Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Justyna Kowalczyk i jej rodzina przeżyli chwile grozy!

Justyna Kowalczyk opisała mrożącą krew w żyłach historię, która zdarzyła się pod jej rodzinnym domem!

Justyna bez wątpienia jest jedną z najbardziej znanych Polek. Sportsmenka ma ogromną ilość wielbicieli, którzy są jej wdzięczni za wszystkie sukcesy i medale dla naszego kraju.

Niestety, tak ogromna popularność może wiązać się także ze sporymi nieprzyjemnościami. Kowalczyk w felietonie dla portalu ekstra.sport.pl wyznała, że była prześladowana przez stalkera! W pewnym momencie sytuacja stała się bardzo niebezpieczna! 

Reklama

"Kilka dni temu spod domu moich rodziców w Kasinie Wielkiej policja zabrała oszołoma z nożem.Oszołom ów już niejedną noc przespał na pobliskim przystanku autobusowym. Przyjeżdżał z drugiego końca Polski, gdy dowiadywał się, że mogę być z rodziną. Od kilku lat twierdzi, że broni mnie przed szatanem i że moje życie do niego należy. Rzeczy, które wypisywał do mnie na Facebooku, nie nadają się do publikacji. Bałam się go od dawna. Bo nikogo nie boję się tak bardzo jak fanatyków" -  wyznaje sportsmenka. 

Justyna zgłosiła sprawę na policję i liczy, ze przynajmniej jej bliscy odzyskają spokój. Ona sama już nawet się nie łudzi, że będzie mogła żyć normalnie.  Wszystko oczywiście z powodu jej popularności...

"Z takimi sytuacjami właśnie kojarzy mi się popularność. Z robieniem zdjęć z ludźmi o każdej porze dnia i nocy. W każdej sytuacji. Ze zdjęciami, na które prawie nigdy się nie zgadzam, czyli w trakcie treningu. Ale również ze zdjęciami obiadowymi, między przeżuwaną sałatą i mięsem. Gdy rozmawiam z dawno niewidzianą bliską osobą. W trakcie prowadzenia auta też. W sklepie. W szpitalu czy u weterynarza. Gdy się spieszę (a spóźniać się nienawidzę!). Jeśli się na wspólne zdjęcie nie zgodzę lub nie będę wystarczająco miła, to znaczy, że woda sodowa uderzyła mi do głowy. Popularność to zdjęcia, które robią mi ludzie w czasie, gdy np. ciągnę oponę i jestem zdyszana, często zapluta, prawie zawsze z grymasem bólu na twarzy. Mało komfortowa sytuacja dla kobiety" - żali się Kowalczyk.

Sportsmenka docenia fakt, że dzięki znanej twarzy może zarabiać spore pieniądze, ale okupione jest to jednak sporymi wyrzeczeniami z jej strony!

"Są oczywiście inne, bardziej przyziemne zalety. Świetny samochód, którym jeżdżę, lepsze zarobki. Bo przecież na przyszłość zarabiam głównie, będąc twarzą banku. Kilka kolejek w życiu się skróciło" - dodaje. 

pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »