Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kazadi: Nie mam faceta i jestem szczęśliwa

Choć jest samotna, twierdzi, że nie szuka miłości na siłę. Wie jednak doskonale, jaki powinien być jej partner.

Patricia - podobno Polacy mają problem z prawidłowym zapisem pani imienia. To denerwujące?

Reklama

Patricia Kazadi (25 l.): Niestety, tak. Już w podstawówce pani od polskiego na dyktandzie odejmowała mi pół punktu za, jej zdaniem, błąd w pisowni imienia. Z kolei, gdy byłam mała, krępowało mnie to, że ktoś mówi do mnie: "Patriszia". Brzmiało pretensjonalnie i zwracało uwagę. A ja byłam nieśmiałym dzieckiem.

Dziś też złości?

P.K.: - Wymawiać można różnie, ale pisać wypadałoby poprawnie. W końcu tak dostałam na imię od rodziców, tak mam w akcie urodzenia. Po dziesięciu latach w branży, gdy dziennikarze robią błąd w moim imieniu, to odbieram to jako brak szacunku.

Pani drugie imię też jest bardzo oryginalne - Tshilanda.

P.K.: - Otrzymałam je po babci. W Afryce jest taka tradycja, że pierwszy syn i pierwsza córka otrzymują imiona po dziadkach. Ponieważ babcia zmarła, gdy tata był młody, rodzina wierzy, że jestem jej reinkarnacją. I wielokrotnie słyszałam od taty i jego brata, że bardzo ją przypominam.

Pani ojciec pochodzi z Republiki Konga. Jak rodzice się poznali?

P.K.: - Mój tata przyjechał do Polski na stypendium - dostał się na Politechnikę Warszawską. Jednak pierwszy rok musiał spędzić na nauce języka polskiego. Przyjechał w tym celu do Lublina, gdzie moja mama zdobywała wykształcenie muzyczne. Poznali się w akademiku. Tata zakochał się już pierwszego dnia, przynajmniej tak mówi, i natychmiast postanowił, że to będzie jego żona.

Czy panią coś takiego już w życiu spotkało?

P.K.: - Nie. Teraz nie mam faceta, jestem sama i jestem szczęśliwa.

Szuka pani miłości?

P.K.: - Nie szukam, ale nie zamykam się na uczucie. Jeśli poznam kogoś, kto zawróci mi w głowie i przy kim będą miękły mi kolana - nie będę z tym walczyć.

To jak brzmiałoby pani ogłoszenie matrymonialne?

P.K.: - O, nie! Żadnych ogłoszeń, za młoda jestem na to. Gdy będę miała 45 lat i brak kandydata, wtedy będę się martwić. Teraz jestem skupiona na swojej karierze.

A jaki powinien być ten wymarzony kandydat?

P.K.: - Och, wysoki! Jeśli chodzi o charakter, na pewno z poczuciem humoru, dystansem do siebie, inteligentny i z pasją. Poza tym, oczywiście: ciepły, dobry i wrażliwy.

Podobno kiedyś miała pani pewne trudności w relacjach damsko-męskich?

P.K.: - Fakt, mężczyźni długo mnie nie interesowali. Byłam tak skupiona na swojej pracy, na swoim rozwoju, że kompletnie ten temat był mi obcy. Później nie miałam wrażenia, abym szczególnie im się podobała. Albo może oni mnie się nie podobali?

Czego wymaga pani, będąc w związku?

P.K.: - Stu procent tego, co sama daję. Nigdy nie robię niczego po łebkach i tego oczekuję od partnera. Takimi ludźmi powinnam się otaczać. Dopiero niedawno to zrozumiałam.

Irena Glińska

35/2013

Dowiedz się więcej na temat: Patrycja Kazadi | związek | partner

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje