Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Magdalena Waligórska i Arkadiusz Nader: Nie strzelałem do jej auta!

Nie cierpią się, to nic nowego. Pięć miesięcy temu skoczyli sobie do oczu, poszły w ruch pięści. Teraz aktorka sugeruje, że aktor z jej samochodu zrobił sobie tarczę strzelniczą!

Czas nie uleczył ran i nie wyciszył emocji. Chociaż od pamiętnej awantury, która miała miejsce w czerwcu br. w zabrzańskim Teatrze Nowym, zakończonej szarpaniną i okładaniem się pięściami, minęło pięć miesięcy, o zakopaniu topora wojennego między aktorami Magdaleną Waligórską (34 l.) i Arkadiuszem Naderem (52 l.) nie ma mowy.

Nic nie wskazuje na to, by aktorka i aktor mieli wzajemnie zapomnieć sobie krzywdy. Na dodatek na początku listopada oliwy do ognia dodał nowy, niespodziewany i sensacyjny wątek: Magdalena Waligórska zgłosiła policji, że ktoś ostrzelał jej samochód z wiatrówki i podejrzewa, że dokonał tego Arkadiusz Nader!

Reklama

On idzie na policję i ona też na policję

Przypomnijmy - 20 czerwca br., po premierze sztuki "Zaręczyny" w zabrzańskim teatrze, na oczach świadków, doszło do ostrej wymiany zdań i szamotaniny między aktorką i aktorem. Następnie towarzyszący Waligórskiej przyjaciel Mateusz Lisiecki, też aktor, uderzył Nadera pięścią w twarz. Polała się krew, uderzony wylądował na ostrym dyżurze w szpitalu.

Arkadiusz Nader formalnie zgłosił policji w Zabrzu, że został pobity, przedstawiając jako dowód zaświadczenie lekarskie. Powiedział też, że napastnik dopuścił się wobec niego gróźb karalnych.

W odpowiedzi Magdalena Waligórska złożyła doniesienie o popełnieniu przez aktora przestępstwa na tle seksualnym. Jego podstawą było zdarzenie, które miało miejsce cztery lata wcześniej, a które sam Arkadiusz Nader uczciwie nazwał w rozmowie z "Twoim Imperium" "niewybrednym dowcipem nie najwyższych lotów".

Konsekwencje owego dowcipu są takie, że od tamtej pory aktorka i aktor żyją jak przysłowiowy pies z kotem.

Czytaj dalej na następnej stronie

Kto strzelał z wiatrówki i dlaczego Nader?

We wtorek, 24 listopada, Prokuratura Rejonowa w Zabrzu umorzyła postępowanie w sprawie pobicia Arkadiusza Nadera przez Mateusza Lisieckiego. "Prokurator uznał, że doszło do naruszenia nietykalności cielesnej, ale brak wystarczających dowodów, że miały miejsce groźby karalne" - powiedział "Twojemu Imperium" Wojciech Czapczyński, zastępca szefa zabrzańskiej prokuratury. "Podstawą umorzenia jest niska szkodliwość społeczna czynu".

Decyzję o umorzeniu poprzedziła konfrontacja Nadera z Lisieckim w prokuraturze. Jak się okazało, jej wynik nie miał znaczenia dla losów śledztwa.


Za to intrygujące wydarzenie miało miejsce tuż po zakończeniu konfrontacji. Arkadiusz Nader został poproszony przez policjantów o złożenie zeznań w sprawie... ostrzelania z broni pneumatycznej samochodu Magdaleny Waligórskiej, do jakiego doszło 7 listopada bieżącego roku!

Jak dowiedziało się "Twoje Imperium", auto aktorki zostało ostrzelane w Zabrzu.

Arkadiusz Nader mieszka w Warszawie, więc nie krył zdumienia, że mógłby być podejrzewany o uszkodzenie pojazdu. Mimo to musiał opowiedzieć szczegółowo, co robił tamtego dnia i dowodzić, że nie miał z tym nic wspólnego. "Towarzyszyłem panu Naderowi na konfrontacji i później, podczas przesłuchania w sprawie ostrzelania samochodu pani Magdaleny Waligórskiej" - powiedział reprezentujący aktora adwokat Łukasz Helsztyński. "Nie widziałem zdjęć uszkodzonego auta, ale powiedziano nam, że sprawca strzelał z wiatrówki w szyby".

Czytaj dalej na następnej stronie

Prawnik ma zastrzeżenia co do zasadności podejrzeń aktorki. "Zeznania pani Waligórskiej można by nazwać złośliwą sugestią, że to Arkadiusz Nader uczestniczył w zajściu" - stwierdził. -"W ten sposób mógłbym napisać o każdym znajomym, do którego mam jakieś pretensje".

Dodał, że jeśli będą kolejne takie zarzuty pod adresem aktora, złoży wniosek o pociągnięcie aktorki do odpowiedzialności za zniesławienie.

"Nie piszcie o tym, albo podam was do sądu"

Magdalena Waligórska odmówiła tygodnikowi komentarza w tej sprawie, choć początkowo obiecała, że go udzieli. Zmieniła zdanie - nie chciała, aby pisano o jej konflikcie z Arkadiuszem Naderem i zagroziła "sankcjami prawnymi wobec redakcji".

Nadal trwa śledztwo w sprawie molestowania seksualnego. W październiku przesłuchiwano świadków. Jeden z nich, związany z serialem "Ranczo", powiedział anonimowo w rozmowie z "Twoim Imperium", że zarzut dotyczy wspomnianego wcześniej zdarzenia sprzed czterech lat. "Nie wiem, czy sprawa znajdzie finał w sądzie" - wyraził wątpliwość.

Prawnik Arkadiusza Nadera zapowiedział ciąg dalszy sprawy o pobicie. "Będziemy skarżyć pana Mateusza Lisickiego z powództwa prywatnego" - oświadczył.

A Arkadiusz Nader skomentował konflikt z aktorką mocnymi słowami: "jeśli ktoś ma kłopoty z psychiką, to powinien się leczyć".

ALEKSANDRA WEJNA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »