Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Katarzyna Glinka promienieje szczęściem dzięki ukochanemu

Pomimo wielu starań, nie udało jej się ocalić rodziny. Rozwód z Przemysławem, tatą jej synka Filipa, bardzo przeżyła. Aktorka nie sądziła, że na swej drodze spotka jeszcze mężczyznę, któremu będzie gotowa oddać serce. Katarzyna Glinka (42 l.) tylko "Dobremu Tygodniowi" zdradza, czym ją ujął Jarosław.

Spodziewała się pani zaręczyn jak z bajki?

Reklama

To było totalne zaskoczenie! Zupełnie ich nie przewidziałam. Nic nie wiedziałam o planach narzeczonego. Do końca wszystko trzymał w wielkiej tajemnicy i z niczym się nie zdradził.

Jak Jarek przekonał panią do siebie? Czym ujął?

Ma w sobie dużo spokoju, a na tym etapie życia bardzo tę cechę cenię. Przy moim temperamencie jest mi potrzebny ktoś, kto od czasu do czasu zadziała jak prysznic z zimną wodą. Po za tym to silny mężczyzna, więc mam w nim ogromne oparcie. Nawet dzielne kobiety, które sobie ze wszystkim radzą, miewają gorsze chwile. Wtedy lubią mieć przy sobie kogoś, kto wysłucha, wesprze i będzie służyć mocnym ramieniem. Ja kogoś takiego znalazłam.

Partner, który nie jest związany tak jak pani ze sceną, wróży sukces związku?

Na to nie ma reguły. Znam związki aktorskie, które się świetnie sprawdzają, ale też takie, gdzie w pewnym momencie wkradła się rywalizacja. Mój zawód wymaga ogromnego zaangażowania i mam wrażenie, że osoba, u której ten emocjonalny świat jest bardziej uporządkowany, będzie po prostu lepszą podporą. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. To, że mój partner jest spoza branży, ogromnie mi odpowiada.

Pani syn skończył 7 lat i poszedł do szkoły. Jak przyjął zmiany?

Tak, beztroska się skończyła (śmiech). Nadszedł czas regularnego wstawania i nie ma zmiłuj się. Na szczęście dobrze się tam czuje. Nie podchodzi, co prawda, do nauki jeszcze bardzo odpowiedzialnie i bywa zdziwiony, że musi odrabiać lekcje, ale zaaklimatyzował się. Lubi swoją klasę i jest zadowolony. Poza tym, szkoła, do której chodzi, ma ciekawe metody nauczania.

Syn ogląda mamę w telewizji?

Nie, bo my nie oglądamy telewizji. Wie oczywiście, że jestem aktorką, chodzi ze mną do teatru. Jestem rozpoznawana, więc zdarza się, że kiedy idziemy razem, ktoś prosi mnie, żebym zrobiła sobie z nim zdjęcie. Przez lata miałam z tym spory kłopot, Filip kurczowo się mnie trzymał i nie chciał puścić. Nie rozumiał, dlaczego jego nie będzie na fotce (śmiech). Na szczęście mamy już to za sobą.

Zawsze chciała pani zostać aktorką?

Dość późno zrodził się we mnie pomysł, żeby nią zostać, bo chyba w 3. klasie liceum. Zapisałam się do kółka teatralnego i dopiero tam pomyślałam o aktorstwie. Jednocześnie zdawałam też na psychologię i to jest temat, który do dzisiaj bardzo mnie interesuje. Zastanawiam się nad rozpoczęciem studiów z tej dziedziny.

Rodzice popierali pani wybór? Słuchała pani ich rad?

Zawsze byłam niezależna. Decyzję podjęłam sama i nie pytałam rodziców o zdanie. Natomiast to, czy oni będą mnie wspierać w moich wyborach, czy nie, na każdym etapie mojego życia miało dla mnie ogromne znaczenie. Mama była zaciekawiona, szczęśliwa i ten pomysł bardzo jej się podobał. Tata był dość powściągliwy. Uważał, że to niestabilny i nieprzewidywalny zawód. Wolał, żeby jego córka miała konkretny fach w ręku, który z miesiąca na miesiąc będzie przynosił profity (śmiech). Fajne było jednak to, że mając takie obawy, nie odradzał mi aktorstwa, nie zniechęcał mnie i nigdy nie powiedział stanowczo - "Nie rób tego". Kiedy dostałam się na studia, oboje byli dumni i szczęśliwi.

Podobno bez sportu nie wyobraża pani sobie życia?

Zdecydowanie tak. Jestem sportowym typem - rower, bieganie, tenis. To lubię robić i w ten sposób ładuję swoje akumulatory po ciężkim dniu. Jeśli z jakiś powodów nie mogę np. pobiegać, od razu mam gorsze samopoczucie.

Są rzeczy, których pani nie spróbowała i te, które przyniosły dużą satysfakcję?

Jest sporo takich, które chciałabym zrobić. Mam nadzieję, że to jeszcze nie pora na życiowe bilanse (śmiech). Na pewno dumna jestem z tego, w jaki sposób żyję. Staram się podejmować decyzje w zgodzie ze sobą. Od 20 lat mam to same grono sprawdzonych przyjaciół, cały czas utrzymujemy kontakt mimo dzielących nas kilometrów, wspaniałego syna Filipa, zbudowaliśmy świetną relację. Znajduję czas na to, żeby go wspierać i pokazywać mu świat. To bez wątpienia są dla mnie najważniejsze sprawy. Cieszy mnie również, że mogę spojrzeć w lustro i zobaczyć w nim człowieka, który mnie do tej pory nie zawiódł.

Jakie są pani największe marzenia?

Nie lubię głośno marzyć. Trzeba starać się je realizować i to robię. A to najważniejsze? Żebyśmy byli zdrowi - ja oraz moi najbliżsi.

Czego można życzyć kobiecie spełnionej, która kocha i jest kochana?

Może tego, żeby ten mój optymizm mnie nie opuszczał, bo los jest nieprzewidywalny i nigdy nie wiadomo, co nam przyniesie. Chciałabym, by z tym pozytywnym nastawieniem udało mi się przetrwać i cały czas kroczyć z nim przez życie.

Data ślubu została już ustalona?

Oj, nie będę tego zdradzać. Proszę mnie nie pytać, bo to na razie moja tajemnica (śmiech).

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Glinka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »