Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Katarzyna Dowbor ujawniła testament dziadka. Smutna historia

Ma pani bliską relację z mamą. Jaka ona jest?

Reklama

- To niesamowita osoba, niezwykle żywiołowa i energetyczna kobieta, która wciąż ma mnóstwo pomysłów! Ma 85 lat, ale jest w świetnej formie intelektualnej. Raz w tygodniu chodzi na basen na Warszawiankę, jeździ samochodem. Uwielbia wraz ze mną i moim bratem wybrać się do restauracji, po prostu celebruje życie. Mam nadzieję, że po niej odziedziczyłam żywotność.

W październiku przeszła pani operację, a już trzy tygodnie później była pani na planie programu "Nasz nowy dom". Nie forsuje się pani za bardzo?

- Przeszłam zabieg usunięcia tarczycy, z którą od siedmiu lat miałam poważne problemy. Żartuję czasem, że ten gruczoł to taki nasz komputer pokładowy, wpływający na pracę całego organizmu. Choć byłam pod opieką lekarzy i brałam leki, to okazało się, że nad moją trudno zapanować. Przez te lata towarzyszyły mi stany zapalne, stąd decyzja specjalistów, że najlepszym wyjściem będzie usunięcie tego organu. Po operacji szybko doszłam do siebie, więc nie było powodów, aby ograniczyć aktywność zawodową.

Na szczęście, najgorsze za panią i może cieszyć się dobrym samopoczuciem.

- Jestem zadowolona, zwłaszcza że przede mną intensywna praca na planie "Naszego nowego domu". Zdjęcia potrwają do końca marca, z krótkimi przerwami spowodowanymi dniami świątecznymi. Z całą ekipą zrobimy tysiące kilometrów po Polsce.

Zaczęła też pani nowy rozdział w życiu. Z gniazda wyfrunęła córka...

- Marysia zaczęła studia w Anglii. Od jej wyfrunięcia minął raptem miesiąc, więc nie zdążyłyśmy tego odczuć (śmiech). Poza tym obie miałyśmy sporo zajęć - córka poznaje miejsce, w którym spędzi najbliższe miesiące, ja byłam zaabsorbowana przygotowaniami do operacji, teraz pracą. Na pewno obie musimy nauczyć się funkcjonować w tej nowej dla nas obu sytuacji.

A jaką jest pani babcią?

- Nowoczesną i bardzo zapracowaną. Kiedy tylko znajduję czas, spotykam się z ukochanymi wnuczkami. Starsza, Janina, często odwiedza mnie w moim domu i bardzo to lubi. Ona, podobnie jak ja, kocha zwierzaki, a u mnie jest cała menażeria. Psy: Pepe i Benio, koty: Yeager i Fiona oraz konie: Rodezja i Surma. Czworonogi u mego boku były zawsze, bo nadają domowi wyjątkowy klimat.

Wiele razy się pani przeprowadzała. Nie przywiązuje się pani do miejsc?

- Nieszczególnie, ważni są dla mnie ludzie. Ale oczywiście - jedne z moich domów bardziej lubiłam, inne mniej. Jestem perfekcjonistką i zawsze szukałam lokum idealnego, które byłoby funkcjonalne i pięknie położone. Wreszcie znalazłam takie miejsce. Jest moim małym skrawkiem nieba na ziemi.

Rozmawiała: Kinga Frelichowska

***

Zobacz więcej materiałów:

Dobry Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »