Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Krzysztof Baranowski: Do obiadu dwie butelki wina, później wsiadamy w samochód i jedziemy

Bogumiła Wander (74 l.) i Krzysztof Baranowski (78 l.) wyprzedają majątek, by - jak mówią - mieć na życie. Na pierwszy ogień poszedł samochód prezenterki, w kolejce czeka dom w Konstancinie i przeprowadzka do "małego" 80-metrowego mieszkania w centrum Warszawy. W książce "Spowiedź kapitana" żeglarz zdradza, jak wygląda ich codzienność. Oto fragment!

Jak wygląda wasz dzień?

Reklama

Krzysztof Baranowski: Wstaję o godzinie 4:00. Na 6:00 jadę do Góry Kalwarii. Pierwsza godzina na siłowni, druga na basenie. W sumie poświęcam na to od dwóch do trzech godzin z dojazdem. Ale to mnie trzyma przy życiu, bo ciągle mam słaby kręgosłup. Nigdy nie lubiłem siłowni, ale przekonałem się, że dzięki systematycznym treningom mam formę - choćby podczas zawodów narciarskich. Dwa tygodnie temu wygrałem slalom gigant w zawodach instruktorskich seniorów, więc warto. Dzisiaj też byłem na treningu. Przede mną Mistrzostwa Polski dziennikarzy w slalomie gigancie.

O której wracasz z siłowni i basenu?

Zwykle o 8:20 jestem w domu. Po drodze wstępuję jeszcze do sklepu. Przede wszystkim kupuję gazety - dla Bogusi to najważniejsza rzecz. No i wino, bo dość szybko nam schodzi, więc muszę ciągle zapewniać kolejną dostawę. Oprócz tego jogurty dla siebie, coś na obiad, jakieś wędliny, sery, dla Bogusi kawę, mleko do kawy, wodę.

Wracasz i robisz śniadanie?

Nie, jestem po śniadaniu. Bogusia zwykle też. Przywożę gazety, siadamy oboje do prasówki. To rytuał. Potem siadam do pracy, do komputera. Moja praca zaczyna się od pasjansa. Musi wyjść. Jeżeli nie wychodzi, cofam i zaczynam jeszcze raz, aż wyjdzie. I w tej kolejnej serii jestem przy 870 pasjansie. Gdy dojdę do 1000, to od początku. Na koniec pracy przy komputerze też stawiam pasjansa. Jak przejrzę pocztę i odpiszę na listy, to odkładam komputer i biorę się do krzyżówek. Ostatnio wróciłem do sudoku. Na ogół szybko nie wstaję od biurka. Najczęściej pracuję nad kolejną książką albo artykułem. Aż do obiadu, który jest o 12:00. Bogusia w tym czasie czyta gazety, ogląda telewizję. W południe wyciągam wino do obiadu, a właściwie dwa, bo dla mnie białe, a dla Bogusi czerwone. Lubimy wino. Po obiedzie ogląda telewizję, ja idę na drzemkę. Po drzemce idziemy na spacer albo wsiadamy w samochód i jedziemy do Konstancina. Tam "odwiedzamy" znajome i nieznajome pieski. Próbuję oswoić wszystkie burki, które są za płotem. Niektóre chcą mnie ugryźć, ale niektóre dają się pogłaskać. Ten płot to czasem siatka, psy wysuwają noski (takie mam doświadczenia). Wracamy koło 5:00 do domu, siadamy w salonie przy kominku. I tak sobie siedzimy i ględzimy o niczym. O 19:00 siadamy przed telewizorem.

A kolacja?

Nie ma. Jemy tylko dwa posiłki. Czasem jeszcze coś, co nazywamy kolacją, ale to jest rzadkość - banan, herbatnik do herbaty. W trakcie oglądania telewizji Bogusia usypia. Sama mówi, że pije wino po to, żeby dobrze zasnąć. Siadam wtedy jeszcze do komputera i dalej pracuję, do jakiejś 22:00. Potem chwilę oglądam Romance TV. Lubię filmy romansowe, wzruszam się.

Jesteś romantykiem?

Nie wiem, w każdym razie podobają mi się, bo jest w nich piękny obraz. W tych filmach pokazane są życzliwe stosunki między ludźmi. W programach informacyjnych i publicystycznych tylko oszustwa, okrucieństwo, intrygi, wojna. Wolę inny świat, mimo że powoli dla mnie się zamyka.

***

Zobacz więcej materiałów:

pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »