Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Maciej Zakościelny nie tak sobie wyobrażał urodziny!

Ważny dla każdego mężczyzny dzień świętował z bliskimi w pięknych mazurskich krajobrazach. Maciej Zakościelny jednak miał inne plany. Niestety wszystko poszło nie tak, jak sobie wyobrażał.

Nikt nie lubi być porównywany. Zwłaszcza artyści. Jednak w przypadku niektórych aktorów taka konfrontacja jest wręcz nieuchronna. 

Reklama

O swoistym "pechu" może mówić Maciej Zakościelny. Na początku swojej kariery otrzymał przydomek "polski Brad Pitt". Swoją drogą - daj Boże każdemu! Dziś ma innego sobowtóra. 

Bowiem im jest starszy, siwy i ma więcej zmarszczek, tym częściej zaczęto dostrzegać w nim podobieństwo do George’a Clooneya. Idąc tym tropem, gdy zacznie dobijać do siedemdziesiątki, zostanie polskim Seanem Connerym? 

Aktor pochodzi ze Stalowej Woli. Od dziecka wiedział, czego chce i konsekwentnie do tego dążył. Uczył się równolegle w dwóch szkołach - jest absolwentem szkoły muzycznej w klasie skrzypiec (gra też na fortepianie i bębnach, kocha jazz). 

Swojej szansy na "bycie artystą" szukał też w licznych konkursach dla dzieci. Choć nie od razu dostał się do warszawskiej Akademii Teatralnej, to bardzo szybko został zauważony. 

Po roli podkomisarza Marka Brodeckiego w serialu "Kryminalni" stał się niezwykle popularnym aktorem. I ulubieńcem pań. To wtedy zaczął funkcjonować jako "polski Brad Pitt". 

***
Czytaj więcej na kolejnej stronie: 

Życie na gorąco

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Zakościelny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »