Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krzysztof Kowalewski: Nieznane fakty z życia aktora

W dniu śmierci matki dowiedział się, że po raz pierwszy zostanie ojcem. Nie zdążył jej o tym powiedzieć. Zresztą wkrótce był już zakochany w pewnej mężatce. W dzieciństwie z kolei przeżył dramatyczne wydarzenie, które - gdyby nie czujność jego mamy - mogło skończyć się tragicznie.

Urodził się dwa lata przed wybuchem wojny. Jego ojca Cypriana Kowalewskiego, oficera rezerwy Wojska Polskiego, w 1940 r. rozstrzelano w obozie w Charkowie. Matka Elżbieta Kowalewska (†62 l.) z domu Herszaft była aktorką. Przez lata, chroniąc syna, ukrywała przed nim, że jest Żydówką. Cudem udało jej się wraz z nim przetrwać okupację.

Reklama

- Miała tak zwany dobry wygląd. Była piękną kobietą o blond włosach i niebieskich oczach. Funkcjonowała jako Aryjka - opowiadał. Cechowała ją też niezwykła odwaga - uratowała Aleksandra, swojego bratanka, wyprowadzając go z płonącego getta. Podczas tej bohaterskiej misji natknęła się na kolaborantów, przekupiła ich obrączką ślubną.

Prawdę o żydowskim pochodzeniu zdradziła synowi dopiero, gdy miał 9 lat, dzień po pogromie kieleckim. Elżbieta sama wychowywała jedynaka w czasie wojny, szukając wciąż męża, bo nie zawiadomiono jej o śmierci Cypriana. Niewiele brakowało, by straciła też ukochanego Krzysia.

- Upór matki uratował mi życie. Zaniepokoiła się, bo nagle wyrosła mi na szyi wielka gula. Poszła ze mną do chirurga - opowiadał. Lekarz uznał, że to zwykły wrzód i już brał się do jego przecinania, gdy mama tknięta złym przeczuciem nie pozwoliła na zabieg. Zaprowadziła potem syna do znanego profesora, który zawyrokował, że gdyby guz przecięto, Krzyś pożegnałby się ze światem. To było gruźlicze zapalenie węzłów chłonnych.

Wojenne przeżycia nie pozostały bez wpływu na zdrowie Elżbiety. Długo walczyła ze stanami depresyjnymi. Gdy jej syn zaczynał karierę aktorską, a ona swoją kończyła, choroba przybrała na sile. Najgorsze jednak dopiero nadeszło. Dwa lata przed śmiercią zdiagnozowano u niej stwardnienie rozsiane. Krzysztof bezsilnie patrzył, jak ta niezłomna kiedyś kobieta, z dnia na dzień coraz mocniej zapadała się w siebie.

- Jeszcze kiedy była w stanie chodzić sama, odkręciła gaz. Ale w porę wróciłem do domu - wspominał jej pierwszą, choć nie ostatnią, próbę samobójczą. Elżbieta odeszła na zawsze 29 kwietnia 1967 r. z powodu zapalenie płuc. Tego samego dnia on dowiedział się, że będzie ojcem. Nie zdążył jej o tym powiedzieć...

Swoją pierwszą żonę Vivian Rodriguez, Kreolkę z domieszką krwi indiańskiej, aktor poznał w warszawskim klubie SPATiF, zimą 1966 r. Kochliwy Krzysztof nie oparł się kubańskiej tancerce o zniewalającej urodzie. - Nasz romans był płomienny - wspominał. Niedługo potem pobrali się, a 23 grudnia 1967 r. na świat przyszedł ich syn Wiktor.

Dwa lata później Vivian udało się sprowadzić z Kuby do Polski Cliffa Pineiro, jej syna z pierwszego małżeństwa, matkę i brata. Ale wtedy w związku z Krzysztofem nie działo się już najlepiej. Kubanka skorzystała więc z okazji i wyjechała do Paryża w ślad za mamą oraz bratem, a Krzysztof nie starał się jej zatrzymać. - Zostałem z dwójką dzieci. Z których starsze miało pięć lat i nie mówiło po polsku. A młodsze dwa i w ogóle mało mówiło - zdradził.

Chłopcy trafili na wychowanie do opiekunek, gdzie Krzysztof ich odwiedzał. - W tym czasie nie byłem w stanie zorganizować na miejscu stałej opieki nad nimi ani prowadzić domu. Były dni, że wychodziłem rano, a wracałem o pierwszej w nocy. Bardzo dużo wtedy grałem - tłumaczył się.

Rozwiódł się z Vivian, a ta wyszła ponownie za mąż i zamieszkała w Szwajcarii, gdzie dołączyli do niej synowie. Cliff wrócił jednak do Polski i początkowo świetnie sobie radził, ale zaczął robić interesy z niewłaściwymi ludźmi. W obawie przed aresztowaniem uciekł do Wenezueli. Wiktor nawiązał kontakt z ojcem jako 23-latek,a potem wyjechał do USA. Założył tam rodzinę, ma córkę Saszę. Krzysztof był na jego ślubie. - Wyrósł na bardzo mądrego człowieka. I świetnego ojca. Mamy ze sobą dobre relacje - przyznał.

W połowie lat 70. osamotnione serce aktora znów mocnej zabiło. Nigdy nie zdradził, kim była ukochana, którą w swoich wspomnieniach nazywał panią G. Wiadomo jednak, że miała męża i na stałe mieszkała za granicą. - Całkiem straciłem głowę. Nigdy nie byłem tak zakochany - wyznał. Przeżył z nią kilka najlepszych tygodni swojego życia, a po rozstaniu bardzo cierpiał.

- Jej mąż ciężko chorował. Uznała, że opuszczenie go w takim momencie nie wchodzi w rachubę. Nie dałby sobie z tym rady. Pomagając jemu, poświęciła swoje szczęście - wyjawił aktor.

On znalazł je w ramionach aktorki Ewy Wiśniewskiej (76 l.). - Ja miałem złamane serce. Ewa też przeżyła nieszczęśliwą miłość. Zaczęliśmy się tak pocieszać, że chwilę później mieszkaliśmy już razem - zdradził. Spędzili ze sobą 20 lat, zakładając, że będzie to związek aż po grób, bo wykupili nawet wspólne miejsce na cmentarzu.

Los jednak zadecydował inaczej, stawiając na drodze 63-letniego Krzysztofa aktorkę Agnieszkę Suchorę (51 l.), młodszą od niego o 31 lat. Jej małżeństwo z aktorem Sławomirem Packiem przechodziło już wtedy do historii.

Początkowo para widywała się potajemnie, ale gdy Suchora urodziła Kowalewskiemu córkę Gabrysię, nie chciał już dłużej ukrywać, że kocha jej matkę na zabój i zamieszkał ze swoją nową rodziną. Wzięli ślub i są szczęśliwi do dziś.

Krzysztof martwi się tylko pogarszającym się stanem zdrowia. Od dawna cierpi na bezdech senny, ma problemy z krążeniem, a kilka lat temu przeszedł operację biodra. Czuje się spełniony jako aktor. Ale najbardziej cieszy go, że znalazł swój bezpieczny port.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Kowalewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje