Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Monika Kuszyńska odpiera zarzuty: W zachodnim świecie osoba niepełnosprawna nie wzbudza sensacji!

Setki telefonów z gratulacjami, wywiady i mnóstwo zawodowych spotkań. Kiedy ogłoszono, kto będzie reprezentował nasz kraj na jubileuszowym 60. konkursie Eurowizji, życie Moniki Kuszyńskiej (35 l.) przyspieszyło. Pojawiły się jednak głosy sugerujące, że wokalistka wybrana została z... litości.

- To najbardziej szalony czas w moim życiu. A przecież zaliczam się do osób, które bardzo cenią sobie spokój, nie potrzebują dodatkowych bodźców, adrenaliny. Cieszę się tym, co mam, każdy dzień jest dla mnie wyjątkowy i niepowtarzalny - mówi Monika Kuszyńska w rozmowie z "Życiem na Gorąco".

Reklama

Artystka jako pierwsza w historii konkursu pojawi się na scenie na wózku, co wzbudza w kraju sporo kontrowersji.

Tomek Lubert, gitarzysta Virgin, zarzucił Monice nie tylko przeciętną barwę głosu i brak przebojów, ale i zasugerował, że wybrano ją z litości.

Podobnie Doda, która wyraziła nadzieję, że Kuszyńska "koniec końców nie poczuje się tylko jak marionetka". Z kolei Edyta Górniak podkreśliła z ironią, że trzyma kciuki za koleżankę, gdyż przeszła ona nazbyt dużo i zasługuje na trochę szczęścia.

Co na ten temat sądzi sama zainteresowana?

Wokalistka nie ukrywa, że dziwi ją takie podejście do sprawy, szczególnie że jej utwór "In The Name Of Love" - napisany przez partnera Kubę Raczyńskiego - mówi o tym, że w imię miłości można pokonać wszelkie, najtrudniejsze nawet bariery, że dzięki tolerancji można połączyć dwa na pozór odmienne światy osób niepełnosprawnych i zdrowych.

- Uprzedzenia nie łączą ludzi, tylko niepotrzebnie stwarzają sztuczne podziały - twierdzi artystka.

- W zachodnim świecie osoba niepełnosprawna, żyjąca pełnią życia, nie wzbudza żadnej sensacji. A w Polsce mój wybór na Eurowizję jest pewną nowością. Ale też dobrym, dającym nadzieję znakiem, że idziemy do przodu, że coś się zmienia - tłumaczy.

Czy w Austrii liczy na zwycięstwo? - Wychodzę z założenia, że co ma być, to będzie - śmieje się.

- Oczywiście odczuwam stres i napięcie, jak przed każdym występem, jednak to jest wpisane w mój zawód.

Jestem otwarta i ciekawa tego, co niesie życie. Skoro los dał mi tak cudowną propozycję, nie mogłam odmówić. Nie tylko dlatego, że chcę się sprawdzić. Przede mną kolejne wyzwanie, choć presji, by wygrać w tym konkursie, nie czuję, nie muszę nic sobie udowadniać.

Dowiedz się więcej na temat: Monika Kuszyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje