Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krzysztof Cugowski: Czasami warto zaryzykować

Nie stawia przed sobą wielkich wyzwań. Cieszy się z tego, co już osiągnął. I choć nie odcina jeszcze kuponów od swojej kariery, teraz woli się skupić na czymś innym. Co to takiego?

Choć w kwietniu ubiegłego roku Krzysztof Cugowski (66 l.) przeszedł na emeryturę, nie dostał jeszcze ani grosza. Próbuje porozumieć się w tej sprawie z ZUS-em, ale nie ma czasu na wojowanie, bo... pracuje. "Na żywo" zdradził, co sprawia, że jest dumny z synów, za co kocha swoją żonę i dlaczego zamiast nocować w hotelu, woli wrócić do domu.

Reklama

Jak się Pan czuje jako emeryt?

Nie mam czasu o tym myśleć, bo jestem uwikłany w kilka projektów. Poza tym występuję. Scena daje mi dużo radości. Oczywiście przyjdzie taki moment, że przestanę to robić, bo biologii się nie oszuka. Ale na razie nie jest źle.

Nagrał Pan krążek z synami. Jak się Panu z nimi pracowało?

Zrobiliśmy rodzinną płytę i muszę przyznać, że wyszło naprawdę fajnie. Jestem z nich dumny. Nie mogło być inaczej, starsi synowie są mocnym elementem rynku muzycznego i świetnie dają sobie radę. Wiem, co mówię, bo razem koncertujemy.

Najmłodsza Pana pociecha, 18-letni Krzysztof, też zamierza związać się z branżą muzyczną?

Krzysio wziął udział w tworzeniu naszej rodzinnej płyty, ale jeszcze nie wie, czym będzie zajmować się w przyszłości. Na co dzień uczy się w liceum artystycznym w Anglii o profilu aktorsko-muzycznym. W tym roku kończy edukację i zamierza iść na studia. Teraz składa aplikacje do różnych uczelni.

Często go Pan odwiedza?

Tęsknimy za nim z żoną, więc jeździmy do niego, gdy tylko czas pozwala. On też nas odwiedza. Ostatnio miał dłuższą przerwę i spędził z nami święta.

Swoje uczucia przelewa Pan również na dwoje wnuków, pociech starszych synów. Jakie ma Pan z nimi relacje?

Nie mam ręki do dzieci, ale przyznaję, że rozpieszczam je prezentami. Mogę sobie pozwolić na różne, nawet niepedagogiczne zachowanie, bo taka jest rola dziadka.

Czy wnuki też mają talent muzyczny?

Weronika ma osiem lat. Chodzi do szkoły muzycznej, gra na skrzypcach. Piotruś skończył dopiero sześć. Zależy nam, by nie przeszły obojętnie obok muzyki.

Całe życie jest Pan związany z Lublinem. Nigdy Pan tego nie żałował?

Lublin leży na tyle blisko stolicy, że nigdy nie myślałem o przeprowadzce. Jestem takim lokalnym patriotą. Urodziłem się w tym mieście i myślę, że tu też dokonam żywota. Z miejscem, w którym człowiek przyszedł na świat, jest jak z kobietą. Kocha się je takie, jakie jest.

A co Pan kocha w swojej kobiecie?

Żony nie kocham za to, że ma oczy takie czy inne, ale dlatego, że jest najbliższą mi osobą.

Jakie jest Pana małżeństwo?

Gdy się poznaliśmy, miałem 43 lata. Dla nas obojga to był hazard. Nie znaliśmy się na tyle, by mieć gwarancję, że wszystko nam się uda. Jak się okazuje, czasami warto jest zaryzykować. Dlatego konsekwentnie gram w totka. Raz mi się już poszczęściło, więc może znów się uda (śmiech).

Jest Pan dobrym mężem?

Staram się rozpieszczać żonę, ale nie zdradzę, w jaki sposób. Po koncercie wracam do domu, bo mam już dość hoteli. Gdy otwieram drzwi, słyszę głos żony: "Dobrze, że jesteś".

Kiedyś lubił Pan imprezy, towarzystwo, mocne alkohole. A jak jest dzisiaj?

Nadal lubię, ale niestety piję coraz rzadziej i to mnie martwi. To są minusy starości, ale można z tym żyć.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje