Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małgorzata Braunek i Andrzej Żuławski: Jak stali się parą złoczyńców

Małgorzata Braunek (†67 l.)i Andrzej Żuławski (†76 l.) przed laty zakochali się w sobie bez pamięci, choć oboje byli wówczas w związkach. Ich miłość nie przetrwała jednak zbyt długo, a aktorka po latach żaliła się na Andrzeja Żuławskiego, m.in. że zmuszał ją do pracy ponad siły, gdy była w ciąży.

Samolot stał już na pasie lotniska na Okęciu, kiedy autobus podwiózł do niego pasażerów. Andrzej Wajda szarmancko podał rękę swojej ówczesnej żonie, Beacie Tyszkiewicz, pomagając jej wejść na schodki. Następnie ten sam gest powtórzył w stosunku do młodziutkiej studentki szkoły teatralnej, która miała towarzyszyć im w podróży. Małgorzata Braunek poczuła się jak księżniczka. Nie dość, że jechała po raz pierwszy w życiu na festiwal filmowy do Rio de Janeiro, to jeszcze spotykały ją takie honory.

Reklama

Stewardesa już ich ponaglała, bo samolot miał opóźnienie. A przecież czekała na nich jeszcze przesiadka w Paryżu... Małgorzata Braunek była bardzo podekscytowana. Nigdy wcześniej nie była tak daleko. Na dodatek słusznie spodziewała się, że za granicą będzie traktowana jak gwiazda. W końcu jej rola w "Polowaniu na muchy" odbiła się głośnym echem w kraju. Teraz przyszedł czas na światowe ekrany.

Znakomity nastrój psuło jej tylko wspomnienie ostatnich dni w domu. Zazdrosny nieco o szybką karierę żony mąż, też aktor, Janusz Guttner, nie tylko nie pomógł Małgorzacie się pakować, ale też okazywał wyraźną niechęć. Nawet jej nie pocałował na pożegnanie, gdy wybiegała do taksówki... Kiedy unosili się nad Warszawą, aktorka postanowiła, że nie będzie o tym w ogóle myśleć.

Wpatrywała się w błękitne obłoki, głośno wybuchając śmiechem, gdy siedzący koło niej Daniel Olbrychski opowiadał kolejną anegdotę. A od pewnego czasu - jak zauważyła - dotyczyły one wyłącznie tajemniczego mężczyzny, o którym Małgorzata niewiele wiedziała. Choć trochę obiło się jej o uszy. Na przykład to, że Andrzej Żuławski mieszka w Paryżu i że jest już dość znanym na Zachodzie reżyserem. Teraz dowiedziała się, iż spotkają się na lotnisku, ponieważ ma on Wajdzie dostarczyć jakąś ważną książkę.

Zaraz po wylądowaniu Małgorzata przestała się z wrażenia odzywać. Oszałamiał ją blichtr francuskich sklepów, restauracji, który nie miał nic wspólnego z przaśną rzeczywistością Polski. Jednak naprawdę zaniemówiła na widok niesamowicie przystojnego bruneta, który zbliżał się do filmowców. - Był pięknym, obdarzonym charyzmą mężczyzną. Nie mógł nie robić wrażenia - opisywała to spotkanie wiele lat później, wiedząc już, ile ten dzień na lotnisku zmienił w jej życiu.

Jednak jeszcze wtedy nic wielkiego się między nimi nie wydarzyło. Tyle tylko, że Małgorzata, lecąc do Brazylii, miała przed oczami wciąż uśmiech Andrzeja. On z kolei nie mógł przestać myśleć o młodej aktorce, której jeszcze wprawdzie nie widział na ekranie, ale słyszał o niej same pochlebne opinie. Dlatego też za kilka dni ponownie pojechał na lotnisko, by spotkać się z wracającymi z festiwalu przyjaciółmi.

Okazało się, że mają dłuższą przerwę w locie. Zaprosił ich więc na kolację, wioząc do centrum Paryża swoim nowiutkim porsche. Podczas tego wieczoru Małgorzata i Andrzej byli straceni dla reszty towarzystwa. Pochłonięci rozmową, ledwo dotykali przysmaków, które mieli na talerzach. Opowiadali sobie wszystko, jakby znali się od urodzenia. Andrzej wówczas zaproponował młodej aktorce rolę w swoim najnowszym filmie, do którego zdjęcia za miesiąc miały rozpocząć się w Warszawie.

Na planie "Trzeciej części nocy" wybuchł między nimi tak namiętny romans, że cała ekipa o niczym innym nie mówiła. I trudno było się dziwić niekończącym się plotkom, skoro po miesiącu okazało się, że aktorka jest w ciąży. Wyznała to reżyserowi, gdy po zakończonych zdjęciach poszli na spacer nad Wisłę. Powiedziałem jej: jesteśmy oboje okropnymi ludźmi, bo ty masz męża, który jest dobrym człowiekiem, a ja jestem w parze z kimś, kto mnie kocha. A właśnie ich zostawimy i będziemy parą złoczyńców - wspominał po latach Andrzej Żuławski.

I długo się nie zastawiając, oświadczył się Małgorzacie. Jeszcze w tym samym roku aktorce udało się rozwieść z mężem i niemal w tym samym dniu wzięła cichy ślub z Żuławskim. A w grudniu urodził się ich syn Xawery. Myliłby się jednak ten, kto by myślał, że dzień spotkania aktorki z reżyserem na lotnisku przyniósł obojgu mnóstwo szczęścia. Nic z tych rzeczy.

Ich związek okazał się bardzo trudny, a Małgorzata opowiadała o nim raczej nie najlepsze rzeczy. Przede wszystkim nie mogła wybaczyć mężowi, że gdy była w ciąży, zmuszał ją do pracy ponad siły. Podobnie było podczas realizacji kolejnego filmu "Diabeł". - Zdjęcia do niego trwały prawie pół roku. I choć tylko dojeżdżałam na moje sceny, byłam chora z wyczerpania. Czułam, że działamy w tym filmie na rzecz czegoś złego, dotykamy sfery, z którą nie powinniśmy obcować. To był wielki mrok. A ja urodziłam właśnie moje pierwsze dziecko - opowiadała aktorka.

Kiedy Xawery skończył cztery lata, jego rodzice przestali być małżeństwem. Duży wpływ na to miał fakt, że "Diabła" zatrzymała cenzura. Andrzej Żuławski wiedząc, że w swoim rodzinnym kraju nie będzie mógł już nakręcić żadnego filmu, zdecydował się wyjechać do Francji.

Małgorzata Braunek z synem została w Polsce. Ale nie na długo. Już niebawem znowu zastanawiała się nad swoją przyszłością, spoglądając przez okno samolotu, zanim maszyna wylądowała na szwedzkim lotnisku. Tam czekał już na nią Andrzej Krajewski, na stałe zamieszkały w Sztokholmie dziennikarz i buddysta, który został jej trzecim i ostatnim mężem.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Braunek | Andrzej Żuławski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje