Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Monika i Zbigniew Zamachowscy i ich trudna miłość. "Złodziejka mężów" i "niepotrzebny mebel"

Wszystko wskazuje na to, że małżeństwo Moniki i Zbigniewa Zamachowskich staje się powoli melodią przeszłości. Paparazzi przyłapali aktora pod mieszkaniem pary, określanym przez dziennikarkę jako "klitka na Żoliborzu", gdy wynosił z niego swoje rzeczy. Media to rozstanie powinno smucić najbardziej - przypomnijmy dlaczego, wracając do najgłośniejszych momentów trwającego blisko 10 lat związku.

Miłość Zbyszka i Moniki rodziła się w mocno niesprzyjających okolicznościach. Zakazane uczucie "spadło na nich" nieoczekiwanie podczas realizacji programu "SOS dla świata" w 2011. Zakazane, gdyż oboje trwali wówczas w wieloletnich związkach: Zamachowski był od kilkunastu lat mężem aktorki Aleksandry Justy i ojcem czwórki ich dzieci, Richardson natomiast od blisko dekady żoną brytyjskiego pilota Jamiego Malcolma, któremu urodziła dwójkę dzieci. Stawka była więc wysoka i wydawało się, że żadne z nich nie zaryzykuje rozbijania rodziny, ale gdy tylko żona aktora dowiedziała się o romansie, zażądała rozwodu. Relacja Zbyszka i Moniki mogła już kwitnąć w najlepsze bez żadnych przeszkód. 

Reklama

Prawie żadnych, bo czekały ich jeszcze rozwody, a ten Zamachowskiego, mimo ogłoszenia już na pierwszej rozprawie, miał opłakane konsekwencje. Aktor zgodził się bowiem na wszystkie żądania finansowe ówczesnej żony w zamian za cenę szybkiego rozwodu. Skończyło się na bardzo korzystnym dla Justy podziale majątku i ustaleniu wysokości alimentów na 4,5 tysiąca złotych na każde dziecko, czyli w sumie 18 tysięcy złotych miesięcznie, którą to kwotę później zmniejszono do 16 tysięcy. Sumy te wymieniamy nieprzypadkowo, bo temat alimentów przewijał się później w mediach wielokrotnie, a ich wysokość szczególnie działała na nerwy Monice...

"Złodziejka mężów" i wiwisekcja miłości w "Vivie!" 

Oczywiście, związek Zamachowskiego i Richardson był towarzyskim skandalem, a dziennikarce momentalnie przyklejono łatkę "złodziejki mężów" i w całości przypisywano winę za rozbicie małżeństwa aktora z Justą. Parę spotykał podobno nawet towarzyski ostracyzm. "Byłam złodziejką męża, która zabrała dzieciom kochającego ojca, jeszcze w kapciach i z kubkiem parującej herbaty w ręku. W pewnym momencie ludzie bali się ze mną publicznie rozmawiać, choć czasami podchodzili i ukradkiem szeptali: "Boże, jak ja trzymam za ciebie kciuki, ja bym w życiu nie miał, nie miała takiej odwagi". To były wręcz akty heroizmu z ich strony, jak się domyślam. Byłam trędowata. Wokół mnie panowała zmowa milczenia" - skarżyła się na łamach "Vivy!" telewizyjna gwiazda, przechodząc od roli "modliszki" wprost do ofiary, na jaką kreowała się przez kolejne lata.

Zakochani szybko przeszli do... kontrataku. W rozmowach z mediami, w których brylowała głównie Monika, nie szczędzili sobie wzajemnych komplementów, podszytych szczyptą złośliwości pod adresem byłej żony Zamachowskiego. "Teraz kiedy jestem w nowym związku i mam tyle lat, ile mam, to jakoś wyspokojniałem i nie doszukuję się we wszystkich oczach dowodów swojej atrakcyjności. Monika dba, żebym wyglądał jak człowiek. Na co dzień chętnie ubierałbym się w worek i miał w dupie wszystkie trendy mody" - zachwalał świeżą relację aktor w wywiadzie dla "Twojego Stylu".

"Ja naprawdę wolę rano"

Richardson zrewanżowała się dość niespodziewanym wyznaniem podczas prowadzenia programu "Raz lepiej, raz gorzej". Odcinek traktował wówczas o seksualności Polaków, co skłoniło ją do poinformowania telewidzów, kiedy ostatni raz uprawiała seks ze Zbyszkiem. "Robiłam to przedwczoraj. Owszem, ze Zbyszkiem, w sypialni. Rano. Ja naprawdę wolę rano" - odparła dopytującemu o szczegóły współprowadzącemu. Wyznanie w ekspresowym tempie stało się hitem internetu, a my do dzisiaj ubolewamy, że para nie zdecydowała się na oficjalne koszulki z hasłem "Ja naprawdę wolę rano". Taka okazja, żeby dorobić do wysokich alimentów!

Wydawało się, że to niemożliwe, ale wyznania Moniki były coraz bardziej śmiałe i bezkompromisowe. Skrzydła rozwinęła szczególnie po sformalizowaniu związku z Zamachowskim w 2014. Dziennikarka przyjęła nazwisko męża, co oczywiście obwieszczono światu na okładce "Vivy!" i podczas "pierwszego wywiadu po ślubie". Świeżo upieczona pani Zamachowska nie zamierzała już bawić się w półsłówka i niedomówienia. "Ten wspaniały skomplikowany facet był od wielu lat nieszczęśliwy. Kiedy z naszych rozmów powoli wyłonił się obraz mężczyzny, który od lat funkcjonował w swoim związku właściwie jako niepotrzebny mebel, przesuwany z kąta w kąt, coś we mnie pękło. Nie z litości, ale z czułości, tkliwości wobec geniusza. Pomyślałam sobie, że jeśli tylko jest to możliwe, oddam Zbyszkowi radość życia, którą miał, kiedy poznaliśmy się przed 30 laty" - zdradziła z satysfakcją. 

Wojna z byłą żoną

W cytowanym wyżej wywiadzie Zamachowska dała również jasno do zrozumienia, że Aleksandra Justa zabrania dzieciom męża kontaktowania się z nią. To okazało się kroplą, która przelała szalę goryczy pociech aktora, obserwujących od ponad 2 lat medialne widowisko z udziałem nowej partnerki ojca. Córka Zbyszka, Marysia, opublikowała wówczas na Facebooku list otwarty do macochy, pod którym podpisała się również trójka jej rodzeństwa: Antek, Tadzio i Bronia.

"Nie wiem kto dał Ci prawo i pozwolenie na wspominanie o nas w wywiadach. Co więcej, informacje, które podajesz są nieprawdziwe, dobrze wiem o tym ja i dobrze wiesz o tym Ty (...) to, że od paru dni nosisz to samo nazwisko co my, nie robi z nas rodziny. Wreszcie chcę Cię poprosić żebyś nie robiła publicznie z naszej mamy tyrana, który zniszczył psychikę twojego nowego męża a nam nie pozwala się z tobą widywać. Po co Ci to?" - mogliśmy przeczytać. Co więcej, krótko po tym "Fakt" poinformował, że Monika otrzymała pismo przedsądowe, wzywające do zaniechania jakichkolwiek wypowiedzi na temat dzieci i byłej żony swojego ukochanego.

To nie powstrzymało Zamachowskiej od kolejnych ostrych wypowiedzi, szczególnie w kontekście wysokich alimentów, które musi płacić jej mąż i - jak się okazało - po części również ona. Na początku ich związku Zbigniew był rozchwytywanym jeszcze aktorem, dodatkowo pojawiał się w programach telewizyjnych, za które kasował spore pieniądze. Lata mijały, a sytuacja zawodowa nie była już tak różowa. Aktor próbował prywatnie negocjować wysokość alimentów z dwójką dorosłych dzieci, ale sprawą szybko zajął się komornik. Zdaniem Zamachowskiej, stała za tym Justa. 

"Od wyprowadzki od niej w grudniu 2011 roku Zbyszek przelał na jej konto 1.200.000 złotych. Życzę pani Aleksandrze, żeby się długo cieszyła za te pieniądze pobytem w ciepłych krajach albo nowym samochodem, bo ta suma tylko w nikłym ułamku była przeznaczona na dzieci" - wypomina zimno Monika. "To widać na pierwszy rzut oka. Musimy ze Zbyszkiem wszystkie zarobione pieniądze oddawać jego byłej żonie, a to, co zostaje, nie wystarcza na utrzymanie. Boję się, że pewnego dnia nie starczy nam na jedzenie. Praktycznie wszystko, co mamy, wydajemy na zobowiązania Zbyszka i prawników, a zdarza się, że prosimy o pożyczki znajomych albo rodzinę" - ogłosiła Zamachowska w 2017 roku w "Twoim Imperium".

W 2017 roku na pytanie "Gali" o to, czy Zamachowscy są "zgodnym małżeństwem", Zbyszek odpowiedział: "Nie. Burzliwym. W typie włoskim, można powiedzieć. Co ma, myślę, dobre strony też. Jeśli przebywa się z drugim człowiekiem dłużej niż pół godziny, emocje, które są w każdym z nas, muszą od czasu do czasu eksplodować. Ale po każdej burzy wychodzi słońce i tak, na razie, jakoś nam się toczy to życie".

Zimna wojna żon

W grudniu tego samego roku nastąpił przełom i sąd zdecydował o obniżeniu alimentów z 16 do 12 tysięcy złotych. Nie powstrzymało to oczywiście dziennikarki od subtelnych szpilek wbijanych byłej żonie Zamachowskiego i np. publikowania swoich zdjęć zza kulis zleceń zawodowych z hasztagiem "alimenty to nie prezenty". Mimo wszystko, decyzja sądu wyraźnie zrelaksowała małżeństwo i pozwoliła odetchnąć, przynajmniej na chwilę. W 2019 Monika straciła bowiem pracę w TVP, choć dzielnie zapowiadała, że otwiera tym samym zupełnie nowy rozdział w życiu. Czas pokazał, że praca w telewizji publicznej to nie jedyny rozdział, który przyszło jej zamknąć. Co ciekawe, internauci zwracają uwagę, że w jednym z ostatnich wywiadów Zamachowska niejako przewidziała rozstanie z mężem.

"Od początku wiedzieliśmy, że nasz związek jest obarczony wysokim ryzykiem. (...) Nie mamy wspólnych dzieci, które mogą być mocnym spoiwem rodziny, choć nie muszą. Najważniejsza jest czujność na potrzeby i emocje drugiego człowieka oraz na tę codzienność, która, niestety, potrafi zabić każdą miłość" - mówiła w rozmowie z "Twoim Imperium".

To już koniec?

Na ten moment ani dziennikarka, ani sam Zamachowski oficjalnie nie potwierdzili plotek o końcu ich małżeństwa. Monika przyznała jednak w "Fakcie", że jest jej "bardzo ciężko". Na zdjęciach paparazzi widać z kolei że Zbyszek zabrał z "klitki na Żoliborzu" swoje rzeczy, w tym obrazy i pianino... Kto wie, być może więcej dowiemy się z wywiadu dla jednego z poczytnych dwutygodników, bo Monice Zamachowskiej można zarzucić wiele, ale na pewno nie brak doświadczenia w relacjach z mediami. Tak czy inaczej, będziemy tęsknić za tym duetem!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »