyjawiła, jaką sama była szefową: "Poległam w paru kwestiach"

Tomasz Lis stał się ostatnio bohaterem głośnego skandalu obyczajowego. Dziennikarz od kilku tygodni nie schodzi z czołówek, po tym, jak wybuchła afera mobbingowa w redakcji "Newsweeka", w którą rzekomo był zaangażowany. Cała sytuacja przeobraziła się już w wielowątkową telenowelę, a teraz Monika Richardson postanowiła dorzucić swoje trzy grosze. Zdobyła się też na rachunek sumienia i wyjawiła, jak sama traktowała swoich pracowników.

Kilka tygodni temu media obiegła informacja, że Tomasz Lis odchodzi z redakcji "Newsweeka". Dziennikarz przez dekadę pełnił w piśmie funkcję redaktora naczelnego i szybko miało się okazać, że jego odejście powiązane jest z niemałą aferą.

Tomasz Lis i zarzuty o mobbing

Mówi się bowiem, że z posadą pożegnał się przez swoje niestosowne zachowanie względem kolegów z redakcji, noszące znamiona mobbingu. Pracownicy tygodnika podzielili się swoimi przeżyciami związanymi z pracą z Lisem i nie były one zbyt pochlebne dla dziennikarza.

Później okazało się, że to właśnie jedna z najbliższych współpracownic Tomasza - Renata Kim rozpoczęła całą machinę. Następnie cała historia nabrała zupełnie nowego oblicza, gdy jeden z kolegów napisał w sieci, że on sam był mobbingowany, ale przez... Kim. 

Reklama

Afera szczególnie zaogniła się jednak, gdy jeden z dziennikarzy nieoczekiwanie wyjawił, że Lisa nie wyrzucili za mobbing, ale "za coś znacznie gorszego"

Nie był to jednak koniec zarzutów pod adresem Lisa. Później rozpisano się bowiem o tajemniczych SMS-ach, które naczelny miał wysyłać do jednej z pracownic. Tomasz wszystkiemu zaprzeczył na Twitterze i postraszył swoich "oszczerców randką w sądzie".

Monika Richardson tłumaczy Lisa?!

Teraz swoje trzy grosze postanowiła dorzucić Monika Richardson, która zdecydowała się na wywiad u "słynnego" Żurnalisty. Dziennikarka przez wiele lat była naczelną magazynu "Zwierciadło" i przy okazji rozmowy o Lisie zdobyła się na mały rachunek sumienia.

Dziennikarka wyjawiła, jaką była szefową...

Richardson przyznała, że nie potrafiła być dobrą szefową. Za bardzo chciała się zaprzyjaźniać z pracownikami, a gdy próbowała wykrzesać z siebie tę nieco surowszą wersję - ocierała się o mobbingowanie podwładnych.

Była prezenterka nie ukrywała, że funkcja redaktor naczelnej była dla niej "największym dziennikarskim spełnieniem". Co więcej - wyjawiła, że stanowisko było dla niej cenniejsze niż "Europa da się lubić". Gorzko podsumowała jednak, że była to również jej największa porażka.

Wszystko przez to, że nie potrafiła znaleźć odpowiedniego balansu pomiędzy byciem kumpelą a dobrym szefem, który musiał czasami surowo karcić swoich pracowników.

Spodziewaliście się takiego rachunku sumienia ze strony Richardson?

Zobacz też:

Tomasz Lis już sprzedał swój wielki dom w Konstancinie. Nie dostał za nią 5 milionów euro. A ile?

Tomasz Lis sprzedaje ogromną posiadłość w Konstancinie. Cena zwala z nóg

Agnieszka Kotońska schudła 40 kilogramów. Pokazała brzuch

POMAGAMY UKRAINIE

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Monika Richardson

Reklama

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »