Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Marek z "Rolnik szuka żony 3" pozbył się gospodarstwa. Zdecydował się na życiową rewolucję

Jeszcze cztery lata temu nic nie wskazywało na to, że Marek Walczak (47 l.) z trzeciej edycji programu "Rolnik szuka żony" uporządkuje życie po nieudanym małżeństwie i znajdzie kobietę, która pokocha go takim, jakim jest. A jednak!

Kiedy na jego drodze stanęła nauczycielka Julia, sąsiadka z Warmii, rozpoczęły się tak długo wyczekiwane zmiany.

Marek sprzedał upadające gospodarstwo, w którym hodował gęsi, kaczki i owce. Potem przeniósł się do małego domku w okolicach Gietrzwałdu, gdzie razem z Julią prowadzi dziś pensjonat.

Niedawno został również tatą po raz trzeci! - Franek ma już prawie roczek i jest ciekawy świata jak ja - mówi rolnik.

Reklama

- Raczkuje, poznaje smaki, zapachy i życie w naturze. Czuję, że fajny chłopak z niego wyrośnie. Już jestem z niego dumny, tak jak z moich starszych dzieci, Karoliny i Adama. Syn kręci filmy reklamowe z drona, a córka jest trenerką i hodowcą psów pasterskich.

Kiedy zapytaliśmy Marka Walczaka, czy ma jeszcze w życiu jakieś marzenia, nie zastanawiał się długo.

- Mógłbym już zostać dziadkiem! - odpowiedział z uśmiechem. - Marzenie jest do spełnienia, a mały Franek miałby wtedy wujka w swoim wieku...

A co słychać u Adama Siewierskiego (64 l.), bohatera innego popularnego programu TVP - "Sanatorium miłości"? Okazuje, że mężczyznę po zawodzie miłosnym, którego doznał ze strony Barbary z Sosnowca, spotkała kolejna przykra sytuacja...

Mija rok, odkąd wsiadł do pociągu jadącego do Ustronia Zdroju. Z jedenastką uczestników drugiej edycji "Sanatorium miłości" spędził miesiąc. Co zmieniło się od tamtej pory w jego życiu?

- Postanowiłem być wolnym, radosnym człowiekiem - zdradza Adam w rozmowie z "Rewią".

Po powrocie do domu zgolił wąsy i zaczął się częściej uśmiechać. Spotykał się z kilkoma kobietami, ale związki nie przetrwały dłużej, niż miesiąc.

- Nie obwiniam żadnej z nich - przyznaje szczerze. - To raczej moja wina, że jestem ostrożny i trudno jest zdobyć moje zaufanie.

Były sołtys z Poręby Górnej nie znalazł partnerki w programie, ani po nim. Za to odkrył w sobie artystyczną duszę!

- Na planie odnalazłem się jako aktor - śmieje się teraz. - A pracowałem już jako ślusarz, strażak, rolnik, nawet muzyk!

Do udziału w programie namówiły go trzy córki. Nie chciały, by był samotny. Jego żona Wanda (†61 l.) zmarła w maju 2017 roku. Sprzedał gospodarkę w Porębie Górnej i kupił dom w Kamiennej Górze, z widokiem na Wolbrom.

- Nie zapominam o przeszłości. Wiem, że moja Wandzia dobrze mi życzy - zapewnia. Codziennie jeździ na rowerze, chodzi na spacery z psem i szykuje się do zimy. Rąbie drewno, robi kompoty, pomaga sąsiadom w polowych pracach.

We wsi propaguje zdrową żywność. Zaczął od pieczenia chleba i uprawy egzotycznych warzyw. - Chcę pokazać sąsiadom, że jesień życia może mieć wiele barw. I przynosić radość każdego dnia - zapewnia.

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »