Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Marta Kaczyńska stanęła przed dylematem. Powracają bolesne wspomnienia

O tym, że film w ogóle powstanie, Marta dowiedziała się jako jedna z pierwszych, cztery lata temu. Od tego momentu starała się śledzić losy produkcji. 

Reklama

- Bolały ją krytyczne opinie o filmie. Informacja, że nie dostał on dofinansowania z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej. Ze wzruszeniem obserwowała jak wielu Polaków z całego świata wspiera swoimi datkami to przedsięwzięcie - przyznaje znajoma prezydenckiej córki. 

Z uwagą przyglądała się zwłaszcza etapowi wyboru aktorów mających wcielić się w jej rodziców. Niewielu było w stanie sprostać temu zadaniu. Tego zaszczytu dostąpili ostatecznie Lech Łotocki i Ewa Dałkowska. 

Im bliżej było do premiery dramatu, tym więcej Marta myślała o tym, czy pokazać film córkom. Choć kalendarz prezydenckiej pary był wypełniony po brzegi, wnuczki, Ewa (12 l.) i Martynka (8 l.), miały szczególne miejsce w ich sercach. 

Tak jak w dzieciństwie czule opiekowali się Martą, nie pozwalając jej odczuć, że wielka polityka jest ważniejsza od rodziny, tak i później, gdy byli z dziewczynkami, całą uwagę skupiali na nich. 

- Ewa i mama były bratnimi duszami. Martynka, choć młodsza, też była z babcią związana. Pod koniec życia rodziców miała zwyczaj, żeby telefonować codziennie do babci - wspominała Marta w książce "Moi rodzice". 

Starsza wnuczka była przy tym, gdy w święta wielkanocne Pierwsza Dama pokazała Marcie swoją obrączkę z wygrawerowanym napisem "Jan 1921" (wcześniej należała do jej przodka). Ten szczegół pomógł po katastrofie w jej identyfikacji.



Czytaj dalej na następnej stronie

Dowiedz się więcej na temat: Marta Kaczyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje