Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Kondrat, Szyc, Gessler - oto nietrafione biznesy gwiazd

Które polskie gwiazdy zaliczyły najbardziej spektakularne porażki biznesowe? Na liście jest m.in. Marek Kondrat, Borys Szyc, Magda Gessler i Grażyna Szapołowska.

Show-biznes dużymi pieniędzmi stoi i nie jest tajemnicą, że zarobki gwiazd plasują się wysoko ponad średnią krajową. Podstawowe wynagrodzenie z tytułu wykonywanej pracy rzadko jednak zadowala celebrytów i szukają przypływu gotówki np. podpisując lukratywne kontrakty reklamowe.

Ci bardziej ambitni i - jak za chwilę się dowiecie - nierozważni próbują swoich sił w biznesie. W zasadzie co mogłoby pójść nie tak? Znane nazwisko powinno przecież gwarantować mocne wejście na rynek i sporą klientelę...

Ten tok myślenia doprowadził bohaterów tego tekstu do poważnych kłopotów finansowych. Powspominajmy zatem, które polskie gwiazdy zaliczyły najbardziej efektowne porażki biznesowe?

Reklama

Seks i parówki nie idą w parze

Niebywały sukces "Kuchennych Rewolucji" uczynił z Magdy Gessler (sprawdź!) jedną z najlepiej zarabiających polskich gwiazd i ulubienicę reklamodawców, którzy biją się o to, aby ich produkty pojawiły się choćby w jej pobliżu, o bezpośredniej reklamie nie wspominając.

Naturalnym następnym krokiem po prowadzeniu świetnie prosperujących restauracji wydawało się wejście na rynek produktów spożywczych. I na ten krok w swoich efektownych butach Prady Magda Gessler się zdecydowała, odpalając na początku 2016 markę Besos.

Ku zaskoczeniu wszystkich premierowymi produktami z tej linii były... parówki m.in. lansowane jako "randkowe" z dodatkiem lubczyku, mające podwyższać libido. 

Takiego startu nie spodziewał się chyba nikt i też nikogo on specjalnie nie podekscytował, bo po niecałym roku parówki Besos praktycznie zniknęły ze sklepów.

Mimo hucznych zapowiedzi Gessler, linia nie została rozbudowana o kolejne produkty i słuch po Besos zaginął, choć wciąż jest to jedna z najbardziej kojarzonych z nią fraz. Jeśli dodamy do tego nieudaną sieć knajpek MG Eat oferujących szybkie przekąski, które również nie przyjęły się na rynku, okazuje się, że jednak nie wszystko co dotknie Magda Gessler zamienia się w złoto. A już na pewno nie parówki.

Łatwiej zagrać w filmie niż prowadzić knajpę

Nie wiedzieć czemu, ale od lat celebrytom wydaje się, że najłatwiejszym i najbardziej oczywistym biznesem "na boku" będzie prowadzenie restauracji czy choćby baru. Trzeba jednak przyznać, że początki w niektórych przypadkach były obiecujące.

Pod koniec lat 90. czołówka najpopularniejszych polskich aktorów tj. Bogusław Linda, Marek Kondrat, Wojciech Malajkat i Zbigniew Zamachowski otworzyli wspólnie sieć restauracji "Prohibicja". Początkowy sukces wydawał się dobrym prognostykiem, ale z czasem kolejne lokale zaczęły się wykruszać i zamykać.

Choć sieć przetrwała w sumie 8 lat, nie przyniosła praktycznie żadnych dochodów. Marek Kondrat wspominał później w wywiadach, że biznes funkcjonował "na poziomie zera operacyjnego". Zawiódł podobno marketing - ludzie spodziewali się, że spotkają w knajpach aktorów-założycieli i za to tak naprawdę płacą, a w praktyce oczywiście mogli ich podziwiać jedynie na szklanym ekranie. I być może to powinno być jedyne miejsce, gdzie aktorzy próbują robić karierę?

Niepowodzenie "Prohibicji" nie zraziło w kolejnych latach kolegów po fachu Lindy i spółki, którzy ochoczo próbowali swoich sił w gastronomii. W 2008 miała miejsce chyba najbardziej spektakularna porażka w historii polskiego show-biznesu czyli bar Kompas-Port w Giżycku należący do Borysa Szyca, Katarzyny Figury i Kaia Schoenhalsa.

Pierwsza kontrola Sanepidu wykazała, że lokal nie spełnia najbardziej podstawowych wymogów sanitarnych - brak toalet czy koszy na śmieci. Sytuację udało się ostatecznie rozwiązać, ale biznes nie dotrwał nawet do kolejnego sezonu, przynosząc około 100 tysięcy złotych straty.

Jest bardzo prawdopodobne, że liczba publikacji na temat Kompas-Port przerosła liczbę faktycznych klientów, którzy skorzystali z ich usług.

Na jeszcze bardziej ryzykowny biznes zdecydował się Michał Wiśniewski, który z powodzeniem mógłby napisać anty-poradnik o trwonieniu fortuny (nie podpowiadamy!). Jedno z czołowych miejsc, jeśli chodzi o jego wątpliwe biznesowe osiągnięcia, zajmuje na pewno warszawski klub Extravaganza, którzy otworzył u szczytu kariery w 2006.

Plotkuje się, że lider Ich Troje (sprawdź!) zainwestował w lokal, bagatela, 3 miliony złotych. Czy cokolwiek na nim zarobił? Śmiemy wątpić. Na przyszłość - w jego przypadku organizacja wesel może być dobrym kierunkiem, w końcu doświadczenia i fantazji odmówić Michałowi nie można.

Swoich sił na scenie klubowej próbował też Andrzej Piaseczny (sprawdź!), który przed laty był współwłaścicielem klubu nocnego Soho w Krakowie. Okoliczności niepowodzenia tego biznesu są dość tajemnicze, bo cieszył się ponoć ogromną popularnością, a mimo to został zamknięty z powodu problemów finansowych.

"Byłem kiedyś współudziałowcem klubu nocnego w Krakowie, ale ten biznes skończył się plajtą. Po tamtej historii zostało mi jednak marzenie, żeby mieć mały drink-bar" - wyznał w wywiadzie dla "Gali". Andrzej, dla dobra swoich finansów - nie realizuj wszystkich swoich marzeń.

Szapołowska nie bała się nawet Diora

Obecnie każda szanująca się celebrytka i influencerka próbuje swoich sił w branży kosmetycznej. Rynek beauty wciąż wydaje się nienasycony nowościami i choć większość produktów sygnowanych przez znane twarze nie wyróżnia się niczym specjalnym, tabuny fanek ochoczo ruszają po nie do sklepów.

Być może z pewną nutą nostalgii i zazdrości obserwuje to ikona polskiego kina Grażyna Szapołowska. Mało kto bowiem pamięta, że legendarna aktorka próbowała swoich sił w tej branży już 20 lat temu.

W 2001 Szapołowska wystartowała z marką kosmetyczną "Sza Cosmetics", która miała być swoistym eliksirem młodości dla milionów Polek chcących wyglądać tak pięknie i świeżo jak ona. "Nie boję się konkurencji z Diorem, bo odkryłam tajemnicę dzikiego ryżu" - zapowiadała hucznie podczas konferencji prasowej z okazji premiery marki.

Jeśli wierzyć doniesieniom mediów z tamtego okresu, Szapołowska zainwestowała w biznes kilka milionów złotych, a jej kosmetyki rzeczywiście miały być konkurencją dla najbardziej luksusowych firm na rynku.

Okazało się niestety, że Polki wolą stawiać na sprawdzone produkty wielkich koncernów i nie za bardzo wierzą w cudowne właściwości dzikiego ryżu. Marka upadła z hukiem i gwiazda straciła na biznesie prawdziwą fortunę. A pomyśleć, że wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, gdyby wtedy istniał Instagram...

Absurdalnie brzmiał też pomysł Rafała Maślaka, który w 2016 otworzył salon stylizacji paznokci, czy jak sam to określał, akademię piękności. W wywiadach Mister Polski tłumaczył, że biznes powstał z myślą o jego ukochanej, która miała trzymać nad nim faktyczną pieczę. Ktokolwiek się nim zajmował, nie skończyło się to dobrze - salon został zamknięty, a Rafał wrócił do reklamowania rozmaitych produktów na Instagramie. Na tym ciężko stracić pieniądze! 

Bolesna porażka Pazury

Powyższe przykłady mają jeden wspólny mianownik - gwiazdy zabierały się za te gałęzie biznesu, o których nie miały za wielkiego pojęcia, więc i te porażki nikogo dziwić nie powinny.

Co innego, gdy projekt wydawał się naturalnym przedłużeniem dotychczasowej działalności, tak jak w przypadku Cezarego Pazury. Popularny aktor uznał w pewnym momencie swojej kariery, że czas na kolejny etap w postaci własnej firmy produkcyjnej "Cezar 10". 

Plany były bardziej niż ambitne - Pazura chciał produkować wysokobudżetowe filmy, które miały wejść do kanonu rodzimej kinematografii. Cóż, nie będzie przesadą powiedzieć, że plany te spaliły na panewce. Wyprodukowane przez "Cezar 10" filmy "Weekend i "Sztos 2" okazały się finansowymi niewypałami i wpędziły spółkę Pazury w ogromne, wielomilionowe długi, w tym pożyczkę od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na wysokość 3,5 miliona złotych.

Likwidacją majątku "Cezar 10" w 2016 zajął się syndyk, choć menadżerka i żona aktora Edyta Pazura zapewniała, że los spółki to po prostu wynik decyzji samego Pazury i jego chęci powrotu do aktorstwa. Co by nie mówić o okolicznościach powrotu, śmiało można powiedzieć, że była to dobra decyzja.

Jak widać, do skutecznego i efektywnego prowadzenia biznesu może nie wystarczyć znane nazwisko, ani znajomości i koneksje, ani spory kapitał na start. Czy to oznacza, że celebryci poskromią swoje finansowe ambicje i porzucą marzenia o własnych markach czy knajpach? Wręcz przeciwnie. Coś nam mówi, że jeszcze wiele przed nami i co tu dużo mówić, czekamy z wypiekami na twarzy!

Przygotował: Piotr Grabarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »