Przejdź na stronę główną Interia.pl

Martyna Wojciechowska dziś podnosi się po wypadkach! Ma nauczkę na przyszłość

Martyna Wojciechowska (43 l.) dziś już zrozumiała, że nie może narażać życia i zdrowia jak kiedyś. Teraz zachowuje się o wiele roztropniej.

W czwartek, 28 września Martyna Wojciechowska obchodzi 42. urodziny. Z reguły nie celebruje takich rocznic, ale w tym roku ma co świętować.

Reklama

"Właśnie skończył się w moim życiu bardzo trudny czas. Trwało to półtora roku. W momencie, kiedy wydawało mi się, że już się podnoszę, przychodziła kolejna fala, silniejsza" - wyznała w wywiadzie dla "Pani". 

Wszystko zaczęło się w 2015 roku, gdy zasłabła i straciła przytomność. Najpierw trafiła do szpitala zakaźnego w Warszawie, później na Oddział Chorób Tropikalnych w Poznaniu, konsultowała wyniki badań za granicą. Nie były to jej pierwsze problemy ze zdrowiem:

"Dwa razy złamany kręgosłup, chemioterapia, dwie ciężkie operacje, astma, niewydolność żylna. Wydawałoby się, że jestem wrakiem człowieka" - powiedziała kiedyś o sobie.

Ale tym razem wyjście z choroby trwało wiele miesięcy. Kiedy już podróżniczce wydawało się, że najgorsze ma za sobą, spadł na nią kolejny cios. 27 lutego 2016 roku po ciężkiej chorobie zmarł ojciec jej córki, 9-letniej Marysi, płetwonurek Jerzy Błaszczyk.  

Choć od lat nie byli już razem, to pozostawali w przyjaznych stosunkach, a przede wszystkim wychowywali wspólnie córkę. To właśnie dzięki niemu Martyna po narodzinach Marysi mogła wciąż realizować swoje wielotygodniowe eskapady. 

Wiedziała, że gdy wyjeżdża, córka pozostaje w dobrych rękach. Po śmierci Jerzego musiała całkowicie zmienić swój tryb życia. Zrozumiała, że teraz już nigdy nie będzie mogła poświęcić się w 100 procentach pracy.

"Zrezygnowałam z wielu zobowiązań, ustaliłam nowe priorytety, przeorganizowałam nasze życie. Teraz właściwie cała produkcja programu ‘Kobieta na krańcu świata’ jest podporządkowana mojemu grafikowi i opiece nad Marysią" - wyznała.

Już nie pozwala sobie na wyjazdy dłuższe niż dwa tygodnie. I nawet gdy jest daleko od domu, cały czas jest w kontakcie z córką: 

"Mój telefon jest wyciszony, jednak zawsze słyszę, kiedy dzwoni Marysia".

Jakby tego było mało, rok temu podróżniczka przeżyła wypadek na motocyklu i złamała obojczyk.

"I piętrzyły się jeszcze inne, różne rzeczy, o których nie chcę opowiadać. Ale ani przez chwilę nie pomyślałam, że sobie z tym nie poradzę" - dodała w ostatnim wywiadzie. 

Trudności, które musiała pokonać, nie zniechęciły jej do aktywnego trybu życia, lecz teraz bardziej na siebie uważa, bo wie, że córka ma już tylko ją.

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

Dowiedz się więcej na temat: Martyna Wojciechowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje