Maria Wiktoria długo nie wiedziała, czym chce się zajmować.
Początkowo wydawało się, że na dobre zadomowi się na polskich salonach i zostanie rasową celebrytką.
Niestety, udział w "Tańcu z gwiazdami" i przyjaźń z Edytą Herbuś to chyba jej największe "osiągnięcia" w tej dziedzinie.
Potem Maria postanowiła założyć fundację pomagającą mało znanym artystom przebić się w mediach, choć sama miała przecież z tym spore problemy!
Z tego wspaniałego planu oczywiście też nic nie wyszło!
Później Wałęsówna stworzyła firmę odzieżową, w której utopiła spore pieniądze, a długi musiał za nią spłacić ojciec.
I to właśnie Lecha Wałęsa wyciągnął pomocną dłoń do córki i zatrudnił ją w swoim Instytucie.
Okazuje się, że Maria poczuła się tam bardzo pewnie pozbywając się przy okazji najgroźniejszych konkurentów, w tym wieloletniego... szefa Instytutu, Piotra Gulczyńskiego.
Jak donosi "Fakt", były prezydent wyrzucił go właśnie za namową Marii i żony Danuty!
"Córka z matką zawarły sojusz i tak długo urabiały Lecha, aż w końcu się zgodził. Podczas wspólnych wakacji w Portugalii wymusiły na byłym prezydencie, by Gulczyńskiego zwolnił.
Przekonały go, że jest nielojalny" - donosi informator tabloidu.
Pod koniec września dyrektorem formalnie został Mieczysław Wachowski, otwiera się w nowym oknie, ale jest on tam ponoć wyłącznie figurantem!
"Władzę naprawdę przejęła córka Wałęsy, która od lat nie potrafiła sobie znaleźć pracy" - czytamy.
Czy Instytut im. Lecha Wałęsy pod rządami Marysi czeka podobny los, jak jej poprzednie biznesy?
Zobacz również:











