Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Joanna Liszowska: Okrzyknięto mnie seksbombą. Kochanego ciała nigdy za wiele!

Joanna Liszowska (35 l.) udzieliła wywiadu jednemu z kolorowych magazynów, aby jeszcze raz zapewnić, że jest dumna ze swojej tuszy!

Obfite kształty aktorki rozpalają zmysły wielu mężczyzn.

Niestety, często pojawiają się także słowa krytyki, z którymi Joasia postanowiła się rozprawić.

Liszowska nieco kryguje się, gdy dziennikarka nazywa ją seksbombą, ale oczywiście chętnie kontynuuje ten temat.

"Przeszkadzało mi, że kiedy okrzyknięto mnie seksbombą, zaczęło się też liczenie moich kilogramów, a ja uważam, że kochanego ciała nigdy za wiele (śmiech). Nie. Przepraszam. Czasem za wiele.

Kobieta zawsze powinna o siebie dbać i być w formie" - oznajmia w rozmowie z "Vivą".

Reklama

Aktorka przekonuje też, że po urodzeniu dwóch córeczek czuje się wspaniale.

Zapewnia, że dopiero teraz jest pewna swojego ciała i nie czuje żadnego wstydu.

Straszy też, że mogłaby zagrać w rozbieranych scenach!

"Rozebrałabym się, gdyby gra była warta świeczki. Jeśli oprócz nagości ta rola byłaby interesującym wyzwaniem aktorskim. (...)

Nie mam problemów ze swoim ciałem. Po dwóch porodach nadal czuję się z nim dobrze. To zapewne przywilej kobiet, które nigdy nie były idealne.

Jeśli kobieta przed porodem była szczuplutka, ćwiczyła i bardzo dbała o figurę, to może być dla niej trudniejsze. (...)

Dzisiaj czuję się nawet bardziej atrakcyjna i pewna swojej kobiecości" - przekonuje Liszowska.

Gratulujemy!

Chcielibyście zobaczyć ją nago?

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Joanna Liszowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »