Po latach spędzonych w Barcelonie w rodzinie Lewandowskich przyszedł czas zmian. Robert podpisał bowiem kontrakt z klubem w Chicago, co wiązało się nie tylko z zarobieniem kolejnych milionów, ale i wyprowadzką do Stanów.
Trudne chwile Anny Lewandowskiej. Nie chciała wyprowadzać się do Stanów
Niespodziewanie całe zamieszanie postanowiła skomentować jego żona, która postanowiła wyrazić swoje wielkie niezadowolenie. Anna przyznała, że jest jej bardzo ciężko, a wyprowadzka z Hiszpanii spędza jej sen z powiek.
"Choć powinnam pisać o ekscytacji, to dziś chcę wam powiedzieć jedno: cholernie się boję. (...) Myśl o tym, że znowu muszę się spakować, zostawić to, co zbudowałam, i zacząć trochę od nowa, po prostu mnie przeraża" - lamentowała na swoim Instagramie.
Robert Lewandowski wyleciał więc na początku sam, a żona jeszcze parę tygodni pozostała w Europie, by pozamykać dotychczasowe projekty. W końcu jednak ruszyła za ocean.
Po aferze, którą wywołał jej wpis, zaczęła jednak zapewniać, że powoli odnajduje się w nowej rzeczywistości. Pokazywała fanom, jak kibicuje mężowi na stadionie, przechadzała się ulicami "Wietrznego Miasta" i opowiadała o pierwszych dniach w USA.
Potem jednak spakowała walizki i wyjechała z koleżankami na wakacje do Ameryki Południowej, co nieco poprawiło jej humor.
Niestety, urlop dobiegł końca, a przed Anną kolejne wyzwania. Ostatnio pożaliła się, że nadal nie znaleźli domu i muszą tułać się po hotelach, a za biura do pracy służą jej pobliskie kawiarnie.
"Biura jeszcze nie mam, więc pracuję w pobliskich knajpkach, pijąc kawę, albo w takich otwartych biurach, co jest popularne w Stanach. Tak naprawdę jeszcze nawet domu nie mam" - opowiadała fanom.
Ledwo Lewandowska zamieszkała w Chicago, a tu takie wieści. Krupińska potwierdziła gorzkie doniesienia
Teraz swoje "trzy grosze" do "przeprowadzkowego dramatu" Anny postanowiła dorzucić jej przyjaciółka Paulina Krupińska-Karpiel.
Gwiazda "Dzień Dobry TVN" w rozmowie z Plotkiem została zapytana o kulisy całego zamieszania. Żona Sebastiana wyznała, że w pełni rozumie obawy Anny i od samego początku mocno ją wspierała w trudnych chwilach.
"My z Anią jesteśmy w stałym kontakcie. Ja byłam w Barcelonie, kiedy Robert zagrał swój ostatni mecz na Camp Nou. Wiem, ile to ich emocji kosztowało. Wiem też, ile Ania miała obaw związanych z przeprowadzką do Stanów Zjednoczonych" - zaczęła Paulina.
Następnie zaznaczyła, że słynny wpis Anki nie pojawił się bez przyczyny i tak naprawdę "nie chodziło wyłącznie o zmianę miejsca zamieszkania". Potwierdziła tym samym gorzkie doniesienia:
"To chodzi o to, że dziewczynki mają swoich przyjaciół, są zżyte ze swoimi rówieśnikami. To chodzi o takie poczucie bezpieczeństwa i wyrwanie [ich - przyp. red.] z bezpiecznego środowiska. (...) Po prostu wywraca się życie do góry nogami dziewczynek. To jest zawsze nowe miejsce, w którym się trzeba odnaleźć, w którym trzeba zbudować relacje na nowo, w którym trzeba wić gniazdo na nowo" - zaznaczyła gwiazda TVN.
Na koniec oznajmiła jednak, że niebawem ruszą z Sebastianem do Stanów i odwiedzą Annę i Roberta, co być może jakoś ukoi skołatane nerwy jej przyjaciółki:
"Ja im kibicuję w każdym miejscu, w którym są, i mam nadzieję, że również do Chicago ze swoją rodziną pojedziemy i ich odwiedzimy. Tym bardziej że mamy tam bardzo dużo swojej rodziny, bo tam mieszka pewnie pół Podhala" - podsumowała Paulina.
Zobacz także:
Anna Lewandowska publicznie złożyła życzenia Robertowi. Jedno zdanie zastanawia
Lewandowska już ma problemy w Stanach. To było kwestią czasu








