Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kinga Rusin była pełna obaw! A jednak Tomasz Lis mocno ją zaskoczył!

Kinga Rusin (47 l.) miała obawy, jak w autobiografii Tomasz Lis (52 l.) opisze ich wspólne życie. To, co tam wyczytała, mocno ją zaskoczyło...

Pod koniec października ukazała się biografia dziennikarza „Historia prywatna”. Tytuł może sugerować, że Tomasz Lis zdradził wiele szczegółów z życia osobistego. 

Reklama

Kinga Rusin niepokoiła się, w jakim świetle przedstawi ją i ich małżeństwo. Tym bardziej, że ona w ciągu 13 lat, jakie upłynęły od ich rozstania, często wypominała mężowi przeszłość.

Kinga nie udzieliła wywiadu odsłaniającego kulisy zakończonego fiaskiem małżeństwa.

Jednak wypowiadała słowa, które bolały byłego małżonka.

Nazwała go niedzielnym ojcem, który rozpieszcza, a nie wychowuje swoje córki. Dała do zrozumienia, że nie doceniał jej. 

"Cały czas czułam się niewystarczająco dobrą matką, żoną, kochanką" – żaliła się. 

W książce „Co z tym życiem?” przejmująco opisała pozornie sielankowy okres, gdy wyjechała z Tomkiem do USA.  Kiedy urodziła Polę, cierpiała na depresję poporodową.

"Stojąc na balkonie, na dwudziestym pierwszym piętrze wieżowca, w którym wtedy mieszkałam, zastanawiałam się, czy nie skoczyć" – wspominała. 

Wtedy Tomka przy niej nie było. 

"Nie miałam babci, cioci, sąsiadki, położnej, a mąż pojechał do Nowego Jorku w delegację" – skarżyła się.

Narzekała też na skromne warunki życia, jakie wiodła u boku korespondenta „Wiadomości”.

"Pójście choć raz w miesiącu do restauracji pozostawało w sferze marzeń" – opowiadała.

Niedawno dopiekła byłemu mężowi, komplementując ukochanego Marka Kujawę.

"Pokazał nie tylko mi, ale także moim córkom, na czym polega partnerstwo. Na szacunku, zrozumieniu, wspieraniu się nawzajem. Na tym, żeby nigdy nie walczyć, kto jest ważniejszy" – powiedziała.

Tomasz tylko raz skomentował swój związek z Kingą.

Dwa lata po rozstaniu udzielił wywiadu, w którym narzekał, że w ich małżeństwie były tylko obcość i milczenie. Sugerował, że czuł się jak portfel. 

Teraz Kinga może odetchnąć z ulgą, gdyż wbrew tytułowi dziennikarz nie zdradza żadnych szczegółów z ich życia prywatnego.

Jedynie przeprowadza cichą polemikę z obrazem niedzielnego ojca. Przedstawia radosny czas tuż po narodzinach Poli. 

"To było prawdziwe szczęście. Po pierwsze, bo dziecko. Po drugie, bo w epoce przed urlopami tacierzyńskimi mogłem spędzać z córką długie miesiące niemal non stop" – napisał.

Niewątpliwie docenia byłą żonę jako matkę. W książce opowiada, że kiedyś Kinga pojechała do Los Angeles zrobić reportaż z wręczania Oscarów. On został sam z Polą. 

"To była wielka frajda i wielki stres. Do tego wielki wysiłek. Później już nikt nigdy nie musiał mnie przekonywać, że kobieta, która wychowuje dzieci i pracuje, jest w praktyce na dwóch etatach. A czasami trzech" – kwituje. 

Wydaje się, że dziś Kinga i Tomasz zakopali wojenny topór. Skupiają się na byciu rodzicami i z dumą patrzą na swoje córki.

Po lekturze książki Rusin może mieć zaś satysfakcję, że o Hannie Lis, rywalce, która rozbiła jej małżeństwo, były mąż nie wspomina prawie wcale.

***

Dowiedz się więcej na temat: Kinga Rusin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje