Przejdź na stronę główną Interia.pl

Michał Urbaniak: Przepustka do wolności

By uniknąć służby wojskowej, zdecydował się na ryzykowny krok. Dzięki determinacji i pomocy mamy mógł spełnić swoje marzenia.

Już jako młody człowiek Michał Urbaniak (75 l.) miał wielkie plany. Marzyła mu się zagraniczna kariera, koncerty w najbardziej prestiżowych miejscach na świecie oraz stały azyl w Nowym Jorku, mekce intelektualistów i artystów. Niestety, ich realizacja w ponurej rzeczywistości PRL-u i przy zamkniętych granicach wydawała się wręcz niedorzeczna. Co więcej, niebawem lista zmartwień artysty rozszerzyła się o kolejny punkt - powołanie do wojska. Jak się przed nim uratował?

Reklama

Michał od dzieciństwa zdradzał zainteresowanie muzyką. Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej w Łodzi, gdzie doskonalił się w grze na skrzypcach,występował wieczorami w klubach jazzowych.

- Jako najmłodszy w zespole Krzyśka Komedy śmigałem po piwo przed koncertem. Kupowałem po dwa na głowę, zamykałem się w sraczu i po cichu przed kolegami do każdego dolewałem wódy. Bywało, że koncerty zakontraktowane na półtorej godziny trwały po dwie i pół. Jeżeli ktoś by bardzo chciał mieć zawał w młodym wieku, to mam gotowy przepis - śmieje się Urbaniak.

Rozrywkowy tryb życia zespołu nie przeszkadzał jego członkom w przygotowaniu zagranicznej trasy koncertowej. Radość Michała nie trwała jednak długo, bo propozycja, którą dostali, zbiegła się w czasie z jego powołaniem do wojska. Artysta nie byłby sobą, gdyby nie wymyślił, jak wymigać się od służby w armii.

Michał co jakiś czas wychodził na ruchliwą ulicę w mieście, rzucał się na ziemię i udawał atak padaczki do momentu, aż przyjechała po niego karetka. Potem odwożono go do szpitala, gdzie dostawał leki, które po kryjomu chował. W procederze pomagała mu mama. By ukochany syn nie pobrudził lub nie rozerwał ubrań, uszyła dla niego specjalny "garnitur padaczkowy".

Mimo bogatej historii choroby, tuż przed wyjazdem z Komedą za granicę, Michał dostał wezwanie, by stawić się na komisję wojskową. Chciano go skierować do jednostki w Żaganiu słynącej z najlepszych lekarzy wojskowych w neurologii i psychiatrii.

- Dramat. Horror. Koniec świata. Co robić? Zakładam garnitur padaczkowy i razem z dwoma kumplami idziemy w miasto. Walę trzy sety, kładę się w kałużę i robię pod siebie. Przyjeżdża pogotowie, wiozą mnie na Hożą i zostawiają w poczekalni. Zaczepiam innych pacjentów: "Po co pani przyprowadziła tutaj psa?!". Kobita się drze, że wariat - opowiada muzyk.

W czteroosobowej sali, do której trafia, leżą... sami symulanci. Sukces jest na wyciągnięcie dłoni, ale niebawem artysta dostaje wezwanie na komisję wojewódzką. - Do dziś słyszę te głosy, jak przez mgłę: "W myśl artykułu takiego a takiego, obywatel Urbaniak Michał zostaje uznany... niezdolnym do służby wojskowej" - wspomina po latach muzyk. Tydzień później, szczęśliwy i wolny, był w drodze do Danii. Razem z Komedą koncertował wkrótce w całej Skandynawii.

Nadal prowadził swój szalony tryb życia - alkohol i mnóstwo pracy, co, niestety, sprzyjało nastrojom depresyjnym, do których artysta od zawsze miał skłonności. - W końcu jeden profesor stwierdził, że mam nerwicę i muszę codziennie z rana napić się koniaczku. Serce tego nie wytrzymało. W wieku 29 lat przeszedłem zawał - dodaje Urbaniak.

Muzyk poważnie się przestraszył i obiecał sobie, że już nigdy nie tknie alkoholu. W postanowieniu wytrwał 17 lat. Udało mu się też spełnić swoje marzenie - wyjechał do Nowego Jorku. Jego kariera rozkwitła tak, jak o tym śnił w dzieciństwie. Dziś wciąż trzyma dietę, alkohol pije sporadycznie, cały czas koncertuje i cieszy się muzyką u boku czwartej żony.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Michał Urbaniak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje