Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Maciej Zakościelny nie ma czasu dla rodziny?! Wszystko przez pracę!

Maciej Zakościelny (38 l.) w każdym wywiadzie podkreśla, że rodzina jest dla niego najważniejsza. Stara się spędzać każdą wolną chwilę ze swoją partnerką i dwoma synami, ale niekiedy jest to bardzo trudne do wykonania. O trudach pogodzenia pracy z życiem rodzinnym opowiedział w szczerej rozmowie z tygodnikiem „Świat i Ludzie”.

To prawda, że na planie serialu "Diagnoza" panuje niezwykle przyjacielska, wręcz rodzinna atmosfera?

Lubimy się, ale przede wszystkim jesteśmy grupą osób, które z ochotą przychodzą na plan serialu. Jest energia do pracy, entuzjazm, chęć profesjonalnego robienia obrazu. Inspirujemy się, nakręcamy, po prostu wiemy, po co tam przychodzimy. Atmosfera jest przede wszystkim twórcza i ja bardzo sobie to cenię.

Z kimś się pan szczególnie zaprzyjaźnił?

Z Mają Ostaszewską. Spotkaliśmy się po raz pierwszy kilka lat temu, kiedy graliśmy razem w pierwszej serii "Czasu honoru" i już wtedy bardzo dobrze nam się razem pracowało. Wiem, że mogę na nią liczyć i ona na mnie. Jest między nami tak zwana chemia. Z kolei z Adamem Woronowiczem w trakcie pobytu na planie dzielimy pokój. Często prowadzimy ciekawe, długie dyskusje na rozmaite tematy. To fajne móc wymieniać się z nim poglądami, wiedzieć, że można inaczej spoglądać na pewne rzeczy.

Reklama

Ten rok jest dla pana szczególny, bo serial otrzymał nagrodę - Telekamerę, za chwilę do kin wchodzi film "Dywizjon 303. Historia prawdziwa", zaś całkiem niedawno urodził się panu drugi syn.

Każdy rok jest dla mnie szczególny, bo każdy jest inny. Choć ma pani rację - pomijając mój prywatny kontekst, ten rok jest ważny dla nas wszystkich. Przecież mamy 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości i 100-lecie polskiego i brytyjskiego lotnictwa. W kontekście naszego filmu opowiadającego o zasługach polskich pilotów podczas Bitwy o Anglię, to powiedziałbym, że nawet bardzo ważny. Cieszę się, że w końcu ktoś odważył się  nakręcić tę filmową, choć bardzo trudną w realizacji, opowieść o wyjątkowych pilotach. Miałem możliwość zagrać w nim rolę Jana Zumbacha. To dla mnie wielkie wyróżnienie. Zacytuję słowa pana Marka Fiedlera, syna autora książki "Dywizjon 303", który już widział nasz film: "Cieszę się, że film ten łączy, a nie dzieli Polaków".

Wracając do pana synów, dobrze panu w roli ojca? 

Synowie dają mi poczucie ogromnego szczęścia i dopełnienia. Oczywiście nie ukrywam, patrząc na moich kolegów, którzy wcześniej założyli rodziny, że myślałem, iż będzie to sztuka dużo łatwiejsza. I choć pewnie często w tej roli popełniam błędy, to cały czas uczę się jak być dobrym ojcem. Jedno jest pewne - moja rodzina jest dla mnie największym motorem do życia.

Żeby nie nadszedł taki czas, że powie pan: "Mam dość, za głośno, za nudno, za trudno. Zabieram walizkę i wychodzę, bo nie mogę się rozwijać".

Życie codzienne, pewna rutyna przy dzieciach, obowiązki - to wszystko ma swój urok. Jest we mnie duże poczucie odpowiedzialności za synów, pragnienie, by otrzymały od nas dobre wychowanie, kręgosłup moralny, możliwość kształcenia, by czuły się z nami bezpieczne. Nie chcę ich jednak zawłaszczać.

Czyli?

Nie chcę mówić: "jesteś mój", tylko: "jak będziesz chciał, jestem". Bo choć to my powołujemy dzieci do życia, nie możemy tego życia przeżyć za nie albo na naszych warunkach. Chcę pozwolić im przeżyć je tak jak chcą, oczywiście w miarę możliwości. Jeżeli zaś będą chciały je przeżywać z nami, będzie to naszym wielkim sukcesem.

Mówi się, że mężczyzna nawiązuje silną więź z dzieckiem dopiero wtedy, gdy maluch kończy trzy lata.

Kobiety od początku mają przewagę, bo noszą maleństwo pod sercem, karmią je, tulą do snu. Od początku więc tworzy się między nimi bardzo silna więź, z którą ojciec nie powinien konkurować. Jestem natomiast przekonany, że obecność ojca w życiu dziecka od pierwszych dni jest naprawdę bardzo ważna i ma ogromne znaczenie na całe przyszłe jego życie.

Ale czy w pana przypadku nie jest tak, że nie ma pana z nimi w domu całymi tygodniami, bo pracy jest tak dużo? 

Każdą wolną chwilę spędzam z chłopcami i z moją partnerką. Mam jednak nieregulowany czas pracy. Czasem kończę zdjęcia bardzo późno w nocy albo zaczynam wczesnym rankiem. I właśnie dzięki temu doceniam chwile spędzone z rodziną, nie marnuję ich.

Podobno umówiliście się z partnerką, że podział obowiązków jest tradycyjny.

Teraz, gdy chłopcy są mali, ona opiekuje się dziećmi. To wynikło dosyć naturalnie. Nie jesteśmy zwolennikami obecnie panującej mody, że kobieta kilka tygodni po porodzie musi wrócić do pracy, musi być perfekcyjna w łączeniu obowiązków domowych z zawodowymi. Paulina jest bardzo oddana dzieciom, chce nacieszyć się macierzyństwem, sprawia jej to ogromną radość. Chce wrócić do pracy, ale na spokojnie, bez pośpiechu.

Wiem, że lubicie podróżować. Czy planujecie rodzinną podróż?

Na pewno.

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

Świat & Ludzie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Zakościelny

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje